Actonik Actonik
109
BLOG

Dwa albumy

Actonik Actonik Kultura Obserwuj notkę 9

Oglądam zdjęcia. Prosta czynność. Zdjęcia są w Internecie. W swojej witrynie umieściło je amerykańskie Muzeum Holokaustu. Trzeba je oglądać powoli. Po kolei.

 

Dwa albumy. W jednym 116, a w drugim 192 fotografie. Mili, dystyngowani panowie, uśmiechnięte panie. Oni w mundurach, ale rozluźnieni. One lekko speszone, choć przecież nie onieśmielone. Odpoczywają. Spacerują. Rozmawiają. Jedzą jagody, polują na zające. Piją wino i wódkę. Palą papierosy. Zdjęcia zrobiono w Beskidach, lub w zabudowaniach SS w Auschwitz. Latem 1944 i zima 1945. Zdjęcia są znakomitej jakości. Wysmakowane. Zwłaszcza tryptyk z choinką. Karl Hoecker, adiutant komendanta Auschwitz Richarda Baera lubił siebie. Celebrował własna osobę. Wśród wyższych oficerów starał się nadrabiać miną. Wiedział, jak się ustawić, żeby godnie się zaprezentować. Te trzy fotografie są niemal mistyczne. Pokazują esesmana w ostatnią Wigilię w Auschwitz. To było jego życie. Które musiał porzucić. A nawet – jak to musiało boleć! – zapierał się go.

Czy czuł stratę? O czym rozmawiali z dr. Mengele i komendantami obozu? Z kim zjadł świąteczny obiad? Co robili potem? Albo przedtem?

 

W albumie Karla Hoeckera jest tylko świat przyjemny, podniosły, nobilitujący.

 

Drugi album to głównie tłumy. Wagony, łachmany, zarośnięte policzki starców i ogolone głowy kobiet. Najpierw objuczone postaci Karpackich Żydów, zmęczone, a nawet gniewne spojrzenia w obiektyw. Potem pasiaki, zagubienie, druty i baraki.

Najbardziej uderza spokojny porządek. Selekcja, formowanie w kolumny, kierowane do części obozowej, albo do gazu i krematoriów. Cztery lata praktyki… Łatwiej zorganizować wszystko mamiąc i oszukując. Iluzja, że w tym miejscu będzie wreszcie szansa na oddech, na odpoczynek – jest lepsza od krzyków, ujadających psów i batoga. Liczy się sprawne zarządzanie i odpowiedni efekt.

Widać, że tym razem poszło sprawnie. Żołnierze tylko doglądają, jakby stali z boku jedynie po to, by usłużyć zmęczonym paniom po wyczerpującej podróży. Oficerowie – odwróceni plecami – wymieniają pogodne uwagi. O pogodzie?

 

A gdyby nie poszło? Gdyby znalazł się jeden, bądź kilku takich, którzy – czy to wiedzeni przeczuciem, czy w ostatnim akcie straceńczej odwagi – rzuciliby się na oprawców? Gdyby zdarzyło się tak, że strażnikom odebrano by broń, że zginęło by dwóch lub trzech oficerów… Kto podjąłby beznadziejną walkę?

Ludzie łatwiej wybierają bierność. Nawet, jeśli oznacza ona obojętność. Także na własny los. A w tłumie, w gromadzie – łatwiej być pasywnym. Nie zauważać, że wyrażenie niezgody, to kwestia i godności i życia.

 

Być sobą, pozostać wiernym sobie. Powiedzieć złu: „nie”. Zawsze?

 

Czasem trzeba ważyć racje i czas. Nie zawsze i nie wszędzie da się to zrobić, by nie utracić wszystkiego.

 

Jednak częściej widzę ludzi, którzy obojętnie, albo z niesmakiem obserwują samotnych donkichotów, domagających się poszanowania dla swojej, bądź cudzej – poniżonej – godności. Dla wolności.

 

- O czym on gada? Czego chce? Przecież mi się śpieszy! Pieniacz! Oszołom!

 

Patrzę na karne kolumny więźniów Auschwitz-Birkenau. Na cierpliwie czekających na śmierć. Oni nie spóźnią się.

 

A mnie znowu pęka serce.

 

PS Dołączam link do strony amerykańskiego Muzem Holokaustu. http://www.ushmm.org/research/collections/highlights/auschwitz/

 

Actonik
O mnie Actonik

"Granice mojego języka są granicami mojego świata". Ludwik Wittgenstein "Traktat logiczno-filozoficzny"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Kultura