Generał pilot Stanisław Targosz, były dowódca Sił Powietrznych RP udzielił "Naszemu Dziennikowi" wywiadu pt. "To polski rząd oddał Rosji śledztwo smoleńskie". Uwagi generała o przyczynach katastrofy są rzeczowe i wyważone. Przyznaje on, że nie wie, co wydarzyło się na pokładzie samolotu tuż przed katastrofą, więc nie chce on na ten temat spekulować.
Stanisław Targosz nie sądzi, by załoga, wiedząc o panujących warunkach pogodowych, chciała za wszelką cenę lądować. Jako pilot wie, że przy widzialności poziomej 200m i słabym wyposażeniu radionawigacyjnym lotniska w Smoleńsku lądowanie nie było możliwe. Jest przekonany, iż załoga też wiedziała o tym. Nie można więc teraz mówić o czyjejkolwiek winie do zakończenia badań i śledztwa. Odczyt rejestratorów parametrów lotu i nagranych rozmów w kabinie pozwoli dokonać ocen.
Czy możemy być pewni, że dane z czarnych skrzynek nie zostały zmanipulowane? - Zdaniem generała Targosza nie jest realne, aby dane z rejestratorów można było zafałszować tak, by nie umożliwiało to wykrycia manipulacji. Ewentualna nieprawidłowa praca tych urządzeń lub przerwy w zapisie są możliwe do zidentyfikowania.
Po tragicznym wypadku podano co prawda wiele fałszywych i niesprawdzonych wiadomości dotyczących na przykład winy pilotów czy nacisków prezydenta lub gen. Andrzeja Błasika. Nie były to jednak oficjalne stanowiska rządu rosyjskiego lub polskiego, lecz informacje medialne. Mogłoby być inaczej i nie byłoby tyle dezinformacji i przekłamań - twierdzi generał - gdyby władze polskie podjęły inną decyzję w sprawie badania katastrofy.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)