Prokurator wojskwy płk Ireneusz Szeląg przyznał przed tygodniem, że polska prokuratura nadal formalnie nie wie, jaki status miał lot do Smoleńska 10 kwietnia. Rosyjski MAK uznał, że był to lot cywilny, z czym nie do końca zgadza się polski akredytowany przy tej komisji płk Edmund Klich, który wrócił już z Moskwy i twierdzi, że lot był cywilny, a w ostatniej fazie wojskowy. Przede wszystkim dlatego, iż lotnisko w Smoleńsku było wojskowe, którego nie ma w systemie AIP ewidencjonującym cywilne porty lotnicze.
Gdybyśmy przyjęli wersję rosyjską, że był to lot cywilny, to całość odpowiedzialności spada na pilotów. Jeśli zakwalifikujemy go jako wojskowy, to w grę wchodzi także odpowiedzialność kontrolerów - twierdzi płk Klich.
Minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller mówi jednak, iż nie ma sprzeczności w tej kwestii między Rosją a polską komisją. Był to lot cywilny, bo o charakterze lotu decyduje jego cel. A celem było przewiezienie konkretnych osób, a więc był to przelot pasażerski czyli cywilny.
I tak przez tydzień mogliśmy mieć wrażenie, że jesteśmy jednak informowani o postępach w badaniach katastrofy lotniczej. Przy okazji tych wydarzeń E. Klich promuje swą książkę o wypadkach samolotów, a rzecznik rządu Paweł Graś karci eksperta, który nie jest - według rzecznika - od oceniania, tylko od patrzenia na ręce komisji rosyjskiej.
Premier rządu D. Tusk, który wie dobrze, co to jest marketing polityczny, miał okazję zademonstrować swój (stonowany) krytycyzm wobec niektórych działań Rosji. Równocześnie mógł powiedzieć, że nie ma on wrażenia, by - szczególnie na poziomie ministrów czy premierów - nie było zrozumienia dla polskich postulatów, jak również oświadczyć, iż nie da się namówić na wypowiedzenie Rosji politycznej wojny w związku z prowadzonym śledztwem.
Tymczasem, jak mówi pilot i ekspert mjr Michał Fiszer, status lotu był taki, jaki zgłoszono w zgodzie dyplomatycznej. Należy zajrzeć do dokumentu "diplomatic clearance" i sprawdzić, jak go tam określono. To ważne, ale ważniejsze jest, z jakich procedur korzystano, co określa się w planie lotu.
A wydawałoby się, że na sprawdzenie tych danych wystarczy jeden dzień.





Komentarze
Pokaż komentarze (39)