Tym razem w fefietonie zamieszczonym w tygodniku "Wprost" zajmuje się Magdalena Środa religią w szkole. Rok szkolny rozpoczął się mszami świętymi, i ta praktyka jest - według pani profesor - sprzeczna z zapisami konstytucyjnymi o świeckości państwa. "Religia powinna być jak seks. Sprawą prywatną i rodzinną, a nie szkolną i państwową".
Połowa nauczycieli jak również wiele dzieci nie chciałoby uczestniczyć w mszy, ale podlega presji środowiska, co miałoby przypominać pewne praktyki z czasów realnego socjalizmu, to jest apele, pochody i akademie.
Największym jednak problemem dla państwa polskiego jest - tak twierdzi M. Środa - że "księża, katecheci, a nawet biskupi są - w przytłaczającej większości - źle wykształceni, anachroniczni, by nie powiedzieć - prymitywni. I ta rzesza niedouczonych mężczyzn pełni funkcję autorytetów: moralnych, politycznych, edukacyjnych". Więc pani profesor wzywa: "Księża do nauki, młodzież do szkół, a nie do kościołów".
Zastanawia mnie taka łatwość wydawania sądów przez wykształconą przecież osobę o sprawach i ludziach, których ona nie zna. Czy rzeczywiście religia w szkole jest niezgodna z Konstytucją? Czy pani profesor nie widzi żadnej różnicy między socjalistycznym pochodem a mszą świętą? Czy religia powinna być jak seks (co za porównania), więc być tylko sprawą prywatną człowieka? Jak więc wymaganą przez autorkę felietonu tę prywatność pogodzić z hałaśliwymi demonstracjami i manifami ugrupowań wolnomyślicielskich?
Błędy w wywodzie M. Środy polegają na tym, iż uogólnia jednostkowe fakty i wydarzenia z życia jej nieznanego, więc formułuje wnioski o niedouczeniu, anachromizmie i prymitywizmie księży. Są to opinie krzywdzące i nieuprawnione. To tak, jakbym na podstawie wiedzy o Magdalenie Środzie wypowiadał sądy o profesorach polskich.





Komentarze
Pokaż komentarze (12)