0 obserwujących
123 notki
113k odsłon
  237   0

Samokastracja pamięci

Dopiero co byliśmy dumnym narodem, który w cieniu czekoladowego orła udowadniał niedowiarkom, że może. Było pompowanie wielkiego balonu, ale też całkowicie zrozumiałe ubolewanie nad mankamentami naszego patriotyzmu. A to flaga niezbyt kolorowa. A to nie wszyscy obywatele rzucili się na różowe ulotki z orłopodobnym logiem, by móc wymienić je na patriotyczne gadżety - książki Adama Michnika albo zegarki. A to znów ktoś zaczął babrać się w historii jakby nie potrafił objąć swoim małym rozumkiem, że w patriotyzmie nowoczesnym na historię nie ma miejsca. Są różowe flagi i balony jest czekoladopodobny orzeł i prezydent z czerwono-białą kokardą. To jest patriotyzm XXI wieku.

Świętować 3 Maja także oczywiście można, większość Polaków (szczególnie młodych) o Konstytucji i okolicznościach w jakich została uchwalona ma mniej więcej pojęcie takie jak Dariusz Joński o Powstaniu Warszawskim więc w sumie nic złego się nie dzieje.

Nawiasem mówiąc trudno autorowi niniejszego bloga uciec od zestawień właśnie tej skarlonej Polski po obaleniu trzeciomajowej Konstytucji i drugim rozbiorze z tą dzisiejszą - z orłem, który może, ale w sumie nie za bardzo wiadomo co dokładnie. Wydaje się to być o tyle ciekawe - przynajmniej w kwestiach geograficznych - iż słuchając ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego można odnieść wrażenie, że strefa naszych interesów na wschodzie faktycznie kończy się na linii ustawionej przez drugi rozbiór. Im dalej od niego tym bardziej nam to nieelegancko mówiąc - zwisa.

O ile w kwestii polityki zagranicznej można jeszcze taki stan rzeczy zrozumieć  (bo przecież nie akceptować) i cierpliwe czekać na okres rozliczeń w postaci wyborów to w przypadku próby zamknięcia naszej historii w tych absurdalnych granicach należy o tym mówić i pisać głośno.

Musimy mieć do czynienia, Szanowny Czytelniku z wydarzeniami szalenie niepokojącymi skoro profesor Tomasz Nałęcz, pełniący obecnie funkcję ministra w Kancelarii Prezydenckiej, z wykształcenia przecież historyk, sam wciela się w role cenzora i dokonuje zadziwiającej samokastracji pamięci nie tak znowu odległych przecież wydarzeń.

Za mocne słowa? 

A jak inaczej można określić rewelacje badawcze, którymi profesor podzielił się kilka dni temu z przedstawicielami Muzeum Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich oraz Federacji Organizacji Kresowych? 

Zdaniem zdumionych Kresowiaków minister Nałęcz nie tylko poddał w wątpliwość fakt przynależności do nacji polskiej ludności na tamtych terenach, ale również przypomniał, że Żydów zabijali Niemcy, a nie Ukraińcy..

Panie profesorze! Jako wiernemu czytelnikowi pana prac historycznych pozostaje mi jedynie czekać na kolejną książkę, w której te przełomowe tezy podeprze pan odpowiednim aparatem naukowym. Z własnej strony zasugeruje tylko, by zamienić owych Niemców na Nazistów i być może uda się wyhaczyć  jakiś patronat z Unii. No chyba, że celuje pan w target wschodni - na Zachodniej Ukrainie także znajdzie pan entuzjastów swoich - proszę wybaczyć jako koledze historykowi - kretyńskich wymysłów. 

Należy dodać, że wszystko działo przy okazji dyskusji nad patronatem obchodów 70 rocznicy ludobójstwa 200 tys. Polaków na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, któremu to wydarzeniu pan prezydent Komorowski (także historyk) ostatecznie nie zgodził się patronować. Wszak czekoladowy orzeł miał walczyć z ciemnogrodzkimi smutami, a nie je promować, czemu z resztą doskonały wyraz dał sam minister Kancelarii obecnej głowy państwa.

Kiedyś Józef Piłsudski określił Polskę mianem obwarzanka - Kresy urodzajne, centrum nic. Ciekawe do jakiego wypieku porównałby dziś profesora Nałęcza.

Masz jakieś pomysły, Szanowny Czytelniku? 

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura