7 obserwujących
17 notek
39k odsłon
  482   0

Epitafium dla Łukasza Warzechy, czyli jak praca dla onet.pl niszczy szare komórki

Polityka jak i publicystyka polityczna niemal od zawsze była moim swoistym hobby.... Pamiętam, jak jako dziecko oglądałem z ojcem "7 dni świat" w niedzielne przedpołudnie w TVP (jak dzisiaj brakuje programu o tematyce międzynarodowej w mediach polskojęzycznych...), jak również (raczej potem) "Tok Szok" Żakowskiego i Najsztuba w Polsacie, czy "Grafiti" - i prawdopodobnie z powodu praktycznie braku powszechności internetu, a co za tym idzie brakiem dostępu do 'szitowej (powszechnych obecnie 'fake news', czyli po prostu kłamstw)' informacji, ale przede wszystkim brakiem dostępu do PRAWDZIWEJ informacji byłem tymi programami zaaferowany.

W pewnym momencie trafiłem też na "(anty)salonik zmiekiewicza" (nie pamiętam jak to wówczas funkcjonowało), gdzie ówczesnym trzonem audycji byli Panowie: Ziemkiewicz, Warzecha, Stankiewicz (Andrzej) oraz Pani Zuzanna Dąbrowska. To co mi się podobało w programach z udziałem wymienionych publicystów, to rzadka już wówczas (a dzisiaj spotykana równie często jak yeti), aczkolwiek paradoksalnie oczywista, próba uzasadniania swoich opinii/poglądów/przewidywań konkretnymi argumentami/przykładami/instynktami. Co prawda czasem mniej lub bardziej trafionymi, nie mniej, opierały się one na jakimś logicznym związku przyczynowo-skutkowym.

Każdy z wyżej wymienionych publicystów, jest dzisiaj w zupełnie innym miejscu. Nie mniej jest jakaś dziwna prawidłowość.. .tj. panowie A. Stankiewicz oraz Ł. Warzecha, odkąd zaczęli pracować dla onetu zatracili chyba zdolność analitycznego i pragmatycznego myślenia... Sam mając raczej konserwatywne poglądy szanowałem tych Panów, za to, że pomimo różnych rządów będących u władzy przez ostatnie dziesiąt (no może naście) lat byli wierni oni swoim przekonaniom (bliższym idei wolnorynkowej) i byli dalecy od postaw konformistycznych (jak rządy konserwatywne robiły rzeczy sensowne, były one przez owych Panów chwalone (rzeczy, nie rządy), jak były niezbyt mądre, było to przez nich wprost punktowane, ale z uzasadnieniem - i to merytorycznym), tak odkąd zaczęli pracę dla onet.pl zaczęli się przepoczwarzać w antyprawicowych siepaczy rodem z gw.
Dziei pana A. Stankiewicza od pewnego czasu już nie śledzę (temat na osobną notkę), ale to co wyrabia w ostatnich tygodniach Pan Ł. Warzecha to jest istne kuriozum. Pragnę zaznaczyć również, że p. Ł. Warzecha aktywnie publikuje (nie wiem jak to się ma do kwestii własnościowych) na stronach Warsaw Enterprise Institute, które w zakładce 'o nas' pisze "WEI prowadzi badania, analizy, projekty edukacyjne, publikuje komentarze, stanowiska, memoranda oraz raporty. Przygotowuje rozwiązania zarówno dla instytucji państwowych, jak i niezależnych podmiotów społecznych czy komercyjnych."

I jakież to są te ostatnie przemyślenia, które Sz.P. Łukasz publikuje na stronach WEI jak i swoim twitterze:
- troska o prasę drukowaną (a co za tym idzie publicystów), którzy w normalnie trudnych, internetowych czasach, zostają dobici coronavirusem... - jak na wolnorynkowca przystało, polecam zrobić to samo co kowal w XX wieku, tj albo się dokształcić, albo przekwalifikować. Ja rozumiem punkt widzenia Ł.W. bo sam mam ogromny głód merytorycznych, prezentujących różne punkty widzenia, poważnych analiz - za które jestem w stanie zapłacić, bo napisanie takiego artykułu wymaga wiedzy, zapału i czasu, zamiast wszechobecnej bezwartościowej papki serwowanej przez ogólnodostępne portale internetowe. Przy czym wg. mnie (jest to powierzchowna diagnoza), jak dziennikarze nie zgodzą się, na zaostrzenie prawa prasowego -tj. za kłamstwo -kara, a nie żadne pitolenie o 'wolności słowa', które dzisiaj jest interpretowane jako 'wolność bezkarnego kłamania'. Przecież coś takiego jak zjawisko 'fake news' w normalnym społeczeństwie nie ma prawa zaistnieć! "Wolność słowa" to nic innego jak prawo do powiedzenia/napisania wszystkiego... ale jak można interpretować to jako prawo do bezkarnego pomawiania kogokolwiek! Wg mnie, opublikować można wszystko... ale w przypadku publikacji kłamstwa, zarówno autor jak i wydawca powinni ponosić wszelkie tego konsekwencje. Jaki z tego zysk? Zarówno nierzetelni dziennikarze jak i 'media' natychmiast znikną z rynku, bo po prostu zbankrutują! Wolny rynek Panie Warzecha - 'wolność słowa', to odpowiedzialność za 'słowo'. Powoływanie się (co sam Pan wielokrotnie czynisz) na 'anonimowe źródła' w rządzie/ministerstwie/agencji to czyste 'kurestwo'! Bo co mi z informacji, której nie jestem w stanie zweryfikować? A ich podawanie może np. zachwiać notowaniem pewnych spółek na giełdzie - ktoś zarobi - ktoś straci. A potem się okaże, że te informacje były kłamstwem/wydmuszką/oszustwem..., ew. 'rząd' zmienił zdanie, tylko informator o tym nie wiedział. I kto wówczas bierze za to odpowiedzialność? Pan się zasłoni, "tak mi powiedziano, ale kto, to tajemnica dziennikarska" - no proszę wybaczyć, ale może w XiX wieku, coś takiego miało uzasadnienie, ale w XXI i świecie globalnym to wg. mnie powoływanie się na rzekome informacje, które nie są faktem powinno być traktowane jak przestępstwo... Ale zapewniam Pana, jakby tylko którykolwiek rząd zaczął grzebać przy prawie prasowym, to pierwszy byłby pan na barykadzie w walce o 'wolność do bezkarnego kłamstwa (tzn. "słowa" miałem na myśli)". Nie wypominając ostatnich prób ucywilizowania pracy dziennikarzy w sejmie, bo nie dałoby się robić durnych materiałów, jak to zgraja reporterów biegnie za posłem, zadając mu niewygodne pytanie, na które ów nie chce odpowiedzieć.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura