Charles Kupchan, profesor Georgetown i były urzędnik w administracji Billa Clintona, twierdzi, że obecna słabość Unii Europejskiej wynika z kryzysu finansowego, który jest następstwem nadmiernego zadłużenia wielu krajów naszego kontynentu. Ale ważniejszą przyczyną - według amerykańskiego politologa - jest powrót do nacjonalizmu w krajach europejskich.
Tendencje te przejawiają się w różnych krajach członkowskich i w UE jako całości na wielu płaszczyznach. Wśród nich wymienione są przez prof. Kupchana: a) opór Niemiec przeciw ratowaniu Greków przed bankructwem; b) mianowanie polityków nieznanych na kierowniczych stanowiskach UE, niebędących żadną konkurencją dla przywódców silnych krajów; c) dochodzenie partii eurosceptycznych do władzy, np. w Wielkiej Brytanii czy na Węgrzech.
Amerykański profesor przewiduje, że polityka Europy będzie stawać się coraz mniej europejska i coraz bardziej narodowa, a Unia Europejska będzie się stawać coraz bardziej fikcją, co pozbawi Stany Zjednoczone partnera współuczestniczącego w globalnej polityce.
Tak widzi więc Europę i jej przyszłość demokrata amerykański. Przywołuje on na poparcie swej tezy słowa, które miał wypowiedzieć Lech Kaczyński w 2005r., że interesuje go przyszłość Polski, a nie Unii Europejskiej.
Jest mi bliższy Lech Kaczyński niż liberalny politolog z USA. Nie za bardzo rozumiem, dlaczego można kochać swój klub piłkarski, swoje miasto, swój region, ale nie powinno się być zanadto przywiązanym do swego kraju. Dlaczego na przykład gra czy walka o swój (czasem egoistyczny) interes mieściłyby się w kategorii nacjonalizmu.
Zgadzam się z natomiast z autorem, że Unia Europejska będzie coraz mniej europejska, ale przyczyny takiego stanu rzeczy widzę gdzie indziej.
Gdzie? - o tym napiszę w innym tekście.





Komentarze
Pokaż komentarze (4)