Poradziłbym po pierwsze, by sprzątnąć natychmiast barierki sprzed Pałacu Prezydenckiego. Gdyż te barierki szkodzą bardziej wizerunkowi głowy państwa niż kilkadziesiąt osób modlących się przed krzyżem. Nie namawiałbym prezydenta, by wyszedł do tych ludzi, bo to mogłoby przypominać Canossę, a Bronisław Komorowski Henrykiem IV nie jest. Zaproponowałbym, że ja sam - za przyzwoleniem szefa - wyszedłbym przed krzyż, uklęknął, pomodlił się za dusze zmarłych tragicznie w dziwnej i tajemniczej katastrofie. I tak zwyczajnie porozmawiałbym z ludźmi.
Namawiałbym po drugie, by realizować naprawdę hasło "Zgoda buduje". Bo naród widzi na razie, że jest to 53-procentowa zgoda. Przekazałbym dokumenty i informacje o problemach występujących w wioskach i miastach zalanych w tym roku przez wielką wodę. Prosiłbym o przyspieszenie w urzeczywistnianiu pomocy obiecanej w trakcie kampanii wyborczej.
Proponowałbym, po trzecie, całkiem inną obsadę stanowisk doradców i urzędników kancelarii. I tak na przykład profesor Andrzej Nowak, prawdziwy autorytet naukowy, zajmowałby się historią i pamięcią narodową, a nie Tomasz Nałęcz, który opanował celująco umiejętność pływania z prądem i chyba znacznie mniej historię Polski. Niekoniecznie więc zechce lud szanować i czcić tych Polaków, których wskaże prof. Nałęcz.
Po czwarte zwróciłbym uwagę na politykę zagraniczną i na sposób jej uprawiania. Nie może to być polityka prowadzona na klęczkach, bo naród widzi i nie wybacza, a pomniki buduje nie Wielopolskiemu, lecz Trauguttowi. Nie musiałaby to być kontynuacja zamierzeń i celów Lecha Kaczyńskiego, bo inne nastały czasy. W tych nowych i niepewnych realiach trzeba mieć szczególny wzgląd na polską rację stanu, która nakazuje szanować bardziej swych nawet nielubianych konkurentów od przyjaciół innej narodowości.
Takie byłyby moje uwagi i sugestie, gdybym był doradcą głowy państwa. Zakładam oczywiście dobrą wolę i czyste intencje Bronisława Komorowskiego, bo w przeciwnym wypadku rady moje są niestety bezużyteczne.





Komentarze
Pokaż komentarze (1)