Mija dziś rok od ujawnienia przez "Rzeczpospolitą" afery hazardowej i z tej okazji poseł SLD Bartosz Arłukowicz udzielił wywiadu zatytułowanego "Arłukowicz: to była afera PO".
Poseł, uczestniczący w komisji d/s afery hazardowej, odsłania ponownie kulisy sprawy toczącej się od jesieni 2009r. do sierpnia br. Głównym bohaterem nieuczciwych przedsięwzięć był - według posła - bez wątpienia minister sportu Mirosław Drzewiecki, który 30 czerwca ub. r. podpisał pismo dotyczące odstąpienia od tzw. dopłat. W aferze uczestniczyli także inni działacze Platformy: szef klubu parlamentarnego Zbigniew Chlebowski oraz szef gabinetu politycznego ministra sportu Marcin Rosół.
Niejednoznaczna jest rola premiera rządu D. Tuska, który po istotnej rozmowie z szefem CBA Mariuszem Kamińskim zadecydował o spotkaniu z Drzewieckim, a nie z kompetentnym w wielu aspektach tej sprawy wiceministrem finansów Jackiem Kapicą.
Tak więc rok temu wybuchła afera skutkująca dymisją wicepremiera G. Schetyny, kilku ministrów oraz innych ważnych osób w PO. Dwa miesiące później została powołana przez sejm komisja śledcza, na czele której stanął poseł Platformy Mirosław Sekuła. O wynikach badań wiemy już coś, to znaczy - według szefa komisji - tak naprawdę nic się nie stało.
Taka była rola przewodniczącego, by wymanewrować troje posłów opozycyjnych, a przede wszystkim społeczeństwo polskie, za co w nagrodę otrzymał poparcie swej partii w ubieganiu się o urząd prezydenta Zabrza. Tak musiało być, gdy się jest sędzią we własnej sprawie. Podobnie będzie - a są już tego oznaki - z badaniem katastrofy smoleńskiej, któremu przewodniczy po stronie polskiej minister MSWiA Jerzy Miller.
Mówią politycy PO, że prezes największej partii opozycyjnej "prowadzi politykę, jakby był dysydentem w niedemokratycznym kraju".
A czy Polska jest demokratycznym krajem?





Komentarze
Pokaż komentarze (8)