Od lat wskazuję na polityczną ignorancję wywodzącą się z niezrozumienia prawdziwej natury człowieka i natury cywilizacji przez niego stworzonej. Jednak dopiero refleksje Leszka Ślazyka dotyczące skali tej ignorancji objawiającej się w niezrozumieniu Chin uświadomiły mi jaka jest skala ignorancji. Popatrzmy chociażby na ignorancję salonowych trolii takich jak dinozaur @Milton.
Czy ludzie w ogóle się czegokolwiek uczą ?
Żeby rozumieć politykę i ją interpretować, trzeba rozumieć jej cywilizacyjne korzenie.
Żeby rozumieć cywilizacyjne korzenie polityki, trzeba rozumieć cywilizację ludzką.
Żeby żeby zrozumieć siebie samego, niezbędne jest wejście w interakcje z inną osobą.
Podobnie, żeby zrozumieć własną cywilizację, trzeba ją skonfrontować z inną cywilizacją, np. chińską.
I tego wszystkiego trzeba się nauczyć, żeby móc komentować politykę.
Owszem, możemy by pewni, że ludzie normalnie uczą się jako dzieci. Potem jednak korzystają z nabytych nawyków i tylko okazjonalnie zmieniają swoje sposoby reagowania. Nabywają też większego doświadczenia w reagowaniu na docierające do nich rozmaite bodźce. Można też założyć, że nabywają sporo praktycznej wiedzy i umiejętności w zakresie zachowania i rozwiązywaniu problemów.
Mogę więć śmiało postawić tezę, że ludzie, wskutek ewolucji w przestrzeni społecznej, są pod przemożnym wpływem systemu społecznego i kierują się regułami narzuconymi im przez system. Oczywiście trwa to do momentu, gdy kumulujące się zmiany sprawią, że system staje się dysfunkcjonalny, zaczyna ludziom doskwierać, w efekcie czego coraz większa liczba ludzi zaczyna mu się przeciwstawiać i dążyć do zmiany.
Ale tu działamy w kontekście salonu24 czyli w kontekście świata politycznego i należałoby postawić pytanie czy ludzie uczą się czegokolwiek z polityki, np. czy umieją podejmować decyzje polityczne. Obawiam się, że w tym kontekście przeważa model zachowania i myślenia jak opisane wyżej, tzn pojmowane jako dzialanie z punktu widzenia osobistych korzyści czyli w trybie indywidualistycznym. Niestety tryb indywidualistyczny sprzeczny jest z logiką trybu społecznego.
Tymczasem polityka dotyczy decyzji i dzialań odnoszących się do dobra wspólnego, a z rozumieniem dobra wspólnego może być różnie. Należałoby więc pytanie przeformułować i zapytać o to, czy ludzie uczą się podejmować działania wspólne na rzecz dobra wspólnego. Przydałyby się jakieś badania socjologiczne na temat uczenia się w różnych sferach bytu. Praktyka, np jeśli chodzi o funkcjonowanie spółdzielni czy oceny partii politycznych wskazuje na brak umiejętności politycznych.
Jest słynne powiedzenie, dość pesymistyczne, o politycznych umiejętnościach i zachowaniach Polaków: "Mądry Polak po szkodzie" i jego modyfikacja "Gdzie dwóch Polaków, tam trzy partie". I tu możnaby postawić kolejne pytanie: czy Polacy korzystają, indywidualnie i zbiorowo, z doświadczeń sąsiednich narodów lub po prostu z lekcji historii ?
Czy ludzkie społeczeństywa, np. współczesne europejskie czegoś się uczą z doświadczeń sąsiadów ? Niestety jest tak, że ludzie nie mają zielonego pojęcia o tym, co i dlaczego dzieje się np w Czechach, Słowacji czy Rumunii. Trochę więcej wiemy o Węgrzech, ale to wyjątek. I ten fakt pokazuje nam jednoznacznie, iż propaganda prounijna to jeden wielki pic. Jeżeli ludzie nie mają pojęcia na temat własnego, rodzimego, krajowego dobra wspolnego, to mówienie o wspólnym europejskim domu jest tylko propagandowym idiotyzmem.
Jeżeli się rozejrzymy po Europie środkowo-wschodniej to nie widać żeby te społeczeństwa się uczyły. Popełniają te sama błędy. Np. Ukraina usiłuje wejść w stare buty i liczy na kontakty z Niemcami, a warto jeszcze przypomnieć, że to Ukraińcy zatrudnili skomproomitowanego Nowaka u siebie. W wielu innych krajach rzadzą byli komuniści.
Wnioski z tego :
1. Ludzie nie mogą wyjść poza język i kulturę narodową
2. Wszelkie gadanie o społeczeństwie europejskim jest pustym gadaniem bez jakichkowiek podstaw merytorycznych.
Ale możemy wyciągnąć jeszcze jeden wniosek po przypomnieniu sobie histori starożytnej Grecji - wtedy możliwa była lepsza polityka, bo społeczeństwo miało charakter tradycyjny i nie poddane było presji rozwoju za wszelką cenę. A rozwój gospodarczy, co za paradoks, hamuje rozwój społeczny lub spycha go na manowce.
Dodajmy do tego kolejną konstatację.
Gazetowe rozważania polityczne, to rozważania na temat czubka góry lodowej, bo życie polityczne jest tylko fragmentem życia społecznego, a z kolei życie społeczne ma swoje głębsze uwarunkowania cywilizacyjne. Pojawia się więc kolejne pytanie, które tym razem dotyczy znajomości źródeł i cech naszej cywilizacji. Ale na tym nie możemy poprzestać, bo nasza cywilizacja nie jest jedyną i by ją lepiej zrozumieć, należy ją skonfrontować z jakąś inną, np. z chińską, konfucjańską.
No i taka powinna być właściwa kolejność analizy zjawisk politycznych: od granic pełnego zasadniczego kontekstu czyli od podstaw cywilizacji. No to spróbujmy zastanowić się nad pytaniem: dlaczego powinniśmy się uczyć od Chińczyków?
W gruncie rzeczy to pytanie zawiera w sobie kilka pytań szczegółowych:
1. Kto to jest te "my" ?
2. Dlaczego akurat my ?
3. Dlaczego Chiny ?
4. Jak i czego powiniśmy się uczyć ?
"My" oznacza Zachód, Zachód, którzy chyli się do upadku i nie rozumie wcale, dlaczego zmierza ku upadkowi, a przynajmniej dlaczego system liberalny się rozpada. Więc trzeba dogłębnie zrozumieć strukturę i rozwój cywilizacji zachodniej by móc ją zreformować i zachować. Pokazują ten stan umysłu książki Douglasa Murraya, w tym "Wojna z Zachodem", wojna toczona w łonie Zachodu.
Jezeli zaś chodzi o Chiny, a konkretnie o cywilizację konfucjańską, to trzeba wiedzieć, iż stanowi ona kwintensencję tradycyjnego modelu społeczności ludzkiej. Historia Chin liczy sobie ok. 4000 lat tak więc cywilizacja konfucjańska jest wzorem trwałości kultury. Chiny były wielokrotnie podbijane przez pokrewne sąsiednie ludy, które szybko się asymilowały i kultura chińska mogła trwać. Jest to kultura trwała, statyczna, podczas gdy model zachodni, oparty na chrześcijaństwie, jest modelem dynamicznym, podlegającym zmianom i narażonym na związane z tym ryzyko rozpadu.
Tak więc możemy się od Chińczyków sporo nauczyć, co wcale nie oznacza, że mamy ich naśladować. Nauka ma polegać na pełnym zrozumieniu czynników, które przesądzają o trwałości każdej ludzkiej kultury oraz czynników, które leżą u podstaw kultury Zachodu i generują jej dynamizm i zmienność, a także związane z tym ryzyko.
Konfrontacja obu tych modeli jest niezbędna dla rozumienia natury ludzkiej cywilizacji, a to z kolei wymaga znajomości ludzkiej natury. Bez tego zrozumienia nie da się sensownie mówić o polityce, która jest przecież jedną z wielu dziedzin życia społecznego. I ten brak zrozumienia sprawia, że większość dyskusji w s24 przekształca się w bełkot.
Dopiero zrozumienie różnic między modelem chińskim a modelem zachodnim umozliwi taką politykę, która będzie gwarantowała zarówno trwałość jak i pewien ograniczony dynamizm cywilizacji. Bo nie ulega wątpliwości, że zarówno przetrwanie, które jest cechą ewolucyjną, jak i rozwój, który ma charakter inny bo kulturowy, są wartościami cenionymi w naszej cywilizacji i obie powinny być w kręgu zainteresowania.
W ten sposób uzyskaliśmy kryteria do oceny cywilizacji, więc zastanówmy się, która jest lepsza.
Obserwując rozmaite dyskusje w mediach, dochodzę do wniosku, że liberalizm dokonal spustoszenia w umysłach nie tylko zwolenników ale i przeciwników. Gdy czytam teksty poświecone kwestiom związanym z chrześcijaństwem, to z tych tekstów przebija pogląd, że chrześcijańska wizja świata to jedna z równoprawnych ofert ideowych. Jest tu widoczna wyraźna defensywność przekonań.
Tymczasem chrześcijaństwo nie jest jedną z mozliwych opcji tworzenia cywilizacji, jest jedyną, oczywiście jeśli myślimy o cywilizacji rozwojowej. Są też przecież inne opcje, o jeszcze dłuższej tradycji historycznej i wielkich osiągnięciach jak cywilizacja konfucjańska w Chinach i Azji Wschodniej.Ale jest to cywilizacja tradycyjna, statyczna a nie rozwojowa.
Mam wrażenie, że zwolennicy chrześcijaństwa niewiele wiedzą o możliwych modelach generowania cywilizacji i czynnikach, na których te modele są oparte i stąd ten kompleks niższości, całkiem bezzasadny.
Gdyby nie Zachód oparty na chrześcijaństwie, to cywilizacja chińska trwalaby nadal w tej samej postaci, raz upadając, innym razem się podnosząc, bo oparta jest na specyficznej i dość trwałej strukturze społecznej. A żadnej innej lepszej niż chińska tradycyjnej kultury nie było i nie będzie. W przypadku odrzuceniu chrześcijanstwa można liczyć tylko na model gorszy od chińskiego, a i to nie wiem, czy takie cofnięcie jest praktycznie możliwe.
Przejdźmy do kwestii mechanizmów chroniących wolność w obu cywilizacjach.
Wszyscy zgodzą się co do faktu, że społeczeństwo polskie jest podzielone jeśli chodzi o postawy i poglądy, nie tylko polityczne, a zakres tego zróżnicowania, które ja określam mianem zgłupienia rozsianego, jest niebywale absurdalny. W końcu rzeczywistość jest jedna i taki rozległy rozziew w poglądach świadczy o nienormalności, o katastrofie mentalnej.
Skąd wziął się ten rozziew ?
Kwestię tę nietrudno wyjaśnić w megaskali, jeżeli odwołamy się do ewolucujnej tezy o społecznej naturze ludzkiej. Spoleczny prymat grupy nad jednostką generuje pewną wspólnotę pogladów na rzeczywistość, a jeżeli stwierdzamy brak tej wspolnoty, to musimy dojść do wniosku, że zawiodły mechanizmy integracji tej wspólnoty.
I rzeczywiście, jeżeli przeanalizujemy rolę liberalizmu, to okaże się, że ideologia liberalna ze swoim ekstremalnym indywidualizmem przepoczwarzającym się w aspołeczny partykularyzm doprowadziła do rozpadu więzi społecznych i do chaosu aksjologicznego, mentalnego i behawioralnego.
Ale mamy też drugą stronę medalu - jednostkę. Jak do tego doszło, że liberalizm tak destrukcyjnie wpłynął na jednostki ?
Oczywiście najbardziej istotna jest tu teza o prymacie grupy i zaleznośći jednostki od społecznośći. Ale jaki mechanizm jednostkowy tu działa ? Los jednostki jest całkowicie zależny od przetrwania i powodzenia grupy, a prymitywny tryb życia i zdobywania pożywienia promuje jednostki skłonne do wspólpracy i eliminuje gapowiczów. Tymczasem liberalizm narzucił ludziom narracje i zasady dysfunkcjonalne z punktu widzenia ewolucji i to w sposób paradoksalny dokonało się przez absolutyzację relacji wolności. Wydarzenia potoczyły się w kierunku zupełnie nieoczekiwanym.
Mózg jednostki jest indywidualny, biologiczny, lecz wyposazenie umysłu czyli jego oprogramowanie, by nawiązać do technologii komputerowej, pochodzi z zewnątrz, jest grupowym produktem kulturowym. Tak więc skromny stopień wyposazenia umyslowego jednostek żyjących w grupach pierwotnych sprawia, że jednostka jest totalnie uzalezniona od grupy, jej zwyczajów i decyzji. Nawet w dość egalitarnych grupach pierwotnych jednostki musiały się liczyć z decydującym zdaniem grupy.
Zwróćmy uwagę na problemy decyzyjne związane z rolą jednostki. Jednostka, jak wiemy, z uwagi na preferowanie własnych korzyści, nie może być sędzią we własnej sprawie i ta kwestia jest rozwiązywana w grupie tradycyjnej przez monopol grupy na decyzje, którym jednostka musi się bezwzględnie podporządkować. Sprawia to, że wola jednostki jest ograniczona, podporządkowana woli zbiorowej. To zmieni się dopiero wraz z nadejściem chrześcijaństwa.
Gdy grupy się rozrosły, a co idzie za tym, pojawiły się zmiany w ich strukturze, rola jednostki i jej skromna autonomia jeszcze bardziej zmalała, bo wzrosła potrzeba kontroli i integracji takiej złożonej społeczności.W typowej małej grupie, w której wszyscy się dobrze znają i często spotykają, kontrola nad zachowaniami jednostek ma charakter bezpośredni i niesforne jednostki łatwo przywołać do zachowania porządku przyjętego w grupie. Gdy grupy się rozrastają do rozmiaru plemion i dalej, potrzebne są inne mechanizmy kontroli.
Typowym przypadkiem takiego tradycyjnego grupowego prymatu grupy nad jednostką jest konfucjańska cywilizacja chińska, gdzie jednostka jest całkowicie podporządkowana wspolnocie rodzinnej czy klanowej. Mechanizm kontroli jest dwufazowy. Jednostki podporządkowane są grupie rodzinnej, żyjącej w agrarnej, niemobilnej społeczności, nieufnie lub wrogo nastawionej do innych tego rodzaju grup zewnętrznych. Pojawia się więc problem jak takie grupy integrować w państwie i tu przychodzi z pomocą konfucjańska idea państwa opiekończego, stanowiącego łącznik miedzy izolującymi się grupami. Wielką rolę w integracji kulturowej odgrywa także ideograficzne a nie fonetyczne pismo chińskie niepodlegające zmianom językowym i dostępne dla ludzi mówiących odrębnymi dialektami czy językami. W cywilizacji chińskiej występuje także postulat doskonalenia się, lecz wyłącznie w celu wyrabiania określonych cnót konfucjańskich, głównie szacunku dla rodziny, przodków i państwa, lecz brak tu powszechnie akceptowanego mechanizmu wolnej woli.
Zmiana w roli jednostki nastąpila wraz z pojawieniem się chrzescijaństwa, które jednostkę wyemancypowało z mechanicznej zależności grupowej. Marginalnie traktowana dotychczas wola jednostki została podniesiona do rangi wolnej woli, zeby zapewnić jednostce możliwość doskonalenia się i rozwoju. I pojawił się wyrafinowany mechanizm łączący autonomię jednostki z dobrem wspólnoty. Jednostka została zobowiązana do rozwijania samokontroli poprzez prowadzenia rachunku sumienia w zakresie jej relacji z innymi członkami wspólnoty a dobro wspólnoty zostało uwzględnone poprzez spowiedź zdającą relację z dokonanego rachunku sumienia, lecz ta spowiedź odbywała się w odrębnej sferze religijnej, a nie politycznej, co zagwarantowało jednostce autonomię.
Żeby ta wolna wola nie przekształciła się w samowolę, chrześcijaństwo wprowadziło nakaz miłości bliżniego wobec ludzi spoza naszej lokalnej wspolnoty, budujący mechanizm powszechnego zaufania, który stał się czynnikiem integrującym społeczność narodową.W ten oto sposób pojawił się nadzwyczaj sprawny, prorozwojowy w sensie indywidualnym jak i zbiorowym mechanizm łączący interes jednostki z interesem społecznym.
Wraz z rozwojem liberalizmu ten mechanizm był stopniowo rozmontowywany aż się rozpadł i jednostka zostala wydana na pastwę chaosu i pada ofiarą arbitralnych poczynań rozmaitych bogatych czy wpływowych hochsztaplerów. W zastraszającym tempie znika autokontrola z jednej strony i pojęcie dobra wspólnego z drugiej. Liberalizm w obecnej fazie próbuje ograniczyć rolę wolności sumienia poprzez rozmaite formy cenzury jak ideologia gender, politpoprawność, walka z mową nienawiści czy z rzekomą homofobią czy transfobią. Liberalizm usiłował wprowadzić mechanizmy niekompatybilne ze społeczną naturą ludzką i poniósł porażkę. W obliczu dezintegracji społecznej liberalowie próbują wprowadzać środki kontroli prawnej, politycznej, ale ta metoda wyklucza osobistą wolność opartą na moralności, a nie na przymusie prawnym.
I nie ma innego mechanizmu gwarantującego wolność jednostki niż ten opisany. Przede wszystkim musi być jasne, że nie może to być mechanizm prawny, bo prawo opiera się na przymusie politycznym. Musi to być mechanizm czysto kulturowy, oparty na moralnej zasadzie wolnej woli, ale woli kontrolowanej, bo medal ma dwie strony.
Jednostki próbują się wyrwać z zafundowanej im przez liberalizm pułapki izolacji społecznej i popychane przez instynkt społeczny poszukują nowych form integracji i przynależności. Tworzą się grupy fanów określonych zespołów muzycznych, grupy kibiców zespołów piłkarskich, nosicieli strojów produkowanych przez daną markę np. Nike, czy użytkowników komputerów firmy Apple, rozmaite sekty, ruchy popierające LGBT, wyznawców religii klimatycznej, wegan czy wegetarian, uczestnicy mediów społecznościowych, wszystkie takie ruchy promowane w ramach polityki tożsamości, co jeszcze bardziej pompuje społeczną izolację jednostek. Bo te wszystkie zabiegi są ulotne i nie wytwarzają niezbędnych trwałych mechanizmów integracyjnych w megaskali. Nie da się osiągnąć w ten sposób nawet modelu chińskiego. Mamy bowiem do czynienia, z jednej strony indywidualną samowolą, a z drugiej strony z dyktatem grupy, a to są przecież tendencje rozbieżne.
Sądzę, że w sposób wyczerpujący przedstawiłem powody dla których powinniśmy się uczyć od Chińczyków, tzn. uczyć się co warto naśladować, a czego unikać, żeby była jasność. Tym samym kwestię konstrukcji systemów cywilizacyjnych uważam za zamkniętą, bo nie widzę, co tu jeszcze możnaby dodać, poza nieistotnymi szczegółami. Można więc zacząć myśleć o tym, jak skonstruować nowy, lepszy, bardziej funkcjonalny system, unikający czyhających na nas pułapek. Ale w odróżnieniu od przedstawionych wyżej rozważań opartych na faktach, takie przedsięwzięcie miałoby charakter spekulatywny, bo związany z rozważaniem ewentualnych możliwości, więc należałoby zachować ostrożność.
Żeby jednak trzymać się faktów i żeby sprawdzić jak przebiega nauka można się zastanowić nad znanym przyslowiem dotyczącymi tego jak uczą się Polacy i jego ekstensjami: " Mądry Polak po szkodzie". Sugeruje ono, że Polak się uczy, ale dopiero po szkodzie, czyli uczy się na podstawie doświadczenia, co należałoby uznać za rzecz normalną. Są jednak też inne ścieżki nauki.
Polacy mają trzy ścieżki do wyboru w najblizszym czasie:
1. mądry Polak przed szkodą
2. mądry Polak po szkodzie
3. ... i po szkodzie głupi
Co do kwestii szkody, to mamy jednoznaczne historyczne doświadczenia, jakie mogą być szkody, jakie mogą być ich przyczyny i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Były szkody historyczne, związane z rozbiorami; były też szkody współczesne doświadczone w tzw. III RP związane z działalnością ukladu postkomunistycznego i błędnymi ideologiami. I są też szkody związane z implantowaniem przez okupanta w naszą wspólnotę warstwy kolaboranckiej, kolonialnego tworu zwanego burżuazją kompradorską.
Ale szkody nie są zjawiskiem abstrakcyjnym, szkody są powodowane przez szkodników. Jest pewien wzorzec, ewolucyjnie uwarunkowany, dobrej polityki i tego wzorca - wzorca dobra wspólnego - należy się trzymać. Kto szkodzi polskiej wspólnocie narodowej jest szkodnikiem i doskonale widać, kto jej szkodzi. Z drugiej strony są też ludzie, którzy te szkody ponoszą lub ponieść mogą, a są to wszyscy obywatele Polski, bez wyjątku. Sami szkodnicy też padną, w ten czy inny sposób, ofiarą tych szkód. Żadnych złudzeń, drodzy państwo. Skala mozliwych szkód jest doskonale znana z przeszłości. Więc lepiej jest szkodom zapobiegać, niż ich doświadczać. Nie doświadczy ten tylko, kogo przy okazji zabiją.
Najlepiej jest więc uczyć się na cudzych błędach, a nie na własnych. Do tej nauki mamy mnóstwo danych na temat losów sąsiednich narodów i z tych losów należy wyciągać wnioski dla siebie. Popatrzmy na błędy historyczne popełnione przez samych Polaków: zaproszenie Krzyżaków, tolerowanie państwa krzyżackiego, dopuszczenie do powstania Prus. Na wschodzie też popełniliśmy serię błędów: na Rusi i względem Kozaczyzny oraz dopuszczenie do rozwoju Moskwy. I te błędy mszczą się po dziś dzień.
Problem jednak tkwi w tym, że ludzie zamiast teorii ewolucji, dają posłuch modnym acz durnym ideologiom.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)