Wiceminister sportu Łukasz Mejza (2P) na sali obrad w Sejmie w Warszawie. Fot. PAP/Tomasz Gzell
Wiceminister sportu Łukasz Mejza (2P) na sali obrad w Sejmie w Warszawie. Fot. PAP/Tomasz Gzell

Łukasz Mejza. Anatomia upadku

Marcin Dobski Marcin Dobski Marcin Dobski Obserwuj temat Obserwuj notkę 83
W dziewięć miesięcy od bycia bliżej nieznanym politykiem, po szybką wspinaczkę na szczyt i zostanie wiceministrem, aż do bolesnego upadku, który stawia pod dużym znakiem zapytania jego dalszą karierę. Tak w skrócie można podsumować przygodę z polityką Łukasza Mejzy. Jak zwykle - zaszkodziły sprawy z przeszłości.

Poseł Mejza melduje się w Sejmie

Choć tydzień wcześniej wystąpił do marszałek Elżbiety Witek o udzielenie "urlopu z wykonywania obowiązków poselskich", to w piątek poseł Mejza zameldował się w Sejmie i brał udział w głosowaniach, które nie tylko dla PiS okazały się ważne. Wiceminister wrócił też w głośnym stylu do mediów społecznościowych:

"Machina ataków na mnie ruszyła po głosowaniu #lexTVN, kiedy jasno opowiedziałem się po polskiej stronie Polski. Chcę, żeby to wybrzmiało: dzisiaj zagłosuję tak samo! Od razu także zapowiadam: jeśli któryś z "dziennikarzy" myśli, że uda mu się mnie złamać, to jest w dużym błędzie!"


Wcześniej mieliśmy wypowiedzi wicemarszałka Ryszarda Terleckiego, który pytany przez dziennikarzy o dymisję wiceministra, mówił: - Wiceminister sportu Łukasz Mejza w gruncie rzeczy jest już odwołany, sam się odwołał.

To publicystyka płynąca z ust zaufanego człowieka prezesa Jarosława Kaczyńskiego, bo tydzień wcześniej Mejza otrzymał bezpłatny urlop od obowiązków w resorcie sportu i turystyki, co nie jest równoznaczne z dymisją.

Polecamy: Najnowsze! Szokujące fakty w sprawie żołnierza-dezertera!

Oświadczenie za oświadczeniem

Urlop poprzedziło wydanie oświadczenia na ten temat, w którym mogliśmy też przeczytać o szykowaniu kilkudziesięciu pozwów przeciwko mediom, które ośmieliły się pisać o przeszłości wiceministra. W ostatnich tygodniach, zamiast o aktywności politycznej, wyborcy czytali kolejne oświadczenia Mejzy, w których tłumaczył, że jest ofiarą ataków dziennikarzy, którzy chcą obalić rząd Zjednoczonej Prawicy.

Można byłoby się z tym nawet zgodzić, ale umówmy się, sam mediom dostarczył amunicji, stąd liczne niekorzystne publikacje na jego temat. Chodzi o działalność dotyczącą spółek, których był właścicielem w przeszłości.

Serial trwa już ponad miesiąc, szkodzi rządzącym, którzy z niejasnych powodów wciąż nie pozbyli się problemu dymisjonując wiceministra. Zamiast tego, mamy wiele wypowiedzi w tonie, że Mejza musi się bronić, tłumaczyć, a najlepiej "zawiesić swój udział w pracach Ministerstwa Sportu i Turystyki do czasu wyjaśnienia sprawy".

Spektakularny briefing

Ostatni tydzień minął Mejzie dość spokojnie, był na urlopie, na tapet były brane inne tematy polityczne, ale półtora tygodnia temu dał prawdziwy popis. Mejza do publikacji mediów odniósł się na konferencji prasowej. Nie odpowiadał jednak na pytania, przed którymi uciekł, ale wygłosił oświadczenie. Od początku było mocno, bo stwierdził, że publikacje na jego temat to "największy atak polityczny po 1989 roku". "Atak ten jest wymierzony we mnie, ale jego celem jest obalenie większości rządowej" - mówił wiceminister.

Razem z Mejzą, przed dziennikarzami wystąpił też jego były wspólnik, Tomasz Guzowski. Jego towarzysz miał być dowodem na skuteczność leczenia w Meksyku, do czego zachęcała ich wspólna firma. Poruszający się na wózku inwalidzkim Guzowski, cierpi na adrenoleukodystrofię, czyli śmiertelną chorobę genetyczną, która niszczy komórki nerwowe w mózgu.

Koniecznie przeczytaj! Wspólnik Łukasza Mejzy zachęcał do terapii w Meksyku, choć leczył się w USA

Podczas briefingu obserwowaliśmy łzy Guzowskiego, granie na emocjach dziennikarzy, a w finale przedstawienia niepełnosprawny wstał z wózka inwalidzkiego. Spektakl nie przekonał ani dziennikarzy, ani wyborców, ani Nowogrodzkiej. Po tym wymuszono na Mejzie pójście na urlop. Warto powiedzieć, że gdyby to spotkanie z dziennikarzami nie odbyło się, to byłoby to znacznie korzystniejsze dla samego Mejzy.

Specjalne zadanie Mejzy

Zanim przejdziemy do listy zarzutów wobec działań wiceministra, to warto przypomnieć skąd w ogóle wziął się w parlamencie. Zdecydowała tragedia, bo umarła posłanka PSL Jolanta Fedak. Mejza zajmował kolejne miejsce za nią na liście wyborczej, ale po wejściu do Sejmu nie zamierzał być jednym z wielu w opozycji, więc dołączył nieformalnie do obozu władzy. 16 marca 2021 r. złożył ślubowanie i został posłem niezrzeszonym.

Przez pół roku jego aktywność w Sejmie była znikoma, wypowiadał się z mównicy tylko dwukrotnie. Gdy pojawiły się spekulacje, że może wejść do rządu, jednego dnia złożył 39 interpelacji. Skorzystał przy tym z prostego triku - przesłał praktycznie takie same pytania do ministrów infrastruktury, rolnictwa i rozwoju wsi oraz funduszy i polityki regionalnej, zmieniając tylko nazwy miejscowości.

Znacznie aktywniejszy był za kulisami. W koalicji było jeszcze ugrupowanie Jarosława Gowina, który był wtedy wicepremierem, ale już toczyły się zakulisowe gry by go usunąć. Mejza był jednym z polityków - ponieważ wszedł do parlamentu z list opozycji - który miał szukać posłów chętnych do dołączenia do Zjednoczonej Prawicy. Dodajmy - miał szukać w zasobach opozycji. Efektem jest dołączenie do obozu władzy posła Zbigniewa Ajchlera, który również pojawił się w Sejmie już w trakcie jego kadencji. "Zdobyczy" miało być więcej, nie udało się pozyskać jednego z posłów PSL, choć były takie próby za pomocą i marchewki, i kija. Wtedy Mejza oddalił się od stanowiska wiceministra, ale rolnictwa, bo o tym pierwotnie najwięcej spekulowano.

Lawina problemów i zarzutów

Na koniec - wisienka na torcie, czyli szereg różnych zarzutów, z których musi tłumaczyć się od kilku tygodni wiceminister Mejza. A wraz z nim - PiS. Zaczęło się od wątpliwości związanych z oświadczeniami majątkowymi po wejściu do Sejmu.

Choć Mejza został posłem w marcu, to pierwsze oświadczenie o swoim majątku złożył dopiero pod koniec września, gdy media zaczęły podnosić ten temat. Poseł zaznaczał jednak, że dokument dotyczy stanu na marzec, nie na wrzesień. Z oświadczenia wynikało, że poseł zgromadził oszczędności w wysokości 450 tys. zł, a także w walutach obcych: 1,5 tys. euro i 200 dolarów.

Z porównania tej deklaracji z oświadczeniem, które Mejza złożył w połowie 2020 r. jako samorządowiec, wynika, że zaszły bardzo duże zmiany. Zniknęły pożyczki i kredyty, które w połowie 2020 roku sięgały 620 tys. zł. Kredyt studencki PKO SA – 17,1 tys. zł; kredyt Mieszkanie dla Młodych – 186,5 tys. zł; pożyczki gotówkowe PKO SA – 59 tys. zł; kredyt Eurobank – 90,7 tys. zł; kredyt Santander Bank – 29,1 tys. zł; kredyt gotówkowy Santander Bank – 27,8 tys. zł; dwie pożyczki gotówkowe od osoby fizycznej: 172,6 oraz 40 tys. zł – tak prezentowała się lista zobowiązań w czerwcu 2020 r. W marcu był już tylko kredyt mieszkaniowy (jego wartość w ciągu 9 miesięcy spadła tylko o 5 tys., do 181 tys. zł) oraz kredyt w Eurobanku - ustaliła "Gazeta Wyborcza".

"Leczymy nieuleczalne"

To był początek wątpliwości. Późniejsze to już seria artykułów "Wirtualnej Polski" o wątpliwych biznesach Mejzy. Największe poruszenie opinii publicznej wzbudziły publikacje o spółce Vinci NeoClinic, która wystartowała 17 lipca 2020 r. (po niespełna siedmiu miesiącach zmieniła nazwę Mejza Business Group).

Firma oferowała, za duże pieniądze, nieuleczalnie chorym wyjazdy na zagraniczną terapię w Meksyku. Wśród chorób, które rzekomo można było wyleczyć pojawiły się Alzheimer, Parkinson, a nawet problemy nowotworowe. Firma miała oferować kosztowne leczenie metodami uznawanymi na całym świecie za niesprawdzone i niebezpieczne. Według portalu interes Mejzy nie wypalił, za to pozostawił po sobie wielu oszukanych pacjentów i ich rodziny. Wyłonił się z tego taki obraz, że Mejza chciał zarabiać na nieszczęściu dorosłych i dzieci, roztaczając przed nimi złudną nadzieję.

To nie koniec. Inny biznes Mejzy - firma Future Wolves - dostał z Lubuskiej Agencji Rozwoju Regionalnego niemal milion złotych na szkolenia z public relations i marketingu. Pojawiły się wątpliwości, czy szkolenia w ogóle się odbywały. Samorząd województwa lubuskiego podejrzewał, że jednak nie. Zarząd województwa przeprowadził kontrolę. - Ustalenia są druzgocące - mówiła marszałek Elżbieta Polak. Efekt jest taki, że spółka Mejzy będzie musiała zwrócić 660 tys. zł, które pochodziły z funduszy unijnych.

Pod lupą CBA i prokuratury

Do finału jeszcze daleko, ale wydaje się, że pętla na szyi wiceministra zaczyna się zaciskać. Do Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze wpłynęło bowiem zawiadomienie dotyczące możliwości usiłowania bądź popełnienia przestępstwa oszustwa i wykroczenia przez firmę Vinci NeoClinic należącą do Łukasza Mejzy – informowała kilka dni temu rzeczniczka tejże prokuratury Ewa Antonowicz. Zawiadomienie skierowali posłowie Anita Kucharska-Dziedzic i poseł Maciej Kopiec. W treści zawiadomienia powołali się na artykuł prasowy opublikowany na portalu wp.pl na temat działalności spółki Vinci NeoClinic.

Na celownik Mejzę wzięło też Centralne Biuro Antykorupcyjne, które przed kilkoma dniami wezwało go do delegatury w Warszawie w celu złożenia wyjaśnień w postępowaniach kontrolnych. Informował o tym reporter Radia Zet.


Helikopterem do Karpacza

Szybka kariera polityczna Łukasza Mejzy bardzo wyhamowała w ostatnich tygodniach. Brak pokory i nadmierna brawura, to była dobra strategia, ale tylko na krótką metę. Przebojowość 30-letniego posła mogła niektórym imponować, ale większość przyglądających się z boku nie wróżyła mu długiej kariery politycznej. Mejza w niecały rok zrobił wokół siebie więcej szumu, niż niektórzy politycy przez kilka kadencji w parlamencie. Mocne wystąpienia w studiach telewizyjnych uderzające w opozycję, zapowiedzi o chęci bycia premierem czy lot helikopterem na forum ekonomiczne do Karpacza, to wszystko były działania wbrew zasadzie: ciszej jedziesz, dalej zajedziesz. Wygląda na to, że to koniec tej politycznej podróży, choć wciąż młody poseł jest wiceministrem i posłem.

Za kulisami pojawiają się głosy, że to jeszcze nie koniec rewelacji o biznesach Łukasza Mejzy.

Marcin Dobski

Czytaj dalej:

Lex TVN efektem fobii Kaczyńskiego. A media publiczne właśnie się kończą

Sprawy takie jak Lisińskiego szkodzą ofiarom pedofilii

Dezerter Emil Czeczko białoruskim szpiegiem lub informatorem - mocny trop polskich służb

Unijna komisarz Viera Jourova: Nie zawahamy się podjąć działań przeciw lex TVN

Scheuring-Wielgus przeprosi księdza - ofiarę promowanego przez lewicę oszusta?


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj83 Obserwuj notkę
Marcin Dobski
Dziennikarz Salon24 Marcin Dobski
Nowości od autora

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka