Po dwumiesięcznej przerwie w antypisowskiej działalności uaktywnił się znów Andrzej Wajda w obrażaniu szefa partii Jarosława Kaczyńskiego. Według reżysera bracia Kaczyńscy "to polityczne szambo. Jacyś zgrani politycy, którzy niech w ogóle sobie idą w cholerę, bo mamy ich już dosyć". Skrytykował też słowa prezesa PiS-u, który stwierdził w niedzielę, że Polską rządzą źli ludzie. "To jest głupol" - powiedział Wajda.
Wpisuje się więc reżyser w szereg posłów i zwolenników Platformy, którzy wyspecjalizowali się w obrażaniu i pluciu na Jarosława Kaczyńskiego. To jest bardzo długi szereg: Palikot, Niesiołowski, Kutz, Bartoszewski i wielu, wielu innych. Na ogół wysyłali oni swego przeciwnika do psychiatry, teraz Wajda używa niewybrednych słów.
Jak przypiąć słowo "głupol" do człowieka wykształconego i oczytanego, jakim jest niewątpliwie J. Kaczyński? Jak można odmawiać osobie, nawet jeśli się jest jej przeciwnikiem politycznym, zasług w działaniu na rzecz Polski? Jak traktować uznanego reżysera, gdy ten "dowala" człowiekowi tak okrutnie doświadczonemu przez los?
Przed kilkoma miesiącami uczestniczył Wajda w szopce politycznej pod tytułem pojednanie polsko - rosyjskie. Informował też francuskie i włoskie dzienniki o winie pilotów i naciskach prezydenta. Brał udział w podjudzaniu nieprzekonanych o miejscu pochówku prezydenta Lecha Kaczyńskiego; zapomniał przy tym, iż dysponentem Wawelu jest Kościół katolicki, który nie musi i też nie może podzielać wszystkich wartości wyznawanych przez reżysera i obywateli świata.
Czy informacje Wajdy o katastrofie smoleńskiej nie były kłamstwem? Czy kłamstwa wynoszone na Zachód nie są sprzeczne z interesem Polski? I jeśli takie działania nie są po mojej myśli, to jednak nie przychodzi mi do głowy, by nazwać publicznie taką osobę kłamcą albo sprzedawczykiem.





Komentarze
Pokaż komentarze (81)