"Życie przeleciało mi przez palce". Pielęgniarki właśnie wróciły z wojny

Pięlegniarka na oddziale coidowym, fot. PAP/Andrzej Grygiel
Pięlegniarka na oddziale coidowym, fot. PAP/Andrzej Grygiel
To, czego doświadczyły pielęgniarki przez ostatnie półtora roku, nie można porównać z niczym, co wcześniej przeżywały. Tylko z wojną. Pielęgniarki właśnie wróciły z wojny. A wojna to stres, działanie i akcja, bez chwili na przemyślenia. Czas na refleksję pojawił się dopiero teraz, gdy trzecia fala ustąpiła. I ta refleksja nie jest ani trochę optymistyczna. Reportaż Marianny Fijewskiej.

image
Protest pielęgniarek, fot. PAP/Tomasz Gzell

- Panie zaczęły analizować całe swoje życie, co jest bardzo charakterystyczne dla osób po przeżyciach granicznych, a takim przeżyciem była pandemia - mówi Dorota Uliasz. - Zaczęły zastanawiać się nad tym, jak dużo pracowały, jak rzadko bywały w domu na święta, kiedy ostatnio wyjechały na rodzinny urlop i jakimi były matkami.

Zdaniem psycholog w tych refleksjach jest dużo goryczy - żalu do siebie i żalu do przełożonych, władz oraz społeczeństwa. Prócz żalu pojawia się też często prawdziwy brak nadziei.

- Pielęgniarki, jak zresztą większość medyków, oczekiwały, że pandemia rzeczywiście coś zmieni. Ale gdy wreszcie zdjęły kombinezony i wróciły na swoje stare oddziały, okazało się, że jest dokładnie tak, jak było. Nie ma opieki psychologicznej, nie ma troski ze strony przełożonych, nie ma podwyżek, nie ma większego szacunku. Ponadto pojawił się bałagan - niektórzy szefowie placówek medycznych rzetelnie wypłacali dodatki dla personelu walczącego z pandemią, a niektórzy nie. Efekt jest taki, że część pielęgniarek jest zadowolona z wynagrodzeń, ale większość nie. Właśnie dlatego zaczęłam obserwować mechanizm wycofania wśród moich podopiecznych. Wiele pań po prostu nie ma siły, więc postanawia zrezygnować z jednego etatu albo przejść na przysługującą emeryturę. To często odejście w smutku i rezygnacji. Mam wrażenie, że tym razem czara goryczy naprawdę się przelała.

„Godna płaca za ciężką pracę”

W poniedziałek w całej Polsce odbył się strajk ostrzegawczy pielęgniarek i położnych. Protestujący na dwie godziny odeszli od łóżek pacjentów. Jedno z podstawowych haseł strajku brzmiało: „Godna płaca za ciężką pracę”.

- Nie godzimy się na minimalne płace, na minimalne normy, albo wręcz ich brak. Jesteśmy w ogromnym kryzysie kadrowym. W najbliższej pięciolatce odejdzie z zawodu 100 tys. pielęgniarek. A dojdzie do niego raptem 20 tys. W 2030 roku średnia wieku pielęgniarek będzie wynosiła 60 lat - powiedziała przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Krystyna Ptok podczas manifestacji przed Urzędem Wojewódzkim w Warszawie.

image
Protest pielęgniarek, fot. PAP/Tomasz Gzell

Głównym powodem strajku jest tzw. ustawa Niedzielskiego o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Według komunikatu OZZPiP ustawa ta „nie gwarantuje stabilnych zasad wzrostu wynagrodzeń zasadniczych pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych, pomimo licznych sygnałów od członków organizacji związkowej dotyczących rażącego pogorszenia warunków pracy i płacy, trwającego od wielu miesięcy stresu, przemęczenia i wypalenia zawodowego.”

10 czerwca Senat przyjął ustawę, ale z poprawkami. Senatorowie zdecydowali o podniesieniu dla wszystkich grup zawodów medycznych tak zwanych współczynników pracy, od których zależy wysokość wynagrodzenia, zgodnie z kwalifikacjami, wymaganymi na zajmowanym stanowisku. W oczekiwaniu na finalny kształt ustawy (ostatnie głosowanie w Sejmie zaplanowano na 15 czerwca), pielęgniarki coraz częściej przytaczają hasło #jedenetat. Przypomnijmy, że większość pielęgniarek pracuje w dwóch lub trzech miejscach. Gdyby wszystkie zdecydowały się na porzucenie dodatkowych prac, braki kadrowe byłyby dramatyczne i zmusiły rząd do działania.

Bez sił na walkę z prawymi lukami

Zdaniem Doroty Kowalskiej, pielęgniarki anestezjologicznej pracującej w zespole ratownictwa medycznego w Warszawie oraz w Szpitalu Powiatowym w Sokołowie Podlaskim, ustawa Niedzielskiego nie powinna dzielić tej grupy zawodowej ze względu na kwalifikacje - tym sposobem najbardziej pokrzywdzona jest najstarsza i zwykle najmniej wykształcona część personelu z największym doświadczeniem oraz pielęgniarki pracujące w miejscowościach oddalonych od dużych miast, gdzie znacznie trudniej się kształcić.

- Kursy, specjalizacje czy studia zaoczne łączą się z zajętymi weekendami, których nie można przepracować - mówi Dorota. - Wielokrotnie słyszałam, że szefostwo zniechęcało podwładne do zdobywania wiedzy, mówiąc, że trzeba im rąk do pracy, a nie "doktorów" i że żadnych dodatków do pensji nie będzie. Wysokość wynagrodzenia zależy bowiem od „kwalifikacji wymaganych na danym stanowisku”. By pracodawca nie musiał płacić, wystarczy, że uzna, że kwalifikacji nie wymaga.

Zdaniem Kowalskiej placówki medyczne wykorzystują znacznie więcej luk prawnych, by oszczędzać na pielęgniarkach, a rząd dalej tworzy ustawy, które na to pozwalają.

- Ten schemat powtarza się od lat: następuje kryzys w ochronie zdrowia, pielęgniarki protestują, a władza mydli im oczy dodatkami do pensji czy regulacjami prawnymi dotyczącymi godnych warunków zatrudnienia. Później postanowienia te nie są realizowane. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej? - pyta Dorota i dodaje, że od kilku tygodni coraz częściej wyobraża sobie scenariusz, w którym podwyżek dla pielęgniarek nie ma, jest za to czwarta fala koronawirusa, która uderza w niezaszczepione osoby i zrównuje z ziemią zgliszcza pozostałe z systemu ochrony zdrowia.

image
Protest pielęgniarek, fot. PAP/Tomasz Gzell

- Gdybym znów musiała stanąć do walki z pandemią, pracować codziennie po 20 godzin, to chyba nie dałabym rady. Ostatnie półtora roku było dla mnie wykańczające psychicznie i fizycznie. Myślę, że jeśli nic się nie zmieni, wyjadę do Niemiec. Najpierw zatrudnię się jako opiekunka medyczna, podszlifuję język i poszukam pracy w szpitalu. Tak zrobię, bo szarpać się i walczyć dłużej nie mogę. Nie mam już siły.

Marianna Fijewska

Czytaj inne teksty autorki:

Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo