Jacek Bartosiak zastanawia się w wydanej w ub. roku książce "Najlepsze miejsce na ziemi" m.in. nad sposobem w jaki Rosjanie zaatakują Polskę. Książka zostala wydana przed wyborami, więc Bartosiak nie wie, że Rosjanie swoje cele wobec Polski już zrealizowali i groźba ataku może być już tylko pozotrowana.
Przyjrzyjmy się faktom.
Rosjanie wywołali wojnę hybrydową na granicy z Białorusią, ewidentnie stawiając na wywołanie konfliktu wewnętrznego między antypisowskimi zwolennikami unijnej polityki imigracyjnej a antyimigracyjnym rządem ZP. I to się im udało, po granicy biegali posłowie Platformy i działacze lewicowi, w mediach rozpowszechniano narracje o matkach z dziećmi umierających po lasach i temu podobne brednie, Agnieszka Holland nakręciła, wchodząc w buty hitlerowskiej reżyserdki Leni Riefenstahl, paszkwil o Straży Granicznej, który rozpowszechniano po całej Europie. Powtórzyła się historia jak z wojny wietnamskiej, gdy Jane Fonda w proteście przeciwko wojnie i polityce własnego rządu, pojechała do Hanoi. Celebrytka w polityce. W Polsce też celebrytki pluły na SG.
Po takim przygotowaniu artyleryjskim ze strony rosyjskiej jak i niemieckiej, nastąpiły wybory, które wprawdzie wygrał ZP, ale zbyt małą liczbą głosów. W ten sposób Rosjanie rozegrali tę partię.
Między Rosjanami a antypisem zawarto milczącą umowę o sojuszu antypisowskim. Wróg mojego wroga jest przecież moim przyjacielem. Tak, tak, transgraniczym przyjacielem. Przypomnijcie sobie ile razy Tusk w opozycji był w Kijowie. Ani razu. Na wschód od Bugu zapowiedź zmiany rządu wzbudziła niekłamany entuzjazm. W dowód wdzięczności za współpracę Tusk natychmiast po wyborach zlikwidował podkomisję badającą katastrofę smoleńską i jako wiążący dokument przyjął ponownie raport Anodiny. Kosiniak-Kamysz jako minister obrony krzywdy Rosjanom nie da zrobić.
Przez jakiś czas Rosja będzie, dla zachowania pozorów, wykonywała rytualne antypolskie gesty, ale niekoniecznie pod adresem rządu, bo business is business, umowa choć milcząca obowiązuje, a Platforma też będzie ze swej strony rytualnie pochrząkiwać i "przygotowywać " się do wojny, ale realną wojnę będzie toczyć z narodem. I tawojna z narodem Putinowi się podoba, bo to przecież jego szkoła: Antypis to przecież odpowiednik putinowskiej Jednej Rosji i ten sam stosunek do demokracji. Kontrakty na zakup broni od Korei zostana anulowane, zakupy w USA ograniczone, liczebność armii też. Wobec tego wojny na razie nie będzie, bo cele strategiczne Putin może osiągać na różne sposoby.
Polska w ten sposób stała się, z dnia na dzień, z najmocniejszego, tylko słabym ogniwem NATO. Nic dziwnego, że Amerykanie nie chcą spotkać się z Sikorskim.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)