Zygmunt Jan Prusiński
WOKÓŁ JEDNEGO DOBRA
Wokół jednego dobra
co miłością można nazwać
kompletuję wspólne fotografie
znad morza w usteckich stronach.
Czuję się tu dobrze - małe miasto
ma swoisty urok - nawet ptaki
poznają mnie po sąsiedzku.
Bliski jest mi też zachód słońca -
obchodzę się do niego z szacunkiem.
Jednak nie mogę odżałować królewskiego dębu
widzianego przez tyle lat z mojego okna.
Ta żałoba trwa od 23 kwietnia -
podobno miał 220 lat i nikt się nie przejmuje
że zła ludzka ręka dokonała tej zbrodni.
Ani władza Ustki ni urząd ochrony przyrody -
ot zwykła rzecz - najpierw zatruwanie
chemikaliami a potem wycięcie korzeni...
Nie było policji ni prokuratury
- już o dębie miasto zapomniało
ludzie zajęci swoimi sprawami.
A ja zapaliłem świeczkę w oknie...
- Kończę ten wiersz
wokół jednego dobra
co miłością nazwać można.
10.5.2016 - Ustka
Wtorek 21:59
Wiersz z książki "Nuta w perle"
Zygmunt Jan Prusiński
PRZYSTAŃ PO STRONIE SŁOŃCA
Majówki nadmorskie
a wewnątrz ukryci
odwołamy się do nut
by ciałem poznawać ten unikat uczuć.
Rymowanka chwilowa
potem będzie mocniejszy
akcent wymieszany
czujesz mnie odbiorem z ciszy
bo w tych momentach unikamy rozmów.
Co najwyżej szept przenosimy do ust
a oczy szczęśliwe i blask czuły.
27.4.2016 - Ustka
Środa 19:53
Wiersz z książki "Nuta w perle"
________________________________
Dziennik autora Karola Zielińskiego
21.04.2011 00:24
@Zygmunt Jan Prusiński
Wielmożny Panie don Kichocie, coraz bardziej widać, że jesteś Pan szalony. Szkapa się oszczeniła i nie ma jej kto wydoić, a Pan rżniesz swoje pienia od rana do wieczora. I przy tym wcale nie jesteś Pan grafomański. Słowacki też nic innego nie robił tylko rżnął swoje pasztety poetyckie od rana do wieczora. Inaczej po prostu nie potrafił myśleć. Rzekłbym nawet, że Pańska poezja poetycka jest wysokiego lotu i okropnie obsesyjna. I jest w niej dużo mistyki czystego uczucia. Piszę "czystego", bo mistyka może dotyczyć również rzeczy "brudnych". Jak np. Noc Walpurgii w Fauście Goethego. Albo ten kawałek, gdy Faust namawia Diabła, żeby ukradł dla niego biżuterię i klejnoty, bowiem on nie ma czego podarować swojej Małgośce. I tak dręczy diabła. Pan tego nie musi robi, bo jak czarodziej wyczarowuje i obdarowuje swą kochankę jakimiś ponadczasowymi świecidłami, jakimiś wspaniałymi miłosnymi komunałami, jakimiś czarownymi obietnicami, które się nigdy nie spełnią ale świadczą o wielkim sercu i uczuciu. Alleluja!
Rozdaje Pan szczodrze, czego nie ma i chwała Panu za to. Ma Pan wielkie serce. Ach, widzieć Pana jak w napadzie miłosnego szału, wyłamuje Pan (z pośpiechu) drzwi do różowej komnaty, odpasuje Pan w biegu szable, opiera Pan w kącie kopie, rozbijając po drodze żyrandol, i szuka Pan jej w pościeli, w koronkach, w pierzynach z łabędziego puchu, wielbiąc i klnąc na przemian namiętnie. Wie Pan, jedna pani z hrabiowskiego rodu mówiła mi, że żałuje, że nie urodziła się wcześniej, w czasach, gdy ułan wpadał do sypialni, odpasując w biegu szablę i leciał żeby gwałcić białogłowy, ale nie nazywano tego gwałtem, tylko patriotycznym zaszczytnym obowiązkiem, bo żołnierzowi "należało się wszystko". Pani hrabina mówiła mi: "Taki by mnie wydupczył bez ceregieli i byłoby mi dobrze. Nie musiałabym bić, jak teraz, łechtaczki". Ale gdzie te czasy, kiedy mężczyzna myślał o całowaniu ud z samego rana. Dziś by go wzięto za jakiegoś zboczeńca. Dzisiaj "miłość miłosna", święcenie święta poezji, pozbywanie się szorstkich stron i chwytanie barw po omacku, to kwalifikuje do posądzenia o paranoję.
Ja czytam dość sporo wierszy młodych poetów i oni piszą (na te same tematy) o miłości zupełnie inaczej. Nie ma tam w ogóle mistyki ani kontemplacji. Jest albo wyraźna radość, aplauz, albo niepewność, albo wyraźna rozpacz i zwątpienie... Ale nie ma tego, co jest u Pana i u Słowackiego (oraz prawdziwych poetów, vide Krasiński, itd. do cholery). Ja się wcale tym Słowackim z Panem nie drażnię. Polega to u Pana na tym, że jest i afirmacja i zwątpienie, i tęsknota, i niepewność i mgiełka rozpaczy... ale to jest wszystko ledwie zarysowane i to całowanie ud nie jest również całowaniem ale wysłuchiwaniem (w sensie szukanie go uchem, nadsłuchiwaniem) ptaka i chwytaniem barwy po omacku... Jest chyba kwestią czasu, kiedy u Pana coś pęknie i zacznie się "smutne odchodzenie" i poszukiwanie intencji tego odchodzenia. I myślę, że będzie to również odchodzenie na delikatnym poetyckim poziomie.
Zygmunt Jan Prusiński Madryckie ścieżki poezji - Część V



Komentarze
Pokaż komentarze