Paliwa coraz droższe
Na stacji Auchan przy ul. Modlińskiej 8 w Warszawie w poniedziałek rano na pylonie widniała cena 7,46 zł. Z kolei na stacji BP przy ulicy Górczewskiej cena była jeszcze wyższa i wynosiła 8,14 zł. Na większości stacji paliw w Polsce cena benzyny waha się jednak w okolicach 6,30 zł. Wciąż można też kupić paliwo za ok. 5,80 zł.
Niespokojnie jest za to na globalnych rynkach. Po weekendzie ruszyły notowania ropy Brent i WTI – i to z ogromną dynamiką. Momentami cena obu tych benchmarków rosła o prawie 30 proc. Ropa Brent wystrzeliła do poziomu 119,5 dolara za baryłkę, a WTI przebiła 119,48 dolara. To poziomy niewidziane na rynku ropy od 2022 roku, czyli od momentu rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Furia na rynku ropy
Szczególne znaczenie dla rynku energii ma sytuacja w Cieśninie Ormuz – strategicznym szlaku transportowym, przez który w normalnych warunkach przepływa około 20 proc. światowego handlu ropą i gazem. Od początku konfliktu ruch tankowców w tym korytarzu niemal całkowicie ustał, co zwiększa ryzyko poważnych problemów z dostawami surowca na globalne rynki.
Analitycy wskazują, że obecna sytuacja na rynku ropy jest wyjątkowa i trudna do porównania z wcześniejszymi kryzysami energetycznymi. Neil Atkinson, były szef działu ropy w Międzynarodowej Agencji Energetycznej, w rozmowie ze stacją CNBC ocenił, że faktyczne zamknięcie Cieśniny Ormuz byłoby wydarzeniem bez precedensu dla globalnego rynku ropy.
Jego zdaniem, jeśli sytuacja nie ulegnie szybkiemu uspokojeniu, świat może stanąć w obliczu przełomowego kryzysu energetycznego. Atkinson podkreślił, że w takich warunkach prognozowanie przyszłych cen ropy staje się w dużej mierze spekulacją. – Nie ma precedensu dla takiej sytuacji – zaznaczył ekspert, dodając, że potencjalny zakres wzrostu cen ropy jest bardzo trudny do oszacowania.
Dodatkowym czynnikiem ryzyka są ograniczenia wydobycia w krajach regionu. Irak i Kuwejt rozpoczęły już proces wstrzymywania części produkcji ropy, a analitycy ostrzegają, że kolejne państwa mogą podjąć podobne decyzje, jeśli blokada transportu przez Cieśninę Ormuz utrzyma się przez dłuższy czas.
Według analityków Societe Generale następnym producentem zagrożonym koniecznością ograniczenia wydobycia mogą być Zjednoczone Emiraty Arabskie. Taka decyzja mogłaby zapaść w ciągu pięciu–siedmiu dni. W dalszej kolejności ryzyko może dotyczyć także Kataru, choć jego produkcja ropy jest relatywnie niewielka w porównaniu z eksportem LNG.
Arabia Saudyjska – największy eksporter ropy na świecie – stoi obecnie przed mniejszym ryzykiem natychmiastowych ograniczeń. Jeśli jednak blokada transportowa utrzyma się przez kolejne dwa lub trzy tygodnie, również tam scenariusz wstrzymania części produkcji mógłby stać się realny.
Na ratunek G7?
Choć na świecie istnieją zapasy ropy, eksperci ostrzegają, że w przypadku przedłużającego się kryzysu mogłyby one zostać szybko wykorzystane. W takiej sytuacji globalny rynek energii mógłby stanąć przed poważnym deficytem surowca, zwłaszcza jeśli ograniczenia produkcji objęłyby kilka dużych krajów eksportujących ropę jednocześnie.
Na rosnące ceny ropy zareagowały także rządy największych gospodarek świata. Ministrowie finansów państw grupy G7 zapowiedzieli nadzwyczajne spotkanie poświęcone sytuacji na rynku energii.
Według doniesień medialnych jednym z rozważanych rozwiązań jest skoordynowane uwolnienie części strategicznych rezerw ropy przez państwa należące do Międzynarodowej Agencji Energetycznej.
Informacje o możliwej interwencji przyczyniły się do częściowego spadku cen ropy w trakcie poniedziałkowej sesji. Nie wszyscy analitycy są jednak przekonani, że globalne zapasy surowca wystarczą, aby złagodzić skutki długotrwałego zamknięcia Cieśniny Ormuz.
Tyler Goodspeed, główny ekonomista ExxonMobil, wskazał, że jeszcze niedawno dominował pogląd, iż na rynku dostępne są wystarczające ilości ropy transportowane tankowcami oraz zapasy strategiczne, które mogłyby pokryć krótkoterminowe braki w dostawach.
Jego zdaniem wraz z przedłużającym się konfliktem rośnie jednak liczba scenariuszy, w których kluczowy szlak transportowy pozostaje zamknięty na dłużej, co znacząco zwiększa ryzyko poważnych zakłóceń na globalnym rynku ropy.
Rząd czeka, ale ma plan
Po weekendowym szoku cenowym swoje hurtowe ceny po raz pierwszy pokaże Orlen. W piątek benzyna bezołowiowa w hurcie zamknęła się w okolicach 5 zł za litr. To stosunkowo dobra wiadomość. Gorsza jest taka, że od początku konfliktu w Zatoce Perskiej cena paliwa w hurcie w Orlenie wzrosła o prawie 70 groszy.
Podobnie wyglądają ceny drugiej dużej rafinerii działającej w Polsce – Aramco Fuels Poland.
Duży wpływ na ceny paliw w hurcie ma nie tylko to, co dzieje się na rynku ropy, lecz także ceny kontraktów na gotowe paliwa. A te rosną jeszcze szybciej niż w czasie kryzysu energetycznego w 2022 roku.
Futures na amerykańskie kontrakty na gotowe paliwo RBOB Gasoline Futures od początku konfliktu wzrosły o ponad 40 proc.
Polski rząd na razie nie podejmuje gwałtownych ruchów. Minister energii Miłosz Motyka w rozmowie z RMF FM powiedział: – Rozmawiałem z ministrem finansów Andrzejem Domańskim, analizujemy sytuację. Jeśli ceny będą rosły, rząd będzie podejmował działania. Nie wykluczamy żadnego scenariusza.
Z kolei minister finansów zapewnia, że rząd pracuje nad rozwiązaniami, które mają złagodzić wzrost cen paliw dla kierowców.
Mariusz Kowalewski
Ceny paliw rosną, fot. PAP/EPA




Komentarze
Pokaż komentarze (144)