Opis tego snu możemy znaleźć w tekstach Waldemara Kuczyńskiego, kiedyś ministra w rządzie T. Mazowieckiego, dzisiaj publicysty. W artykule "Lider ciemnej strony mocy" zamieszczonym we wczorajszej "Rzeczpospolitej" zajmuje się autor jak zwykle osobą Jarosława Kaczyńskiego, który jednych zachwyca, a drugich - także autora tekstu - przeraża.
Bo dla tych przerażonych prezes PiS-u jest podpalaczem, który zamierza wywrócić porządek ustanowiony przez III RP, by założyć państwo o władzy osobistej. Autor artykułu nie odmawia J. Kaczyńskiemu talentu politycznego. Szef PiS-u miałby znać swe ograniczenia i wiedzieć, że nie stworzy koalicji. Pozostawałaby mu jedyna droga, a mianowicie wzruszenie licznego w Polsce elektoratu niegłosującego. Stąd - według publicysty - taka, a nie inna, strategia prezesa, który próbuje rozognić ludzkie lęki, rozczarowania i złości, by je zespolić w odpowiednim momencie.
"Do (jego) sukcesu potrzebny byłby jeszcze jeden sojusznik - pisze W. Kuczyński - wyraźne pogorszenie się warunków życia. Wtedy mogłoby być bardzo groźnie. Przeszliśmy jednak przez kryzys łagodnie". Autor nie używa co prawda terminu "zielona wyspa", ale według niego wszystko jest w porządku w naszym państwie.
Otóż tak nie jest. Podtrzymywanie gospodarki przez ogromne zadłużanie kraju, liczne afery korupcyjne w rządzie i w obozie rządzącym, katastrofalny stan państwa na wielu polach, czego skutkiem była katastrofa smoleńska - to są osiągnięcia rządu D. Tuska. Za miesiąc braknie gazu dla hut i zakładów chemicznych. Czego jeszcze doświadczymy? W jakiej dziedzinie, na jakiej płaszczyźnie okaże się Platforma nieudolna i bezsilna.
Wariant węgierski, w którym po latach fatalnych rządów socjaldemokracji powstał rząd prawicowy z premierem Orbanem na czele, jest bardzo prawdopodobny. I to wygląda niczym koszmarny sen tej części polskiego establishmentu, która zdaje sobie z tego sprawę.





Komentarze
Pokaż komentarze (19)