Tomasz Lis napisał artykuł "Kaczka w sosie własnym" (wprost24.pl), w którym przedstawia daleko idącą dezintegrację Prawa i Sprawiedliwości, partii ukształtowanej na wzór bolszewicki, w której najważniejsza jest wygrażająca, a czasem uderzająca pięść lidera.
Także inne teksty na wymienionym portalu, opisujące partię Jarosława Kaczyńskiego, używają słów i wyrażeń jednoznacznie wskazujących nam zagrożenie, a więc takich jak "skandal, bawienie się zapałkami, działania zdradliwe i podłe".
Możemy przeczytać w tygodniku, że "zdrada, strach i chaos" to słowa najczęściej słyszane w PiS. Po wyrzuceniu dwóch członków przychodzi kolej na następnych. Atmosfera przypomina sytuację w partii totalitarnej, a prezes wszędzie widzi spiski. Tak miał powiedzieć P. Poncyljusz, a inny poseł z drugiego szeregu stwierdził ponoć, że zdrajcą jest albo może być każdy, więc wszyscy, którzy współpracowali z tymi, co odeszli lub odejdą, muszą się bać karzącej ręki prezesa.
Taka partia nie ma szans na rozwój. Jej poparcie wynosi 16,3% w najnowszym sondażu przeprowadzonym przez Homo Homini dla Polsat News. Nie można więc mieć złudzeń. Ilość zwolenników partii opartej na totalitarnych metodach topnieje błyskawicznie. Jak błyskawicznie? - To już moje pytanie i moja odpowiedź brzmi: przekonamy się za pięć dni, gdy odbędą się wybory samorządowe.
Jarosław Kaczyński tymczasem, prezes Prawa i Sprawiedliwości, które działa niejako według zasad bolszewickich (jak twierdzą polskie autorytety z T. Lisem wlącznie) oraz reguł faszystowskich (według innych autorytetów), jakby nigdy nic, uczestniczy w kampanii samorządowej, przedstawiając program naprawy Polski. Program rzeczowy i spójny, w którym nie mogę jakoś doszukać się totalitarnych elementów.
Może jestem nieuważnym słuchaczem i czytelnikiem, albo prezes jest tak przebiegły, iż łatwo potrafi ukryć swą prawdziwą naturę.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)