Zygmunt Jan Prusiński
TAM RODZĄ SIĘ UMARLI
(Ofiarom z miasta Dzierżyńsk)
Po nich zostały zgliszcza, wielki radziecki
towarzysz to żaden przodownik, to trup ideologii.
Fabryki chemiczne stoją puste a trawy latami
zarastają z trucizną ukrytą, choć ona wciąż żyje.
Jak wytłumaczyć tę miłość; czy istnieje dobro,
nafaszerowane pod skórką jabłka – drzewa milczą.
Mężczyźni umierają w wieku 40 lat, kobiety
trochę później – żywe cmentarze na ulicy.
ZWYKŁY LUDZKI CIEŃ
Jest cichy, wyrabia sobie pierwszeństwo
by ukazać się w całej okazałości. Panujący.
Cień nie chodzi do szkoły, nie musi kłamstw
nabywać z historii. Dalej kłamią jak nadęci !
Ale jest rysunek podrzucony, jak dzieciątko
w śmietniku. Są teraz modne zwyrodnienia.
Skowronek dawno poszedł spać, a ja wiersz
pieszczę w dotyku. Jeszcze nie ma tytułu.
SKARBNICA KROPEL NA LIŚCIU
Kolorowo jest na wsi, klony w ukłonach
przed dębami i bukami – to królewski raj.
Wyszedł Janko Muzykant z samego świtu,
pobiegł przez pola do ukochanej ojczyzny.
Po drodze witał jesienie i wiersze poety –
który akurat pogubił słowa na drodze.
Tylko gaje ściszone modlą się do Pana Boga,
by usiąść wieczorem do urodzinowego stołu.
12-13.10.2008 – Ustka



Komentarze
Pokaż komentarze