Dwadzieścia lat temu ówczesny członek Unii Demokratycznej, a następnie Unii Wolności, Bronisław Komorowski grał za człowieka prawicy. Bo partia Mazowieckiego i Balcerowicza zamierzała objąć scenę polityczną od lewej do prawej strony w celu wyeliminowania przedstawicieli starego, komunistycznego układu i przede wszystkim polityków obozu patriotyczno - narodowego.
Zamiar się nie udał, gdyż idee faktycznie liberalno - lewicowe prezentowane przez UD i UW były ciężkie do strawienia dla większości konserwatywnego społeczeństwa polskiego. Doświadczenia przydały się jednak przy budowie partii - kontynuatorki Platformy Obywatelskiej.
Komorowski grał dalej rolę obrońcy tradycyjnych wartości i poglądy jego stały się szczególnie reprezentatywne po odejściu rzeczywistych ludzi prawicy, jakimi byli Maciej Płażyński i Jan Rokita. Platforma zaś mogła się chlubić także "prawicowym" skrzydłem. Tym razem udało się, bo znacząca większość Polaków nie traktuje PO jako partii lewicowej, choć działają lub działały w niej tak znaczące osoby jak D. Huebner czy J. Palikot ("Jestem gejem", "Jestem z SLD").
Po wygranych wyborach prezydenckich podjął Komorowski określone decyzje dotyczące krzyża znajdującego się na Krakowskim Przedmieściu. Popierał także budowę pomnika sowieckich najeźdźców w Ossowie. Teraz powołał prof. Irenę Wóycicką na stanowisko ministra d/s społecznych. I. Wóycicka była członkiem UD i UW, a także doradcą ministra pracy Jacka Kuronia.
Wymieńmy kilku powołanych już doradców prezydenta: T. Mazowiecki, H. Wujec, J. Lityński, prof. J. Osiatyński, prof. T. Nałęcz, prof. M. Kulesza, prof. J. Regulski. Toż to stara Unia Demokratyczna z domieszką postkomunistycznej gwardii.
Br. Komorowski zaprosi dzisiaj papieża Benedykta XVI do Polski. Wyborcy, jakich by nie byli poglądów, nie mogą być zawiedzeni.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)