Tuż po tragedii przypisano winę załodze samolotu oraz prezydentowi, mającemu naciskać na pilota, by lądował niezależnie od panujących warunków atmosferycznych. Aktualne, choćby ułomne i niepełne, dowody, poszlaki i wypowiedzi ekspertów, prokuratury i świadków wnoszą nowe spojrzenie na wypadek lotniczy w Smoleńsku.
Rzecznik rządu Paweł Graś mówił niedawno w Radiu ZET, iż to strona rosyjska zasugerowała podział uroczystości w Katyniu na dwa terminy. To jest prawda potwierdzona w notatce Andrzeja Przewoźnika, który także zginął w katastrofie.
P. Graś twierdzi dalej, że wszyscy, łącznie z Kancelarią Prezydenta, zgodzili się na takie rozwiązanie. Jednakże były wiceszef Kancelarii Jacek Sasin zaprzeczył, by ta decyzja była konsultowana z urzędnikami prezydenckimi, którzy dość długo byli przekonani, że będzie jedna wspólna wizyta prezydenta i premiera. 3 marca br. Kancelaria dowiedziała się z mediów, że będą dwa oddzielne wyjazdy do Katynia.
W świetle znanych nam dotąd dokumentów wygląda na to, iż rzecznik rządu P. Graś mija się z prawdą, sugerując zgodę ministrów prezydenckich na dwie wizyty w Rosji. Nam pozostaje ciągle pytanie, w co grał premier rządu D. Tusk, przyjmując propozycję Putina wbrew głowie państwa.
Oczywista wydaje się wina rosyjskich kontrolerów lotów. Jak mówi szef zespołu parlamentarnego d/s katastrofy smoleńskiej, z wieży wychodziły fałszywe informacje wprowadzające w błąd pilotów. Poseł PiS-u dodaje, że lotnisko w Smoleńsku miało i ma charakter wojskowy, więc obowiązywały na nim procedury regulowane przez wojskowe instrukcje z 1999 oraz z 2004 roku.
Ponadto przed wyjazdem prezydenta miały być trzy rekonesanse strony polskiej, które zostały wstrzymane. 28 marca udała się co prawda delegacja, ale nie dotarła do lotniska w Smoleńsku, za co odpowiada szef BOR-u, gen. M. Janicki.
Strona rządowa, mimo bezspornych faktów, nie załamuje się, używając wszelakich metod nie tylko obrony, ale i ataku. Przez dwa miesiące nacierał Palikot, teraz przejął tę funkcję Stefan Niesiołowski twierdząc, iż to prezes PiS-u jest odpowiedzialny za śmierć prezydenta. Otóż "to Jarosław Kaczyński namówił Lecha Kaczyńskiego do prezydentury. Gdyby nie był prezydentem, to by spokojnie żył" - mówi poseł PO.
Jak długo to będzie jeszcze trwało?





Komentarze
Pokaż komentarze (56)