158 obserwujących
8358 notek
21992k odsłony
2564 odsłony

Białoruś nie wpuściła Biedronia i delegacji PE. "To prowokacja"

Robert Biedroń. fot. PAP
Robert Biedroń. fot. PAP
Wykop Skomentuj129

Białoruś nie wpuściła na swoje terytorium europosła Roberta Biedronia. - Nie podano nam żadnego powodu. Dalsze kroki będę konsultował z władzami PE. Ta prowokacja nie pomoże, a na pewno to była prowokacja Łukaszenki - skomentował Biedroń w rozmowie z TVN24.

Europoseł Robert Biedroń, przewodniczący delegacji Parlamentu Europejskiego ds. relacji z Białorusią zapowiedział wczoraj, że dziś uda się z wizytą na Białoruś. Celem wizyty miało być m.in. spotkanie z zatrzymanymi przez białoruskie władze obywatelami UE i przedstawicielami białoruskiego rządu. Europosłowi z Polski towarzyszył sprawozdawca PE ds. Białorusi Petras Austrevicius z Litwy. Wizyta na Białorusi miała potrwać do niedzieli.

– Będziemy mieli szereg spotkań. Ta wizyta ma na celu zorientować się w sytuacji, która - jak wiemy z doniesień medialnych - jest trudna. Niestety ze strony białoruskiej mamy ograniczenie, jeśli chodzi o przekazywanie informacji – tłumaczył na konferencji prasowej.

Okazuje się jednak, że Białoruś nie wpuściła europosła na swoje terytorium. – Misja nie doszła do skutku. Nie jest to sygnał do dialogu Białorusi z UE. W PE przygotowywana jest już rezolucja w sprawie białoruskich władz. Polityka wobec tego kraju musi zostać zweryfikowana (...) Wizyta delegacji Parlamentu Europejskiego na Białorusi miała przecież na celu wyrażenie solidarności z narodem białoruskim – mówił Biedroń.

UE rozpoczyna prace nad sankcjami wobec Białorusi

Ministrowie spraw zagranicznych UE podczas wideokonferencji dali w piątek zielone światło dla rozpoczęcia prac nad sankcjami indywidualnymi wobec Białorusi z powodu stosowanie przemocy i represji – poinformowało PAP źródło unijne. - Wśród państw członkowskich jest szeroki konsensus aby zacząć pracować nad precyzyjnie wymierzonymi sankcjami indywidulanymi – powiedziało PAP źródło unijne. 

Dodało, że Europejska Służba Działań Zewnętrznych przygotuje propozycje sankcji indywidualnych. Listę będzie musiała zatwierdzić Rada UE. W tym wypadku potrzebna jest jednomyślność. W najbliższych dniach mają toczyć się rozmowy na ten temat w grupach roboczych.

Na liście mieliby się znaleźć białoruscy urzędnicy i funkcjonariusze, którzy - zdaniem UE - są odpowiedzialni za przemoc i represje wobec białoruskich obywateli, jak i fałszowanie wyborów. Objęci zostaliby oni zakazem wjazdu do UE, jak i zamrożeniem aktywów na terenie Unii.

Inny dyplomata powiedział PAP, że podczas piątkowych rozmów żadne państwo nie było przeciwko sankcjom, jednak podkreślano, że ważne są też mediacje białoruskimi władzami.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że lista sankcyjna mogłaby zostać przyjęta pod koniec sierpnia na nieformalnej Radzie UE ds. zagranicznych w Berlinie.

W 2015 r. państwa UE zawiesiły sankcje wobec 170 przedstawicieli władz Białorusi. Decyzję podjęto w kontekście poprawy stosunków UE z tym krajem. Zawieszenie restrykcji obejmowało m.in. prezydenta Alaksandra Łukaszenkę. Decyzja została podjęta w odpowiedzi na uwolnienie w sierpniu tego roku wszystkich więźniów politycznych i w kontekście poprawy stosunków UE z Białorusią.

UE wprowadziła sankcje wobec przedstawicieli władz w Mińsku, w tym prezydenta Łukaszenki, w 2006 roku w związku z fałszowaniem wyników wyborów prezydenckich oraz represjami wobec opozycji. Obejmowały one zamrożenie aktywów i zakaz wjazdu na terytorium UE.

Unia zawiesiła je w 2008 roku w okresie ocieplenia stosunków, ale po wyborach prezydenckich w 2010 roku, rozbiciu opozycyjnej demonstracji w dniu głosowania i skazaniu jej uczestników, w tym byłych kandydatów opozycji, na pobyt w kolonii karnej, sankcje wznowiono, a następnie rozszerzono.

Protesty na Białorusi

Trwają pokojowe strajki na ulicach Białorusi. Milicji wręczane są kwiaty. CNN informuje, że w Mińsku 50 milicjantów rzuciło ochraniacze i uściskało protestujących. "Bracia!" - mówili do siebie wzruszeni Białorusini. Wcześniej robotnicy z zakładów produkcji doszli do centrum Mińska, by dołączyć do protestu.

Głos publiczne pierwszy raz zajął prezydent Białorusi, podczas spotkania z branżą budowlaną. Łukaszenko ostrzegł, krytykując protesty, że zakłady z rynku wypchną może konkurencja z Kanady, Niemiec oraz z Rosji. - A jeśli ktoś chce pracować, to proszę bardzo. Jest praca, przychodźcie, pracujcie. Jeśli człowiek nie chce pracować, to na siłę go nie zaciągniemy - stwierdził.

Tymczasem, strajk odbywa się również w rafinerii, która odbiera ropę z USA.

Dostawy dotarły do Białorusi w dwóch partiach na mocy umowy z amerykańską Getka i polskim Unimotem. Jak podaje biznesalert.pl "trwają rozmowy na temat dostaw długoterminowych przez Polskę, które stają jednak pod znakiem zapytania w razie wprowadzenia sankcji USA lub Unii Europejskiej wobec Mińska".

KJ

Wykop Skomentuj129
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka