W wywiadzie "Wdzięczność dla braci" zamieszczonym w tygodniku "Wprost" mówi były prezes TVP Andrzej Urbański o Lechu i Jarosławie Kaczyńskim. O tragicznie zmarłym prezydencie wspomniałem we wczorajszym tekście zatytułowanym "Poświęcił swe życie Polsce". Pozostaje napisać parę zdań o prezesie Prawa i Sprawiedliwości.
Andrzej Urbański nie rozumie, dlaczego Jarosław Kaczyński zgodził się na taką koncepcję kampanii prezydenckiej, w której - po raz pierwszy od dwudziestu lat - nie był sobą. Powinna to być kampania milczenia, bo jak mogło być inaczej, gdy w domu taka tragedia. Dlatego niesmaczne były występy Poncyliusza i Migalskiego, którzy śpiewali "Make peace not war".
Do dnia wyborów rząd wspomógł mieszkańców zalanych województw kwotą 103 zł na jednego statystycznego mieszkańca. Członkowie sztabu wyborczego J. Kaczyńskiego powinni byli wtedy walczyć o skuteczną pomoc dla powodzian i punktować rząd Platformy za brak decyzji w tej sprawie. Nie wykorzystali tego, za co powinni przeprosić.
Kiedy przyjdzie czas bardziej sprzyjający prezesowi PiS-u? - Tak odpowiada Andrzej Urbański:
"Wtedy, kiedy zdetonują się w polityce dwie bomby. Pierwszą jest rosnące zadłużenie klasy średniej, drugą nieudolne śledztwo smoleńskie. (...) Ekonomiści rozkładają zadłużenie na statystyczną głowę Polaka, ale realnie płaci za nie tylko klasa średnia, dziś w sporym procencie wierna PO. Kiedy Polacy dojdą do wniosku, że nie są skłonni finansować polityki dramatycznego zadłużenia na wzór grecki lub irlandzki, to wtedy PO spadnie poparcie do dzisiejszego poziomu PiS.
Ale równie poważne spustoszenie spowoduje blamaż dotychczasowej polityki informacyjnej rządu w sprawie katastrofy. Polacy nie znoszą być oszukiwani, a nawet ostatni "Wprost" opublikował fakty jednoznacznie wskazujące, że obsługa w Smoleńsku nie ma czystego konta w tej sprawie. Kiedy więc życie rozerwie te dwie bańki spekulacyjne, skutki dla rządowej pop-polityki będą straszliwe".



Komentarze
Pokaż komentarze (42)