55 obserwujących
5402 notki
1911k odsłon
  462   0

Niemiła niespodzianka dla miłośników mainstreamu

Zaskoczyła mnie treść ksiązki brytyjskich naukowców Eatwella i Goodwina, za tytułowanej "Narodowy poulizm. Zamach na demokrację liberalną". Zasugerowawszy się bowiem określeniem "zamach", oczekiwałek kolejnych biadań nad niewdzięcznością ludu, przeplatanych wyzwiskami pod adresem populstów prowadzących nieczego nieświadome owieczki polityczne na zatracenie. A tu nic z tego. Przyjrzałem się więc tytułowi oryginalnemu po angielsku, a tam zupełnie inny sens: "National Populism: The Revolt Against Liberal Democracy". Jedno małe słówko "zamach" zamiast "rewolta/bunt" zmienia zupełnie sens tytułu i związane z nim oczekiwania.

Najpierw tytułem wstępu uwag parę historycznych. Gdy wybory w USA w r. 2016 wygrał Trump podniosła się histeryczna fala oskarżeń pod adresem nowowybranego prezydenta jak i jego wyborców, oraz podobnych procesów w Europie Centralnej. Pojawiły się książki Naomi Klein, Timothy Snydera i Stevena Pinkera uznających  te zjawiska jako powrót tendencji aurytarnych i zapowiadających śmierć demokracji, wieszczących nieomal koniec świata.

Po paru latach niektórzy liberalni intelektualiści otrzeźwieli z tego amoku i poddali procesy analizie, doszukując się konkretnych błędów w polityce liberalnej demokracji, które doprowadziły do tego stanu rzeczy, tacy jak Mark Lilla, czy David Runciman, którzy wskazali na polityczne błędy popełnione przez demoliberałów. Wreszcie pojawiła się ksiązka  Rogera Eatwella i Matthew Goodwina, poświecona dokładnej analizie procesów politycznych, które doprowadziły do pojawienia się, jak to oni ojkreślają, "narodowych populistów". Z analizy wyciągnęli oni oczywisty wniosek, że procesy te rozpoczęły się na długo zanim pojawił się Trump i były wyrazem narastającego braku zaufania do sterujących procesami politycznymi demoliberalnych elit.

Konstatacje autorów mogą stanowić szok dla zwolenników demokracji liberalnej, szczególnie tych w Polsce, którzy także ulegli emocjonalnemu wzmożeniu. Będę państwu cytował co smaczniejsze kąski. Muszę jednak zaznaczyć, że także sama metodologia zastosowana przez autorów wymaga krytycznego spojrzenia, ale o tym będzie na końcu.

"Narodowy populizm jest obecnie poważaną siłą na scenie politycznej w większości krajów Zachodu, zwłaszcza w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jeśli chcemy naprawdę zrozumieć ten ruch, musimy nieco się cofnąć i przyjrzeć głębokim, długotrwałym trendom, które od dziesięcioleci, jeśli nie dłużej, zmieniają nasze społeczeństwa, i właśnie temu poświęcona jest ta książka."

" Niniejsza książka traktuje o "narodowym populizmie", ruchu, który na początku XXI wieku rzuca coraz mocniejsze wyzwanie głównym nurtom polityki na Zachodzie. Narodowi populiści traktują priorytetowo kulturę oraz interesy narodu i obiecują udzielić głosu ludziom, którzy uważąją się za zaniedbanych, a nawet pogardzanych przez bezduszne i często skorumpowane elity.

Jest to ideologia czerpiąca z bardzo głębokich i długofalowych nurtów, które przepływały pod powierzchnią naszej demokracji, umacniając się przez wiele dziesięcioleci. W tej książce poddajemy te nurty analizie, prezentując przegląd zmian w polityce w Europie i Stanach Zjednoczonych, a także wyjaśniamy, dlaczego naszym zdaniem narodowy populizm zadomowi się wśród nas na dobre.

Decyzję o napisaniu tej książki podjęliśmy w roku 2016, kiedy Zachodem wstrząsnęły dwa wydarzenia: miliarder i celebryta Donald Trump został opficjalnie nominowany na republikańskiego kandydata na prezydenta, a następnie pokonał Hillary Clinton w wyścigu do Białego Domu; i ponad połowa brytyskich wyborców wprowadziła świat w zdumienie, głosując za brexitem i tym samym decydując się na wyprowadzenie swojego kraju z Unii Europejskiej (UE), organizacji, do której dołączył w latach siedemdziesiątych.

Niewielu ekspertów przewidywało, że dojdzie do czegoś takiego. Jeszcze dwa tygodnie ptrzed wyborami prezydenckimi w roku 2016 przygotowana przez "New York Timesa" prognoza wyników wyborów przekonująco informowała czytelników, że  Hillary Clinton ma 93 procent szans na uzyskanie prezydentury. Inni szacowali to prawdopodobieństwo na 99 procent,/.../

W Wielkiej Brytanii zwrócono się do ponad trzystu naukowców, dziennikarzy i ankieterów z pytaniem o przewidywany wynik referendum w2016 roku i 90 procent uważało, że brytyjscy wyborcy zdecydują się pozostać w UE. /.../ Grupowe myślenie skutkowało przekonaniem, że wygra opcja pozostania w Unii, mimo że wiele sondaży internetowych wskazywało na coś przeciwnego.

Amerykański inżynier William Deming powiedział kiedyś: "Bogu ufamy, pozostakli muszą dostarczyć dane". Mimo że żyjemy w epoce, w której dysponujemy większą ilością danych niż kiedykolwiek wcześniej, mało kto potrafi odczytać nastroje społeczne. Naszym zdaniem przyczyna leży w tym, że zbyt wiele osób nadmiernie koncentruje się na krótkoterminowej perspektywie i nie bierze pod uwagę historycznych zmian w polityce, kulturze i gospodarce, które mają obecnie ogromny wpływ na dokonywane przez nas wybory.

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale