55 obserwujących
5393 notki
1909k odsłon
  217   3

Kto normalny inwestuje w z góry przegrane projekty

Chyba wszyscy zgodzą się z dość oczywistą tezą, że trzeba być idiotą by inwestować w projekty nie mające przyszłości. Mam na  myśli projekty nie tylko biznesowe lecz i poloityczne. Skąd więc ten pęd do chybionych inwestycji politycznych ? Tu chyba decyduje fakt, że ludzie dwa razy pomyślą w przypadku projektów gospodarczych nim wyrzucą własne pieniądze, a w przypadku polityki czynnik finansowy aż tak bardzo się nie liczy, co prowadzi do ryzykownych zachowań.

Najważniejszy jednak wydaje się fakt, że ludzie postrzegają rzeczywistość we fragmentaryczny sposób, widzą tylko swoje najbliższe otoczenie, znajomych, kolegów, ich opinie i poglądy,domy, ulice, pewien ułamek całej tej infrastruktury demograficznej i materialnej i kulturowej. Percepcja obejmuje tylko niewielki fragment, nie obejmuje całości widzialnego świata.

To jest jedna rzecz , która ludziom umyka. Ale jest jeszcze druga, znacznie ważniejsza rzecz, która ludziom umyka. Rzecz bezpośrednio niedostępna: struktura organizacji tego całego świata i rola czynników w tej strukturze kluczowych dla utrzymania bądź rozwoju cywilizacji. Ludzie zdają sobie sprawę z ułamka rzeczywistości, nie zdają sobie sprawy z reguł i relacji, które ten świat tworzą i organizują.

W tej sytuacji okazuje się, że poprawna interpretacja rzeczywistości jest dla większości ludzi niedostępna.

Od dłuższego czasu głoszę tezę, że system demoliberalno-konsumpcjonistyczny wszedł w fazę upadku. Bodźcem do postawienia tej tezy stał się widoczny gołym okiem wzrost emocji politycznych. Poszukując teoretycznego wyjaśnienia tego zjawiska doszedłem do wniosku, że trzeba sięgnąć po teorię ewolucji i towarzyszące jej rozważania z zakresu kogniwistyki i neurobiologii. Nauka wskazuje na czynniki niezbędne w kształtowaniu się środowiska społecznego i jego historycznej ewolucji. Analiza systemu demoliberalnego jednoznacznie pokazuje, że system ten nie spełnia pewnych niezbędnych warunków, co jest przyczyną jego upadku.

Politpoprawność narzucona w systemie demoliberalnym sptrawiła, że nawet naukowcy nie ryzykowali stawiania tez, które by podważały demoliberalne dogmaty. Dopiero wyraźne konflikty w wojnie kulturowej w USA sprawiły, że zakwestionował je Jonathan Haidt, ale jego tezy zostały zlekceważone przez mainstream.

Dopiero wygrana Trumpa spowodowała szok, któremu najpierw towarzyszyła niebywała erupcja wrogich emocji i wysyp książek nie wyrażających niczego poza tanim oburzeniem. Dopiero po paru latach liberalny intelektualista  Mark Lilla w USA zakwestionował sensowność polityki demoliberalnej, a potem pojawiły się głosy takie jak Davida Runcimana czy Rogera Eatwella i Matthew Goodwina z Wielkiej Brytanii wskazujące na toczące się od lat procesy gnicia demoliberalizmu, które mainstream usiłował zamilczeć lub emocjonalne potępić ich krytykę. No i teraz nie da się już kwestii wad systemu demoliberalnego zamieść pod dywan.

Przegrana Trumpa w nie do końca przejrzystych warunkach, dodatkowo skomplikowanych przez pandemię jest tylko chwilowym wstrzymaniem niepowstrzymanego procesu zmiany. Podobna sytuacja miała miejsce w Polsce w r. 2007 gdy system zmobilizował się na tyle, że obalił Kaczyńskiego, ale tylko na pewien czas. Pewnych prawidłowości nie da się zatrzymać. Tu się pojawia interesująca kwestia zakresu determinizmu w świecie.

Problem z tymi nowymi głosami ujawniającymi kwestie przemilczane dotychczas polega na płytkości i banalności politologicznych refleksji, które odnotowują wyłącznie  zmiany w opiniach i politycznych postawach wyborców, skutkujących zmniejszeniem poparcia dla mainstreamowych partii politycznych i przeniesieniem ich na nowe inicjatywy polityczne. Brak natomiast w tego rodzaju analizach, skądinąd bardzo interesujących, odwołania się do głębszych warstw struktur społecznych i cywilizacyjnych, proadzących następnie do przesunięć na scenie politycznej. Opisywanie świadomych postaw i decyzji wyborców zmieniających sympatie polityczne to za mało, bo wyborca dostrzega tylko fragmenty realnej rzeczywistości, a fundamentalne procesy, które odgrywają tu zasadniczą rolę, pozostają poza jego indywidualną świadomością. Niestety okazuje się też, że i poza świadomością naukowców usiłujących wyjaśnić zjawisko kryzysu czy upadku demoliberalizmu.

A co z tą świadomością w Polsce ?

Jak widać Tusk uparcie usiłuje zawracać kijem Wisłę. Zmiany można utrudnić, ale nie da się ich powstrzymać, można co najwyżej wywołać katastrofę. Kiedy to do tych ludzi dotrze, że zeszli na manowce ?


Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale