W "Naszym Dzienniku" ukazał się wczoraj wywiad zatytułowany "To wygląda jak zacieranie śladów". Udzielił go były zastępca dowódcy Wojsk Lotniczych Obrony Powietrznej, gen. Jan Baraniecki.
Rozmówca zwrócił uwagę na to, iż smoleńska katastrofa była nadzwyczajna, a więc wymagała podjęcia działań specjalnych. Gdy premier Rosji ogłosił, że obejmuje przewodnictwo komisji, wydawało się oczywiste, iż premier Tusk stanie na czele polskiej grupy badającej wypadek. Tak się nie stało.
Nie można - według generała - uznać badania tej katastrofy za zgodne z prawem, gdyż naruszono wszystkie podstawy prawne stosując tu konwencję chicagowską. Samolot był wojskowy, załoga wojskowa, pasażerowie ze składu VIP, razem z dowódcami armii należącej do NATO. W samolocie były urządzenia niejawne w klauzuli NATO. Generał Baraniecki uważa, iż czynności rozpoczęte po katastrofie miały znamiona zacierania śladów. Podał kilka przykładów:
--- brak reakcji ze strony Polski na chaotyczne i pospieszne niszczenie dowodów na miejscu katastrofy;
--- wyszukanie nowych ustaleń prawnych, by przerwać badania przez wojskowe komisje, co doprowadziło do odesłania do Polski doświadczonych oficerów znających się na wyjaśnianiu wypadków lotniczych;
--- podawanie błędnych informacji przez stronę rosyjską i polską, dotyczących np. czasu katastrofy. Zafałszowany czas umożliwiał sprzątnięcie dowodów ewentualnego zamachu;
--- brak badania wszystkich elementów samolotu i aspektów wypadku.
Oddanie badań przyczyn katastrofy w ręce Rosji i MAK-u rodzi - według gen. Baranieckiego - pytanie, czy było to przymusem ze strony Rosji czy dobrowolną inicjatywą polskich władz.



Komentarze
Pokaż komentarze (33)