https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-lekcje-traumy,nId,6736693
Z całego tekstu wybrałem jeden charakterystyczny fragment stanowiący jawne kłamstwo:
" Obecna władza jednak nie lubi, gdy przeszłość jest zbyt skompilowana, więc zachowuje się jak bohaterowie drugiej części kultowego filmu Andrzeja Munka "Eroica" - za wszelką cenę podtrzymuje piękny mit, by idealizować fantazje o nieskazitelnym bohaterstwie, śnione przez suwerena.
Otóż to nie obecna władza wykazuje nieznajomość skomplikowanej sytuacji w czasie wojny, bo właśnie liczni przedstawiciele tej władzy i konserwatywni intelektualiści podkreśali jej złożoność. To pani Engelking widzi wszystko w biało-czarnych barwach i ucieka się do zwykłych kłamstw i przeinaczeń, sugerując,że pomaganie żydom to była rzecz łatwa. Opracowania pani Engelking zostały wielokrotnie skrytykowane przez historyków, błędy zostały wyraźnie wskazane, lecz nie usuniete przez Engelking i są znakiem kompletnej kompromitacji warsztatowej. I są niewątpliwie elementem wojny hybrydowej.
Jest jeszcze jeden znak firmowy wskazujący na jakość informacji. Pewne sformulowania automatycznie powielane świecą jak znaki rozpoznawcze kłamstwa:
"Mieliśmy szmalcowników i Jedwabne,"
Autor odwołuje się do pewnego ideologicznego stereotypu, choć warto by było poczytać o tym skąd się wzięli w Jedwabnem, celowo tam sprowadzeni z Prus Wschodnich, prowodyrzy odpowiedzialni za masakrę. Ale od tych powielaczy kłamstw tego się nie dowiemy.
Trudno teraz, po okupacji niemieckiej a potem sowieckiej, dojść do tego jakie były fakty. Ale one powoli wychodzą na jaw, wbrew intencjom ściemniaczy.
Pani Engelking, której kłamstwa zostały zdemaskowane przez polskich historyków. liczy teraz, że może "wolne sądy" ją wybielą.
https://wpolityce.pl/polityka/659268-tylko-u-nas-min-czarnek-nigdy-nie-przeprosze-engelking
Jeżeli mówimy o pani Engelking, to nie mozna zapominać o jej bracie blizniaku, Janie Grabowskim, ktory także chce walczyć z krytykami przy pomocy sądów.
https://wpolityce.pl/polityka/660890-grabowski-kontra-rdi-w-sadzie-mocne-zeznania-gontarczyka
W tej sytuacji pojawia się zasadnicze pytanie czy sądy są własciwym miejscem do analizy błędów naukowych. Dlaczego pracodawca zatrudniający panią Engelking toleruje publikowanie przez tą panią książek z udowodnionymi przez naukowców takich jak Gontarczyk nie tyle już błędów co ewidentnych fałszerstw ? Od sprawdzania metodologii badań jest zatrudniający pracownika pracodawca, a nie sąd. Sąd tylko w ostateczności. A to zjawisko. nomen omen, sugeruje, że Sąd Ostateczny jest tuż, tuż.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)