15 obserwujących
83 notki
115k odsłon
  3975   0

O "błękitnym złocie" znad Bałtyku - czyli o handlu popiołami drzewnymi

Od jakiegoś czasu nosiłem się z myślą o opisaniu eksportu wajdażu, a ponieważ ostatnio w dyskusjach pojawił sie też temat nieco szerszego spojrzenia na handel bałtycki w czasach nowożytnych, to nieco w szerszym kontekście o "błękitnym złocie" znad Bałtyku dzisiaj pozwolę sobie napisać.

W roku 1632 Jan Gordwagner podał wcześniejsze o kilka lat wyliczenia marszałka koronnego Mikołaja Wolskiego, według których z Gdańska i Królewca co roku wypływały towary o wartości 3,5 miliona złotych czerwonych, zaś do portów tych importowano towarów za 2,5 miliona zł. Roman Rybarski w swojej klasycznej pracy statystycznej sprzed prawie stu lat doszedł do bardzo podobnej sumy, acz uznał ją za dolną granicę, dopuszczając, że cały eksport Rzeczpospolitej na przełomie XVI i XVII wieku mógł wynosić nawet ponad 5 milionów złotych czerwonych. Z czego od 1 do 2,6 miliona zł przychodziło na morski eksport zboża (od 50 tys. do 100 tys. łasztów rocznie), 525 tysięcy na eksport (droga lądową) wołów plus 36 tysięcy zł skór wołowych zaś 125 tysięcy wart był wywożony (lądem i morzem) wosk, 60 tys. zł ołów.

Na tym tle wartość wywożonego z Rzeczpospolitej popiołu – od 115 tys. do 230 tys. złotych (za od 5 do 10 tys. łasztów) rysuje się nam, jako trzeci z kolei, a drugi wywożony morzem hit eksportowy ówczesnej Rzeczpospolitej. Co prawda trudna do dokładnego wyliczenia jest wartość wywozu samego drewna (kótra była także znaczna), jednak zważywszy, że eksportowano je pod różnymi postaciami wymagającymi różnych metod obróbki, to trudno przypuszczać by któryś z podstawowych gatunków wywożonego drewna przewyższył popioły (które także były przecież przetworami drzewnymi i razem z nimi oraz smołą, węglem drzewnym i miodem stanowiły prawie 1/3 morskiego eksportu Rzeczpospolitej odnotowywanej zazwyczaj jako „towary leśne”).

I o ile handel zbożem i handel wołami są dość powszechnie opisywane, to obrót popiołami i ich przetworami: potażem i wajdażem, są zazwyczaj całkowicie nieznane. Tymczasem popiół drzewny, a dokładniej jego przetwory: potaż i wjadaż były od XV do końca XVIII w. surowcem strategicznym dla kilku ważnych gałęzi europejskiego, rodzącego się wówczas, przemysłu.

Najbardziej znaczące było ich zastosowanie w  bielarniach i farbiarniach tkanin. O  jego skali nich świadczy fakt, że na każdy funt przędzy w trakcie jej wybielania zużywano aż 5/4 funta potażu/wajdażu. Nic więc dziwnego, że farbiarze nienajwiększych ośrodków tekstylnych z Holandii jak Utrecht, czy Geldern zużywali po kilkaset łasztów tego surowca rocznie. Od XVI wieku wzrastała produkcja mydła, w czasie produkcji którego potrzebowano także wajdażu (w różnych kombinacjach, zależy od gatunku mydła). I tak mydlarze Amsterdamscy kupowali już w połowie XVI w. po około 2000 łasztów wajdażu rocznie. W XVIII w. wajdaż znalazł także zastosowanie w procesie produkcyjnym saletry potasowej, wypierając używany do tej pory nieprzetworzony popiół drzewny.  Z pierwotnie otrzymywanej saletry wapniowej dokonywano „konwersji” na saletrę potasową (potrzebną do produkcji materiałów wybuchowych) zużywając przy tym teoretycznie około 500 kg popiołu lub wajdażu. Przy czym jak podkreślał Rolf Gelius, który eksperymentalnie badał wytwarzanie i wykorzystywanie wajdażu, praktyczne zapotrzebowanie (wynikające z niedostatków ówczesnych technologii) mogło być nawet trzykrotnie większe.

 Ostatnią ważną gałęzią, gdzie wykorzystywano potaż i wajdaż była produkcja szkła. Wykorzystywano je tutaj na dwa sposoby. Po pierwsze w produkcji szkła białego i kryształu potaż dodawano do kwarcu, zaś po drugie tzw. kadź wapienna, czyli odpad produkcyjny z wypalania potażu mógł być wykorzystywany  jako surowiec szklany w produkcji tzw. szkła leśnego.

 

Jak więc widzimy był to produkt nad wyraz istotny, a, podobnie jak zboże, jego głównym źródłem w Europie były kraje basenu Morza Bałtyckiego. I podobnie jak zboża, znacząca jego część pochodziła z terenów Rzeczpospolitej.

Najpierw wyjaśnijmy kwestie nazewnicze. Popiół drzewny otrzymuje się przez zwykłe (acz wymagające sporo wiedzy specjalistycznej) spalanie. Choć wykorzystywany w wielu gałęziach gospodarki (od rolnictwa, po wspominaną produkcję prochu czarnego), to o wiele zyskowniejsze było jego przetworzenie przez ługowanie. Potażem więc nazywamy popiół drzewny przetworzony przez ługowanie wodą i następnie wypalanie powstałej w ten sposób masy, aż do spalenia wszelkich zanieczyszczeń.  Wajdaże od potaży różniły się tym, że w procesie produkcji potrafiono uchronić niektóre minerały drzewne, dzięki którym nabywał on swojego charakterystycznego błękitnego zabarwienia. Różnice między nimi dla poszczególnych procesów produkcyjnych były bardzo istotne, a wajdaż gdański „błękitne złoto” było najbardziej cennym z przetworów popiołu. Jednak dla różnorakich służb celnych, których pracy zawdzięczamy gors informacji statystycznych o handlu bałtyckim, różnica między potażem a wajdażem była wielce specjalistyczna i trudna do rozróżnienia, stąd oba te produkty zapisywano zazwyczaj pod nazwą popiołu, lub potażu. Tymczasem według ostrożnych szacunków w tym okresie udział wajdażu w owych sundzkich „popiołach” wynosić mógł nawet 50%.

Lubię to! Skomentuj33 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura