autor Zygmunt jan Prusiński
autor Zygmunt jan Prusiński
ZygmuntPrusiński ZygmuntPrusiński
36
BLOG

Lepiej było urodzić się Cyganem

ZygmuntPrusiński ZygmuntPrusiński Kultura Obserwuj notkę 1

Zygmunt Jan Prusiński


Lepiej było urodzić się Cyganem


Ten felieton dedykuję mojemu Ojcu Lucjanowi Prusińskiemu z Żychlina koło Kutna. Pochowany jest na Cmentarzu Komunalnym w Otwocku. Od 33 lat nie żyje, a dzisiaj są imieniny Lucjana.

Znałem bardzo porządnych cyganów w Szczecinie. Jako „dojrzały” już kawaler, śpiewałem wówczas wraz z Andrzejem Pokropińskim z Otwocka w duecie wokalnym i z Bogdanem Krysiem ze Szczecina, znanym wtedy jako autora lirycznej ballady „Szczecin moje miasto” w Klubie Budowlanym przy ul. Bohaterów Warszawy. Kilku muzyków nam akompaniowało, ale zatarły mi się ich imiona i nazwiska. Przepraszam, to było w roku 1969 – 1970. Cyganie jako grupa muzyczna nazywała się „Abesam”. Na zmianę grywaliśmy tam, mając pewne profity. To był okres tzw. „Verony”, chodzi o sprzęt nagłaśniający dla śpiewaków z byłej DDR. Przyznać trzeba, że solidna robota jak na komunistyczne aspiracje.

Przeżyłem też poetycką przygodę gdzieś w krainie Warmii i Mazur, zaproszony do przyjaciół, szedłem od autobusu na piechotę, w garniturze koloru jasnego wrzosu a obuwie najmodniejsze na wyższym obcasie z wydłużonymi czubkami, no i sięgały powyżej kostek. Włosy długie, a miałem czuprynę, z bakami które nie różniły się w tejże samej długości. I do tego wąsy. I tak szedłem sobie drogą, jako komunistyczny wynalazek romantyka, aż nagle mija mnie po drugiej stronie dziewczyna, dziwnie ubrana, niosąca wiaderko z wodą. Była tak piękna, do tego luźno rozpuszczone czarne włosy, że w głowie miałem totalną karuzelę. Wyglądało to tak, jakby w tym miejscu była ona i ja, do tego letnie słońce i bogata roślinność, i nikogo poza tym. Miast iść w wybranym kierunku, zawróciłem i skierowałem się w jej kierunku. Okazało się, że jest cyganką, że tabor koczuje w pobliżu. Proszę mi wierzyć, w tym poetyckim miejscu chciałem się z nią ożenić od zaraz. Cóż za piękność pod niebem na ziemi!

Dlaczego piszę o cyganach, bo mam dość pisania o żydach! To smutny świat, obłudny i bez uroku. W ogóle żydzi są brzydką nacją, dlatego nadrabiają wykształceniem. Ale podejrzewam, że mają więcej cwaniactwa i tupetu od innych chrześcijańskich nacji. Dla przykładu podam taką ciekawostkę z PAP-u z 5 stycznia 2007 roku, w tytule „Prezydent: będę na igresie abp. Wielgusa”. Dlaczego? Pytam się samego prezydenta tzw. IV RP Lecha Kaczyńskiego. Czyżby agent ubecji był tak szanowanym obywatelem na wskroś i wartościowym człowiekiem, iż warto byłoby mu poświęcać swój drogocenny czas jako prezydent uczciwych czy nieuczciwych obywateli?! Czy w Polsce mamy płakać i użalać się nad złoczyńcami, zbrodniarzami, katami – bo oni są ważniejsi od ofiar narodowego spadku? Gdzie tu jest logika panie prezydencie? Do tej pory jesteście wszyscy sobie podobni: i towarzysz Jaruzelski Wojciech – jako pierwszy prezydent, i Lech Wałęsa vel Kohne – jako drugi prezydent, i tow. Kwaśniewski Aleksander vel Stoltzman – jako trzeci prezydent, i wreszcie pan – jako czwarty prezydent, też z podwójnym nazwiskiem. Dla przypomnienia wywodzi się pan od rodu Kalkstein, więc proszę się tak podpisywać: Prezydent Lech Kaczyński vel Kalkstein. I wtedy dopiero Polacy, ten prawdziwy naród Rzeczpospolitej otworzy oczy, że wybrał żyda.

Ja się od razu przyznaję, bo dałem (swojego „ptaszka”) na karcie wyborczej. Tylko nie głosowałem na „Jaruzela” i na „Kwacha”. Na L. Wałęsę głosowałem w ambasadzie „polskiej” w Wiedniu, wtenczas byłem na emigracji politycznej (8 grudnia 1981 – 7 lipca 1994). A Wałęsa, to nazwisko to ma po ojczymie, bo jego ojciec – Niemiec nazywał się Kohn. Ojciec Lecha był konfidentem w Płockiem, i wydawał organom Gestapo okoliczną partyzantkę i bojówkarzy. Potem znalazł się (pewnie za zasługi) w obozie koncentracyjnym w Dachau, ale nie jako więzień a jako pracownik od pilnowania skazanych na wieżyczkach tego obozu. Po wojnie zmarł w Niemczech.

Ale co takiego powiedział L. Kalkstein – Kaczyński, cytuję:

„Mimo, że pojawiły się doniesienia o współpracy arcybiskupa Stanisława Wielgusa ze Służbami Bezpieczeństwa, to przecież na metropolitę Warszawy wyznaczył go papież Benedykt XVI” – powiedział w Programie 1 TVP Lech Kaczyński, który uważa, że powinien uczestniczyć w ingresie (pierwszy raz ten termin poznaję przy. Z.J.P.) hierarchii „jako katolik i jako prezydent”. I tu apogeum mądrości samego prezydenta: dlaczego oni wszyscy są takimi tchórzami, nie mogę tego pojąć, bo tak mówi następny z następnych mędrców, cytuję:

„...w lustracji problemem są przede wszystkim byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, a współpracownicy są raczej ofiarami ich działalności”.

A ja myślę zupełnie odwrotnie od wszystkich dotychczasowych prezydentów RP, że jak kobieta d..y sama nie da, to chłopu odechce się taka kobitka, chyba że ją weźmie na siłę lub podstępem. Dla mnie agent jest agentem, nie wszyscy do cholery szli, rozwalając drzwi i okna „urzędu bezpieczeństwa” by tam się dostać, ale jeśli podpisujesz takową lojalność w stosunku do ubeków, to po której jesteś stronie... „ofiaro”? Ty ofiaro bliżej szatana aniżeli Boga!

Ja nie szturmowałem wraz z ojcem na te drzwi i okna, by tam się dostać i napić się z ubekami herbatki z rumem. Mało tego, nigdy nie pukali do naszych drzwi, by im podpisywać (k......e lojalki). Jeśli byli w moim rodzinnym domu, to tylko po to by aresztować mojego ojca za polityczną postawę wobec komunizmu. Więc panie prezydencie, ostrożnie ze słowami i takimi poglądami. To nie jest po polsku, prędzej po żydowsku myślenie. Najlepiej było urodzić się cyganem. Cygan to nie żyd. Ba, cygan w moim pojęciu intelektualnym jest lepszy od żyda. Cygan jak i Polak może ukraść pół kilo kiełbasy ze sklepu, ale cygan nie ukradnie całego państwa! Dlatego proponuję na przyszłość, za cztery lata – jeśli nie może prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej być narodowy Polak patriota, to niech ostanie się nim porządny cygan. Choćby z zespołu „Abesam”. Choćby mąż lub syn tej pięknej cyganki na drodze z mojej głębokiej młodości... Pierwszy na cygana w Polsce dam kulturalnego ptaszka na karcie wyborczej przy urnie. Nigdy już na faceta – który ma dwa nazwiska!


7 stycznia 2007 - Ustka

Zygmunt Jan Prusiński – dawniej słupski poeta, obecnie mieszka w Ustce. Pierwszy wiersz napisał w Otwocku, gdy miał 14 lat. Dzisiaj, mając 71 lat, nie potrafi powiedzieć, ile wierszy wyszło spod jego pióra. Sądzi, że ze trzy tysiące i że złożyły się na 53 książki. Ale w Słupsku wydał tylko dwie: “W krainie żebraków słyszę bluesa” i ostatnio “W ogrodzie Norwida” (2014) nakładem Starostwa Powiatowego. Inicjator powołania Grupy “Wtorkowe Spotkania Literackie”, w młodości przewodniczący Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy w Słupsku. W 1980 roku na III Sesji Literackiej na Zamku w Bytowie, jury, któremu przewodniczył Roman Śliwnik, przyznało mu pierwsze miejsce za erotyk w Turnieju Jednego Wiersza. Romanowi Śliwonikowi poświęcił wtedy kilkanaście wierszy, teraz zamierza poświęcić mu całą książkę.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura