Każdy system społeczny tworzy się na bazie wspólnoty, wspólnoty interesów, a głównym interesem jest oczywiście wymóg przetrwania grupy. Każdy tradycyjny system jest oparty na tej zasadzie.
W systemach takich jak na Zachodzie, systemach dynamicznych, rozwojowych dochodzą dodatkowe czynniki.Oprócz cech narodowych, kulturowych zaczynają w grę wchodzić inne czynniki: gospodarcze czy czysto polityczne. Takie systemy są niestabilne, początkowa harmonia pod wpływem kumulacji zjawisk rozwojowych ulega przemianom naruszającym spójność grupy i rodzącym różnice interesów.
Weźmy czynnik najbardziej spektakularny: wolność indywidualną. Na początku działania systemu wolność jest równo dystrybuuowana, ale po jakimś czasie wskutek narastających dysproporcji rozwojowych część populacji ma więcej a część mniej wolności i grupa uprzywilejowana wykorzystuje tę przewagę do swoich celów.
Weźmy system liberalny, który wywrócił porządek systemowy, marginalizując rolę klyuczowego czynnika wspólnotowego, bez którego system musi upaść, a na pierwszy plan wysunął czynnik indywidualny absolutyzując go.
Tu trzeba podkreślić, że wolność indywidualną zapewnia w systemie chrześcijaństwo z postulatem wolnej woli, a marginalizacja chreścijaństwa automatycznie wycina wolność indywidualną z systemu, z czego większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, brnąc w antychrzescijańskie uprzedzenia i zakladająć sznur na własną szyję..
W systemie pojawiają się najrozmaitsze zjawiska ekstremalne kumulujące się w postaci narastającej sfery nienormalności. System może się jeszcze utrzymywać tylko dzięki sporej ilości ludzi normalnych przestrzegających reguł wspólnotowych. Ale wtedy wśród zindywidualizowanych, a precyzyjniej mówiąc, spartykularyzowanych osobników narasta niechęć do normalnych wywołana dysonsnem poznawczym i rodzi się agresja wobec normalności. Ludzie normalni są odbierani przez nienormalnych jako zagrożenie bo normalni oznaczają konieczność respektowania standardów, a te stają się dla nienormalnych uciążliwe..
Widzimy ro na ulicy i w mediach, a badania naukowe to potwierdzają.
Pójdźmy o krok dalej w analizie i przejdźmy do systemu, który ten stan rzeczy wygenerował. Wygenerował on dość trwałe struktury społeczne: gosppodarcze, polityczne, ideologiczne, które powiększają ten systemowo uwarunkowany obszar nienormalności. Mówiąc krótko: system wchodzi w fazę zapaści i zaczyna produkować destrukcję społeczną. Ludzie zepsuci nie rozumieją tego procesu destrukcji i zaczynają obwiniać... no kogo ? Normalsów, bo są inni a dodatkowo pzecież ta ich inność potęguje u nienormalnych dysonsn poznawczy wywołujący agresję i w systemie pojawia się systemowa przemoc.
Dodajmy do tego, że tak spartykularyzowany system, uznający wagę spartykularyzowanych postaw i opinii, odrzuca kategorię prawdy, a to uniemozliwia ustalenie przyczyn kryzysu i uporządkowanie systemu.
Cały czas operuję pojęciem systemu i pojęciem partykularyzacji. To jest tylko jeden koniec kija. Przejdźmy do drugiego końca kija. Nośnikiem destrukcji stają się instytucje oraz pojedyńczy ludzie. A pojedyńczy ludzie to umysły, bo przecież zachowaniem człowieka kieruje jego umysł. Umysły jak wiadomo to oprogramowanie, w odróżnieniu od biologicznego harwaru mózgu, a oprogramowaniem można sterować i mozna je niszczyć. W efekcie systemowych zmian dochodzi do spektakularnego rozpadu umysłów, a poniewż defekty umysłu nie są bolesne fizycznie, ludzie nie są świadomi tego co jest przyczyną ich kłopotów w relacjach z innymi.
I jak się dotknie tak wrażliwego tematu, to natychmiast wybucha wrzawa podnoszona przez nienormalnych, którzy uważają się za normalnych. W systemie bowiem rodzi się kilka pokoleń. Z każdym kolejnym pokoleniem narasta obszar destrukcji i nienormalności, który jednak jest odbierany przez nowe pokolenie jako normalność. I w ten sposób pruje się tkanka społeczna aż do końca.
I dopiero na tele przedstawionych wyżej tez możemy analizować zjawiska polityczne z jaką taką pewnością,że analizy bedą trafne.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)