164 obserwujących
9173 notki
24192k odsłony
  3863   0

Restauracje w Polsce otwierają się mimo lockdownu

Koronawirus w Polsce. Restauracja na toruńskiej starówce "Smaki Indii Restaurant Cafe & Bar - Toruń" otwarta mimo lockdownu. Fot. PAP/Tytus Żmijewski
Koronawirus w Polsce. Restauracja na toruńskiej starówce "Smaki Indii Restaurant Cafe & Bar - Toruń" otwarta mimo lockdownu. Fot. PAP/Tytus Żmijewski

Swoje lokale w sobotę otworzyli restauratorzy w Toruniu i Nowym Tomyślu. 

Policja i Sanepid skontrolowały w sobotę po południu restaurację na toruńskiej Starówce, która zdecydowała się jako pierwsza w mieście na otwarcie pomimo lockdownu i obostrzeń związanych z pandemią.

Nie zapadła decyzja o ukaraniu właścicieli, ale podstawą takiej może być protokół.

Pierwsza restauracja na toruńskiej Starówce otworzyła się w sobotę pomimo lockdownu. O godzinie 11 do Smaków Indii przyszło ok. 20 osób. Właściciele przekonywali, że są w prawie, a poza tym, jeżeli nie otworzą się teraz, to restauracja może upaść.

Po południu do restauracji przyszły dwie przedstawicielki Sanepidu w asyście policji. Ani funkcjonariusze, ani przedstawicielki inspekcji sanitarnej nie zdecydowali się na komentarz w tej sprawie dla dziennikarzy. – Bez komentarza – powiedziała pracownica Sanepidu.

Smaki Indii, restauracja, Toruń, lockdown
Restauracja "Smaki Indii" na toruńskiej Starówce otworzyła się w sobotę pomimo lockdownu. Fot. PAP/Tytus Żmijewski

Do sytuacji odniósł się adwokat reprezentujący lokal oraz jego właścicielka.

– Sporządzono protokół, który będzie stanowił podstawę do podjęcia decyzji. Tej urzędnicy, którzy przeprowadzili kontrolę, nie mogą na miejscu podejmować. Nawet nie sygnalizowali, że będzie kara. Po prostu wykonali swoje obowiązki służbowe. My ze swojej strony udostępniliśmy im pomieszczenie, udostępniliśmy całą restaurację do przeprowadzenia kontroli. Musimy uzbroić się w cierpliwość i poczekać na decyzję. Kontrola była bardzo kulturalna. Nikt nie sygnalizował, że restauracja ma zaprzestać prowadzenia działalności. Wskazano, że w ich ocenie złamano rozporządzenie wyłączające możliwość jej otwarcia – powiedziała dziennikarzom adwokat Mateusz Kondracki.

Dodał, że restauracja działa zgodnie ze swoimi konstytucyjnymi prawami, a jeżeli nałożona zostanie kara - nie zostanie ona przyjęta, a sprawa zostanie skierowana do sądu. Przebywający w lokalu klienci nie byli legitymowani.

– Kontynuujemy działalność, nie zamykamy restauracji. Dziś działamy dalej, bo jak widać, są goście. Jutro przyjmujemy kolejnych. Rezerwacje są już zrobione, zainteresowanie jest duże – powiedziała dziennikarzom Agnieszka Czyż ze Smaków Indii.

Restauracja poinformowała w środę o swojej decyzji w mediach społecznościowych.

„Kochani Goście! Po wielu przemyśleniach podjęliśmy decyzję, że nasza restauracja zostanie otwarta od dnia 16 stycznia 2021 roku z zachowaniem reżimu sanitarnego. Od początku pandemii nie otrzymaliśmy od naszego państwa żadnego wsparcia, co postawiło nas w bardzo złej sytuacji finansowej. Dłużej nie jesteśmy w stanie czekać” - wskazali w oświadczeniu na Facebooku przedstawiciele lokalu.

W sobotę o godzinie 11.00 do restauracji przyszło około dwudziestu klientów.

– Nasza sytuacja wygląda tak, że nie dostaliśmy żadnej pomocy od państwa. Nie dostaliśmy żadnych środków z pierwszej tarczy i nie dostaniemy też z drugiej. Stanęliśmy pod ścianą. Mieliśmy wybór: albo zamykamy się na zawsze i tracimy wszystko, co tutaj włożyliśmy i zostajemy z zadłużeniem, albo otwieramy i próbujemy zarobić – mówiła dziennikarzom Czyż.

Lokal zatrudnia 8 osób - w tym pięciu Hindusów. Dla nich upadek restauracji to także utrata prawa pobytu w Polsce. Właściciele, otwierając ponownie lokal, przekonują, że są w prawie, gdyż rozporządzeniami nie można zakazać zupełnie działalności gospodarczej.

– O jakiej sprawiedliwości społecznej mówimy, a przecież ona jest zapisana w naszej konstytucji, gdy pewna grupa społeczna jest uprzywilejowana, a pewna grupa jest wyłączona z możliwości prowadzenia działalności gospodarczej. Dobrze wiemy, że prowadzenie działalności gospodarczej może być ograniczone, ale nie wyłączone – podkreślił adwokat Kondracki.

Działalność restauracji odbywa się w warunkach zachowania zasad reżimu sanitarnego. Właściciele dbają o to, aby w środku były tylko osoby, które wcześniej dokonały rezerwacji, a w wielu punktach wystawione są środki do dezynfekcji.

Klienci, którzy zdecydowali się w sobotę na przyjście do restauracji podkreślali konieczność ponownego „–otwierania się”.

– Te wszystkie obostrzenia są bezprawne, niezgodne z konstytucją. Myślę, że pójdzie to lawinowo. Otworzy się jedna knajpka, druga i to ruszy – powiedziała jedna z klientek. Inny z klientów również ma nadzieję na efekt domina.

Otwarty lokal w Nowym Tomyślu

Restauracja w Nowym Tomyślu (Wielkopolskie) w sobotę obsługiwała gości w lokalu. Właścicielka obiektu przyznała, że jest zdesperowana i wykończona finansowo miesiącami obostrzeń; na razie nie wie, czy poniesie jakieś konsekwencje.

Prowadząca restaurację Bogusława Prosół od kilku dni zapraszała chętnych na sobotnie wydarzenie związane z obostrzeniami dotykającymi gastronomów w związku z pandemią. Wydarzenie w ramach ogólnopolskiej akcji #otwieraMY było zapowiadane jako impreza plenerowa; w sobotę przed lokalem stanął „stolik wolności” z kawą, herbatą i ciastkami.

Przed restauracją zawieszone zostały banery i transparenty o treściach antyszczepionkowych, z napisami „Nowy Tomyśl się budzi”, czy „stop zakazom”. Pojawili się też przedstawiciele sanepidu w asyście policji.

Właścicielka obiektu powiedziała, że nie zgodziła się na przeprowadzenie kontroli sanepidu, za to na widok policji i przedstawicieli PSSE do lokalu ruszyły osoby zgromadzone na zewnątrz.

– Miał być stolik wolności na zewnątrz, miało być spokojnie, miał być reżim sanitarny. Kiedy pojawił się sanepid, ludzie ruszyli do środka, żeby mi pomóc – to nie było do opanowania – stała się wolność u mnie w lokalu. Teraz jest już spokojnie, ludzie siedzą przy stolikach, składają zamówienia, zachowują odległości – jest normalnie – powiedziała Bogusława Prosół.

Pytana o to, czy boi się konsekwencji sobotnich wydarzeń, Prosół przyznała, że jest „w desperacji”, zaś przedłużające się obostrzenia dotykające gastronomów są rujnujące finansowo.

– Nie ma żadnej klęski żywiołowej, nie ma stanu nadzwyczajnego, pozamykali nas bezprawnie. Nie dostałam od rządu nic na piśmie – nie dostałam też żadnej pomocy, żadna tarcza mnie nie objęła. Na co jeszcze miałam czekać? – dodała.

Prosół przyznała, że nie ma wątpliwości, że niebawem ruszą kolejne lokale prowadzone przez osoby w podobnie złej, co ona sytuacji. Zapowiedziała, że jej restauracja będzie otwarta także w kolejnych dniach.

Przedstawiciel sanepidu powiedział w sobotę serwisowi naszemiasto.pl, że PSSE sprawą zajmie się po niedzieli.

KW

Lubię to! Skomentuj196 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka