Piotr Wiktor Grygiel
„Na krawędzi wiersza…” Orzełek czy reszka...?
Poeci są ptakom podobni. Jakkolwiek spowszedniałe może być to stwierdzenie, to niewątpliwie Zygmunt Jan Prusiński nim jest!
Ptaki są uosobieniem wolności, przecież Natura jest nimi, my także, lecz nasza drapieżność, niestety, jak „widać i czuć”, jest dalece bezrodzajowo destruktywna: „(...) // Piszę wiersze na starej korze, / zmarszczki płyną po sośnie / jak zapomniane rzeki... // Wtulam się w ciepło drzewa, / rozgarniam myśli w gęstej mgle. // Szukam żywego portretu na niebie; / jest tylko muzyka cicha, jak skomlenie. (Z wiersza „Niosą nam ptaki nadzieję”.) Poeta Zygmunt osiadając na łonie przyrody (na szczęście, jeszcze jest gdzie), dostrzega: „(...) po prostu iść / tam gdzie rzeczna modlitwa / ma swe walory - / tylko malować gdybym umiał. // (...) jakże mnie poruszyła / natura potrafi stworzyć nastrój / i pobudzić do życia / skosztować jesienne owoce / wydłubać myśl z kory / wprowadzić do wiersza / zakrztusić się z wrażenia / tym co zobaczyłem / a jestem spostrzegawczy. // Ta Ina w górnych partiach / zwężała swe biodra / sporo zakrętów - / czułem się otwarty / do otwartości / opowiadałem jej o tobie (...) // Kronika życia w wierszach ma sens / zwiastun początku i końca / jak drzewa na wiosnę i jesienią (...) // Dziękuję za te godziny z tobą spędzone.” (Z wiersza „Rzeka od lewej strony mostu”.) „Tam jest tak dziko / poczułem się jakbym był u siebie / skaleczony urokiem nad Małą Iną /specyficzna cisza - tu nikt się / nie kłóci i nikt nie jest ważny. // /Na wzniesieniu jedenaście / królewskich topól a każda z nich / ma swoje imię - trzeba je odgadnąć. // Ta mała rzeczka / płynie w mojej książce (...) // W niej baśnie się rodzą / a drzew tyle że nie mogłem / zliczyć po obu brzegach - / to mój świat z dala od ludzi / bym mógł pomyśleć o życiu / i o materii z której powstałem / by żyć z drzewami / by żyć w odkupieniu / z ludzkimi grzechami / niżej i wyżej / trącać liście w pozdrowieniach / na dzień dobry i na do widzenia // A jedenaście sióstr / niczym księżniczki / zanuciły mi Pieśń Powrotu. // I wrócę z książką „W ogrodzie Norwida” - / i będę czytał im treści w niej zawarte / o samoczynności i samotności w oczach Stwórcy / poniekąd przyprowadził mnie tu.” (Z wiersza „Jedenaście imion sióstr”.) „Spoglądam z szuwarów i ja w bieli ukryty, (...) // (...) Zdobię kory w leszczynach i jarzębinach - (...). (Z wiersza „Tańczysz w wodzie balet muz”.) Dotknięty ożywczym powiewem jodkowego dobrodzieja, trzeźwego spojrzenia oczywistej oczywistości, kontestuje: „(...) Jeśli mówisz kobieta / i masz ją ciągle w oczach / nie twórz namiętności / nie pisz wierszy o niej / ta jabłoń jest dekoracją / przy dorzeczu muzyki.” (Z wiersza „Przy dorzeczu jabłoń, która nie kwitnie”.)
„Samotność długodystansowca” często, za często, charakteryzuje szlachetność ptaków w odlotach - przelotach. Rajskie ptaki (zwłaszcza te „przejaskrawione”) nie latają daleko, stąd osiągi słabsze, często... niezauważalne. Im dalej - tym trudniej. Więcej dylematów. U poety Zygmunta pewność miesza się ze skromnością, pokory być nie może - nie doleci! Nigdzie! „Modlitwy ukryte jak kamienie. / Błądzi teraźniejszość jakby była pijana, / otwiera się leszczyna, częstuje orzechami / tych co są twardzi. / Nie przyjmuję poczęstunku, podniosłem / tylko jeden orzech na pamiątkę. // (...) nie wychodzą mi liryki o miłości, / jakby ognisty zalew koloru niewiadomego / wywrócił spokój w gnieździe posłanym, / gdzie miała kwitnąć doskonałość. // Rozszerzam bardziej ciszę na strony. / Jestem poszukiwanym przez samego siebie, / nawet lustra nie pomogą i światełko / w szparze dla nadziei. / Uwalniam się od pozorów, rozdaję karty / pod akacją jakbym miał usłyszeć / z ust niemego, że mi powie prawdę / o znaczeniu niepojętym przez mgłę, / która nie opuszcza mnie od kilku dni, / wyłączam światło - wolę ciemność.” (Z wiersza „Ognisty zalew koloru niewiadomego”.) „(...) // Zgasimy białe światło nocą / jutro też jest dzień opowiesz mi / o powrotach do pustego domu.” (Z wiersza „Roman Śliwonik”.) „Tudzież moje istnienie, / w kartach nic nie ma, / czarne kolory jak chmury / przed burzą, zlewa się / ołowiana apokalipsa / w literaturze i na obrazach. // Migotliwie rozpoczynam podróż, / w poezji jest taki pociąg / bez maszynisty i konduktora, / rozkwita pamięć (...) // Jesienne podróże są ciche, / wkoło zasypiają tangary, / robi się ciaśniej na przyczółku, / ziewa puszysty orszak ku sukcesom, / polityka wdziera się nawet / do sypialni, posypana pudrem / czas wstyd zakrywa - a my tacy / niedołężni i z nadwagą, / do snu wracamy. // Kolebka twojej Polski / była zupełnie inna, / nie ma dziś podobnego Norwida - / są tylko pokraczne słowa. (Z wiersza „W ogrodach jest późno na zachwyt”.)
W biogramie „Do Czytelnika” (w kolejnej antologii wydanej przez Starostwo Powiatowe w Słupsku, pt. „Świat idzie inną drogą”) zdradził swoje credo twórcze, oto ono: „/.../ i tylko w nią wierzę, właśnie z poezją duchowo wziąłem ślub, zawarłem związek. Jako poeta wolności jestem zwolennikiem wolnej przestrzeni, wolnej przyrody, wolnej racji każdego najmniejszego zaistnienia.” „Czasem zatrzymuje się przy wolnej ławce / zawsze gdzieś w pobliżu drzewo rośnie / to tacy dwaj przyjaciele - obaj milczą. // (...) Siedzę na ławce i piszę o doskonałości ciszy / i o muzyce grającej kobiety w oddali...” (Z wiersza „Ewa gra na saksofonie”.) „Odpoczywałem, bliżej okna / żeby mieć prześwit i zapach wiosny / też bliżej. W ogóle bliżej jest łatwiej, / wtedy tworzy się zwężenie wąskiej myśli. // (...) Rozmieniamy rzeczy i dotykamy, odwilż / pulchnieje jak pączek zakwitania - / wróciły bociany i szepty. Nikt jednak / nie jest w stanie zrozumieć.” (...). (Z wiersza „Zaszłaś daleko”.) „(...) A ja jego uczeń w Szkole Aniołów / uczę się jak pisać dobre wiersze. // Bo wiersz to modlitwa - to echo / które powraca lotem jaskółki.” (Z wiersza „Stanisław Grochowiak nie śpi...”.) Pierwsza jaskółka „wiosny nie czyni” - to wiemy, ale każda następna... już pewniej. Po tym ostatnim wyznaniu, obaj wiemy, że siedzimy blisko siebie na jednym, cieniutkim drucie, szczebiotem (?) zapraszając inne siostry poezji do lotu „nad jaskółczym gniazdem”. I ta myśl nie dająca spokoju: „(...) ale jak to poeta - jego myśli są wszędzie. // Zatopiłem się we własnych / czekam na telefon z Belgii - / tam moja miłość ma skrzydła / I jest w tym aromat kawy / zapach truskawek / i wieczna ucieczka od marzeń / by spotkać się ze mną / na paryskiej ulicy - / może spotkamy Adama (...) // - Dotknij mnie - a liściom będzie lżej”... (Z wiersza „Ulica de la Sante”.) „(...) może niebo usłyszy / rzeczywistość jest inna”... (...) (Z wiersza „Patti Smith”.)



Komentarze
Pokaż komentarze