W artykule "Kaczyński porzucił XXI wiek" (rp.pl) pisze Eryk Mistewicz o nowoczesnym marketingu politycznym i jego pozytywnych cechach. Marketing ten występuje już na etapie tworzenia programu, kiedy marketerzy jako wynajęci fachowcy przekładają niezrozumiałe dla większej ilości odbiorców przekazy, zamieniając je w interesujące rozwiązania.
Debaty polityczne przeniosły się z sejmu do studiów telewizyjnych, by stawać się coraz częściej dobrym spektaklem. Taki sposób uprawiania polityki nazywamy postpolityką, która faktycznie zaciera dotychczasowe podziały na lewicę i prawicę. Celem jest zdobycie fanów, olbrzymiej ilości sympatyków, gotowych oddać głos na danego kandydata, na daną partię.
Takie postępowanie marketerów oraz współdziałających z nimi polityków uważa E. Mistewicz za uprawnione, gdyż główne narzędzia tradycyjnej poltyki zostały scedowane na instytucje europejskie. To one decydują o kierunkach autostrad, polityce historycznej, a wkrótce też o wspólnej polityce historycznej, realizowanej już niedługo poprzez jedną wersję podręcznika.
Jako przykład na słuszność swych tez podaje autor pozytywny efekt pracy wizerunkowych doradców Jarosława Kaczyńskiego w kampanii prezydenckiej. Niestety - pisze E. Mistewicz - prezes PiS-u zakończył po wyborach swą przygodę z XXI wiekiem, wracając do XIX stulecia.
Trudno mi polemizować z uznanym teoretykiem i praktykiem marketingu, tym bardziej, że wiele faktów wskazuje, iż ma on rację. Nie mogę jednak wyobrazić sobie podręcznika historii, w którym von Stauffenberg zajmie cztery strony książki, a powstanie warszawskie jeden akapit lub zostanie wymienione obok innych zrywów przeciw nazistowskiemu (a nie niemieckiemu) okupantowi.
Nie do przyjęcia jest też, by Jarosław Kaczyński ze swą partią zrezygnowali z prób dochodzenia prawdy o tragedii smoleńskiej, bo wynikałoby np. z sondaży, że ta sprawa nie pozwoli wygrać wyborów.
Ciężko mi pogodzić się z faktem, że ja również - zgodnie z tezami autora artykułu - tkwię ciągle w XIX wieku. Najbliższe kilkanaście miesięcy może potwierdzić lub zanegować twierdzenia E. Mistewicza. Pocieszam się, że klasycy marksizmu przewidywali rewolucję proletariacką, która miała objąć cały świat. Nie objęła. A idee Lenina miały być wieczne. Okazały się wietrzne.





Komentarze
Pokaż komentarze (8)