autor Zygmunt jan Prusiński
autor Zygmunt jan Prusiński
ZygmuntPrusiński ZygmuntPrusiński
36
BLOG

Moja Penelopa pisze wiersze

ZygmuntPrusiński ZygmuntPrusiński Kultura Obserwuj notkę 0

Zygmunt Jan Prusiński


MOJA PENELOPA PISZE WIERSZE

Jest w niej coś z muzyki
niepowtarzalna -
ogrzewa mnie sobą
bym nie ostudził uczuć.

Szarmancka jak leszczyna
niezwykła -
potrafi ugryź z szaleństwa
oswobodzić wiersze z klatki.

Odnoszę się do niej
jak pierwsza róża w ogrodzie.

Ujarzmiam w niej wodospad...

A w nocy jest taka krucha...


16.3.2013 - Ustka
Sobota 16:08



Dziennik autora Karola Zielińskiego


26.06.2011 21:38

@Zygmunt Jan Prusiński

Popieram Pana w całej rozciągłości.
Widać, że obaj mieliśmy standardowe żony z mieszczańskich środowisk. Moje też (twierdziły, że żyją po to, aby się zabawić i jak to w Krakowie, raz w tygodniu (w sobotę) trzeba było z nimi zaliczyć cztery nocne lokale miasta. Wracało się nad ranem, a teściowa pilnowała dziecka. Robiły tak wszystkie młode rodziny ze sfery sklepikarzy, drobnych fabrykantów, rzemieślników, kamieniczników, dziennikarzy itp. Pracowników naukowych tam nie widziałem, bo mieli marne zarobki. Dziennikarze gzili się "pod gruszką" natomiast aktorzy pili w SPATIFIE. Do domu wracało się nad ranem. Ale wtedy to jeszcze było moralnie, bo dzisiaj, kiedy w rynku i w śródmieściu jest 250 klubów i klubików (niektóre całkiem niezłe) - to dopiero burdel i kurwiarnia na całego! Przecież wiele nowoczesnych kobiet z pierwszych stron gazet i telewizji mówi, że gdyby nie zaliczyła w łóżku co noc innego partnera, to taki dzień byłby dla niej stracony!

Kiedy moja druga żona postanowiła się ze mną rozwieść, bo się zakochała w szpiegującym mnie agencie ubecji, to jednym z jej argumentów było, (i jej mamusi), że cierpiała przy mnie na brak rozrywki, bo zabierałem ją do nocnego lokalu tylko raz na miesiąc, (np. do Feniksa, gdzie od czasu stanu wojennego występowali artyści Jana Pietrzaka z kabaretu pod Egidą, ale z porządną kulturą i kontrkulturą nie miało to nic wspólnego, tylko to była mieszczańska tańcbuda a wóda się lała strumieniami). Kurwidełko. Oczywiście śliniącym się fagasom moja żona dupy nie dawała, bo ją pilnowałem jak cerber, ale też robiła do nich głupie oko. Ja się tym nie przejmowałem Panie Zygmuncie, bo byłem młody i sprawny w portkach. Ale przecież tu nie chodzi to, czy mężczyźni zdradzają częściej, bo to nie ma nic do rzeczy (wydaje się, że to mężczyzna jest monogamiczny a kobieta poli męska). Chodzi o to, że kobiety za pomocą słówka "kultura" robią mężczyzn swoimi niewolnikami i ogłupiają ich do reszty.
Powiem tak: Homer był kobietą - lecz kobiety to ukrywają! Kultura starożytna była tworzona przez kobiety dla mężczyzn (żeby się wykrwawiali). A propos kobiet w Antyku, to przecież mąż nie był kobiecie potrzebny, bo gdy się pieprzył ze swoim niewolnikiem, to ona tymczasem miała w sobie dwóch Afrykanów, (temat rzeka Panie Zygmuncie, temat rzeka!). (Co najmniej głęboka studzienka - która była synonimem wie Pan czego - w miłosnej fraszce staropolskiej - jakich głębokości!?)

Kobieta w kulturze jest tym, tą stroną, która nie czyta płodów własnej kultury - przeznaczonej do ogłupiania mężczyzny - bo ona nie jest od czytania swojej propagandy tylko do wykorzystywania czytającego mężczyzny. On czyta, żeby nabrać "ogłady" i "delikatności" w obcowaniu z płcią piękną! To jest sedno sprawy! Nabrać "ogłady" - czyli zostać niewolnikiem kobiet. Żyd nie jest od konsumpcji towarów które wstawia w swoim kramie. Od kupowania i konsumpcji jest goj, żeby żyd mógł go opanować i nad nim panować ekonomicznie. Kobieta jest od pisania literatury, mitów, Odysei, wielkich sag rodzinnych, poematów, esejów, sonetów... (zwykle to się dzieje pseudomęskimi rękami męskich hermafrodytów) mężczyzna jest od ich czytania i uwielbiania kobiety, oddając się w niewolę kobiecego umysłu, kobiecej chimery i zachcianki.
Proszę zauważyć, że wszyscy wybitni twórcy, to hermafrodyci wodzeni jak salonowe pieski na pasku kobiet. Walt Whitman - pederasta... (wymieniać wszystkich po nazwisku nie sposób) poeci i prozaicy angielscy XIX i XX w. to pederaści i sługusi kobiet. Francuzi i Niemcy... przykładowo Sartre, charakter kobiecy, któremu żoneczka wkładała kolejno swoje kochanki do łóżka; Camus - kochany pedał; Manowie w Niemczech to hermafrodyczna plastelina. W ogóle mieszczanin to półchłop-półbaba. Przykład z naszego podwórka, autor Sławy i chwały, Iwaszkiewicz. Ciało męskie owłosione, kut dorodny, typ androgyniczny jak kawał knura, a tymczasem duszyczka galaretowata kobiecej mimozy. Forowany przez kobiety i podawany tym chłopom - bucom jako wzór zachowań, żeby całowali po rączkach i myziali po dupce.

Nie mówię, że nie współczuję kobietom. Kobieta jako fizycznie słabsza od mężczyzny, sam mam córkę i widzę, że współczesna matka wychowała nie młodego mężczyznę, ale często bestię (dlatego powtarzam za św. Pawłem: kobiecie nauczać ani wychowywać, nie pozwalam!), więc współczesna dziewczyna musi się bronić głową i pomyślunkiem, tworząc z kultury narzędzie obezwładniania "męskiego buca", ale czy aby nie za dużo tego znęcania nad ogłupiałym mężczyzną?

Mężczyzna idzie na wojnę, ale to kobieta nim dowodzi i prowadzi na rzeź jak baranka swojej religii. To kobiety prowadzą wojny, żeby panować nad mężczyzną i regulować jego pulą genetyczną. To co myślą na temat tego co jest korzystne dla gatunku, co myślą i piszą na temat genetyczności genetycy i seksuolodzy typu Lwa Starowicza, nie jest prawdziwe ani trafne.

"Profesorzy" (babskiej dupy bracia), tak twierdzą, żeby kobietom dogodzić, bo patrzą na obraz już zmitologizowany i spreparowany przez kobiety. Kobiety się nich śmieją, mówiąc że to chłopy-buce. Kobietom chodzi o rodzenie zdrowych, inteligentnych i władczych dziewczynek, natomiast chłopcy mają im być potulni. Oczywiście tak jak wszystko jest sprzeczne w sobie, tak i to pragnienie i polityka kobieca ma mankamenty sprzeczności. Kobietom powinno zależeć na tym, żeby każda z nich stękała w łóżku pod dorodnym chłopem - ale to pragnienie ma jedną wadę, mianowicie, że ten dorodny samiec, gdy już zaspokoi swoje chucie, bierze ją za "łeb" i rankiem skoro świt pędzi do roboty, stając się jej okrutnym władcą i panem. Dlatego kobieta woli cherlawą męską zabaweczkę (miniaturkę) z cienkim penisem, którą może sobie przyłożyć do łona, kiedy zechce, a "gdy się znudzi to strzepnie jak pył". Niestety nie ma nic za darmo, zawsze jest coś za coś. Kobieta która jest bogata i ma pieniądze, zawsze sobie weźmie młodego męskiego ogiera do łóżka, który ją zadowoli w 100%, a sprawą kobiecej eugeniki jest planować, żeby w interesie ich przyszłego bezpieczeństwa takich ogierów nie rodziło się więcej niż 5%. Moje panie i panowie, czy jestem logiczny?

Następnym razem poruszę temat, jeśli Pan Zygmunt drogi, pozwoli, jak kobiety prowadzą współczesne wojny rękami amerykańskich King-kongów.


Zygmunt Jan Prusiński Elementarz poezji miłosnej - Część IX

Zygmunt Jan Prusiński – dawniej słupski poeta, obecnie mieszka w Ustce. Pierwszy wiersz napisał w Otwocku, gdy miał 14 lat. Dzisiaj, mając 71 lat, nie potrafi powiedzieć, ile wierszy wyszło spod jego pióra. Sądzi, że ze trzy tysiące i że złożyły się na 53 książki. Ale w Słupsku wydał tylko dwie: “W krainie żebraków słyszę bluesa” i ostatnio “W ogrodzie Norwida” (2014) nakładem Starostwa Powiatowego. Inicjator powołania Grupy “Wtorkowe Spotkania Literackie”, w młodości przewodniczący Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy w Słupsku. W 1980 roku na III Sesji Literackiej na Zamku w Bytowie, jury, któremu przewodniczył Roman Śliwnik, przyznało mu pierwsze miejsce za erotyk w Turnieju Jednego Wiersza. Romanowi Śliwonikowi poświęcił wtedy kilkanaście wierszy, teraz zamierza poświęcić mu całą książkę.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura