Wygląda na to, że nie. Zarówno ze względów finansowych jak i cywilizacyjnych. Trzeba patrzeć do przodu, natomiast z liberałami jest ten problem, że coraz częściej patrzą do tyłu, a z reguły zajmują się wiecznym tuiteraz.
https://wpolityce.pl/polityka/688797-min-pelczynska-nalecz-pokazuje-czemu-nalezy-wyjsc-z-unii
Żeby zrozumieć co nam grozi, przypomnijmy sobie los Pawła Adamowicza. Padł on ofiarą stworzonego przez siebie i kolegów platformerskiego państwa z dykty, które, nomen omen, w trakcie imprezy Owsiaka, zwaliło się mu na glowę.
To było poważne ostrzeżenie, ale Polacy nie wyciągnęli z niego wniosków. Nie wyciągnęli wniosków na poziomie polityki wewnętrznej, nie ma więc powodu twierdzić, że mogliby wyciągnąć wnioski w sprawach europejskich. Fakt będzie taki, że to rzeczywistość wyciągnie wnioski wobec Polaków.
Państwo pod zarządem liberałów do r. 2015 było państwem z dykty. Unia pod tym samym zarządem zmierza w tym samym kierunku, wbrew gromkim zapowiedziom centralizacji i federalizacji, które są, ze względów technicznych, niewykonalnym urojeniem.
Jak ruiny Unii Europejskiej zwalą się wam na głowę tak jak gdańskie zwaliły się Adamowiczowi, będzie za późno na refleksję i działanie. Więc, jeżeli nie zajdą w niej żadne zmiany po wyborach, należy z niej wiać jak najprędzej. Nie będzie to miłe doświadczenie, ale zycie jest cenniejsze.
Warto przy okazji zastanowić się nad szerszym kontekstem przynależności do Unii. Otóż pomysł centralizacji unii jest po prostu jednym z wariantów globalizacji. Umiarkowana globalizacja, ta na podstawie umów z Bretton Woods (1944) odbywająca się pod parasolem Pax Americana, była wielkim sukcesem, m.in. dlatego, że to nie globalizacja była jej celem, lecz umiarkowana liberalizacja handlu międzynarodowego. Tak więc owa globalizacja była tylko produktem ubocznym.
Ale apetyt rośnie w miarę jedzenie i niezmiernie wzbogacone korporacje i stojące za nimi siły polityczne zastąpiły Bretton Woods umowami WTO rojąc o niebotycznych zaskach z głębokiej globalizacji polegającej na deregulacji finansów w skali globalnej. Tymczasem rozsądni ekonomiści twierdzą, że tak pojęta globalizacja jest sprzeczna z demokracją i rządami w państwach narodowych, bo gospodarka wolnorynkowa zależy przede wszystkim od regulacji zapewnianej przez silne państwo, stojące na straży egzekwowania umów i utrzymania demokracji.
Zamiast wolnego handlu wolny kapitał hulający po świecie ? To już było za dużo nawet dla ekonomistów. którzy wskazują na brak regulatora światowego, który by rozwiązaywał ewentualne konflikty, takiego regulatora jakim jest państwo w swoich granicach.
Tak więc pomysły na dalszą integrację nie mają charakteru merytorycznego - stoi za nimi ukryta ideologia lub apetyt na ogromną władzę. Sukces gospodarczy wymaga konkurencji czyli wolnych, niezależnych gospodarek konkurujących ze sobą. Natomiast integracja oznaczyłaby urojenie, likwidację konkurencji i automatyczną globalną stagnację. Przepływy rynkowe wymagają przecież różnicy potencjałów i świadomego dążenia do tolerowania tej różnicy potencjałów. Widać marne skutki takich pomysłów integracyjnych w działaniu strefy euro.
Unia usiłuje wcielać w życie pomysły, które odrzuca się w skali globalnej. Za tym procederem stoją oczywiście konkretne siły biurokracji europejskiej i establishmentu posiadającego konkretną władzę, która pozwala wywierać naciski przy pomocy lokalnej V kolumny. W skali globalnej takiej sformalizowanej siły nie ma, więc panuje zdrowa doza realizmu. Więc będziemy musieli ponieść, na własnej skórze, konsekwencje braku świadomości Polaków i zgubnej chęci eurokratów i Niemców do głupich eksperymentów.
Kwestię zysków uważam za zamkniętą, bo choć do pewnego momentu były, to od pewnego czasu odnosimy tylko straty i to o charakterze znacznie gorszym niż proste straty finansowe.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)