Zamrożenie kursów walut dla spłacających kredyty w obcych walutach i specjalny podatek sprawił, że działającym na Węgrzech bankom grozi utrata płynności finansowej. Negatywne informacje z sektora bankowego sprawiły, że węgierski rząd w obawie przed spadkiem ratingu do poziomu śmieciowego diametralnie zmienił swój stosunek do banków.
- Będziemy pracować razem z bankami, aby pomóc Węgrom mającym problemy ze spłatą kredytów - powiedział minister gospodarki Gyorgy Matolcsy. Łagodna postawa słynącego z ostrych wypowiedzi ministra zaskoczyła, bo od września rząd jest z bankami na wojennej ścieżce. Wtedy to węgierski parlament przyjął kontrowersyjną ustawę, która miała ulżyć blisko milionowi Węgrów mających problemy ze spłatą kredytów hipotecznych we franku i innych obcych walutach. Rząd umożliwił im jednorazową spłatę ich kredytów po stałym, znacznie niższym kursie od rynkowego. I tak Węgrzy płacący raty we frankach mogliby spłacić cały kredyt po kursie 180 forintów (obecny kurs to 248 forintów), a posiadacze kredytów w euro - po kursie 250 forintów (rynkowy to 307 forintów). Na papierze wszystko wyglądało dobrze, gdyby nie dwa haczyki - decyzję podjęto bez konsultacji z bankami, które mają ponieść koszty różnicy kursowej. Decyzja rządu spotkała się więc ze sprzeciwem banków, które stanęły w obliczu strat finansowych. Z szacunków banku centralnego wynika, że na różnicy kursowej banki stracą przynajmniej 207 mld forintów (670 mln euro). A to nie koniec obciążeń, bo przecież w bilans strat trzeba dodać wprowadzony przez Orbána kryzysowy podatek, na który banki wydadzą dodatkowe 600 mln euro.
Pod koniec października Erste Bank poinformował, że część winy za fatalne wyniki w III kwartale (1,5 mld euro straty) ponoszą decyzje podejmowane w Budapeszcie. W podobnym tonie wypowiadali się też m.in. przedstawiciele Raiffeisen Banku.
Straty banków będą zależały od tego, ilu Węgrów zdecyduje się na rządowe rozwiązanie. Czas na składanie wniosków mają do końca roku. Rząd szacuje, że jednorazowo kredyt będzie chciało spłacić 100 tys. Węgrów, jednak niektórzy posłowie Fideszu uważają, że liczba ta może być nawet trzykrotnie większa. Na razie na rządowe warunki zdecydowało się niespełna 30 tys. Węgrów.
Problemy banków mogą odbić się czkawką dla gospodarki - mniejsze rezerwy banków sprawią, że jeszcze mocniej przykręcą one kurek z kredytami. Zahamuje to konsumpcję, która jest motorem rządowego planu wzrostu gospodarczego. Bank centralny nie wierzy w prognozę rządu, która zakłada wzrost PKB w przyszłym roku o 1,5 proc., stawiając na wzrost tylko o 0,6 proc.
Banki mogą też pociągnąć w dół rating Węgier - u trzech czołowych agencji rating tego kraju znajduje się tylko jeden poziom powyżej statusu śmieciowego. W Budapeszcie zdają sobie z tego sprawę. Kilka dni temu Matolcsy powiedział, że ryzyko obniżenia ratingu Węgier jest bardzo wysokie. Węgry już odczuwają problemy z obniżoną wiarygodnością - miesiąc temu nie udało im się znaleźć chętnych na zakup jednorocznych obligacji, z kolejnymi aukcjami jest niewiele lepiej.
GW
======================================================================
Węgrzy znów się uczą (niestety na własnej skórze) jak mało kompetentny mają rząd. Przy okazji dowiedzą się, że cudów nie ma a o gospodarkę trzeba dbać a nie doić ją bez opamiętania.



Komentarze
Pokaż komentarze