Rząd polski oddał lekką ręką badanie katastrofy smoleńskiej i mamy tego skutki, których można się było spodziewać. Rosyjski MAK kończy swe badania, oddając akredytowanemu przy nim Edmundowi Klichowi ostatnią część dokumentacji. Polski ekspert nie otrzymał jednak wielu istotnych informacji i dokumentów dotyczących obsługi, osób znajdujących się w wieży kontrolnej oraz obowiązujących procedur na lotnisku pod Smoleńskiem.
Szczątki rozbitego tupolewa leżą i rdzewieją pod gołym niebem. Okazało się, że tuż po katastrofie Rosjanie w celu łatwiejszego przetransportowania cięli samolot na mniejsze części. Nagle więc minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski uderzył w ton patriotyczny mówiąc, iż rząd ma już dość czekania. Właścicielem rozbitego statku powietrznego jest państwo polskie i tak dalej.
Urzędnicy i oficerowie polscy odpowiedzialni za badanie katastrofy i stosowne śledztwo są jakby zdziwieni, że współpraca polsko - rosyjska przebiegała tak, a nie inaczej. Nie mają już pewności, że badanie będzie nakierowane tylko na obiektywne poszukiwanie przyczyn wypadku. Dochodzą do przekonania, w którym wielu Polaków, kierujących się zwykła logiką myślenia i jako taką znajomością historii, było już dawno utwierdzonych.
Była to dziwna i tajemnicza katastrofa; tragedia, która dotknęła nas boleśnie. Dla rządu jednak była to sposobność do pojednania polsko - rosyjskiego przypieczętowanego gorącymi uściskami Putina i Tuska nie opodal zwłok prezydenta. Dzisiaj zbieramy owoce tego przypływu uczuć.





Komentarze
Pokaż komentarze (47)