Głosowanie ws. Lidii Staroń w Senacie. Dwa scenariusze

Lidia Staroń w Senacie. fot. Facebook
Lidia Staroń w Senacie. fot. Facebook
Wśród polityków Prawa i Sprawiedliwości krążą dwa wykluczające się scenariusze dotyczące głosowania nad kandydaturą Lidii Staroń w Senacie. W tym sensacyjny, że prezes PiS Jarosław Kaczyński ugrał już swoje i teraz będziemy świadkami kontrolowanej niesubordynacji jego ludzi, aby senator nie została Rzecznikiem Praw Obywatelskich.

Głosowanie nad kandydaturą Lidii Staroń na Rzecznika Praw Obywatelskich odbędzie się już dzisiaj (piątek). W środę w grę wchodziły jeszcze dwa inne terminy: zwołanie dodatkowych posiedzeń 30 czerwca lub 14 lipca.

Kilka dni temu, po karkołomnym budowaniu poparcia dla kandydatki PiS, udało się w Sejmie zbudować dla niej większość. Wbrew pierwotnym oczekiwaniom, to nie prof. Marcin Wiącek, który został namaszczony na RPO przez opozycję, wyszedł z izby niższej z tarczą. O wyborze Staroń zdecydowały głosy antysystemowców: Kukiz’15 i Konfederacji, co było największym zaskoczeniem. Trzech posłów koła narodowo-wolnościowego zagłosowało bowiem za senator rekomendowaną przez PiS.

Na dzisiejsze starcie w Senacie można patrzeć na kilka sposobów. Z jednej strony opozycja powinna zrobić wszystko, aby zablokować wybór Staroń na RPO, ale z drugiej strony - utorować jej drogę do wygranej. O rozważaniach prezesa Jarosława Kaczyńskiego piszemy w dalszej części. 

Kaczyński sprawdził, co chciał

Wróćmy do głosowania w Sejmie. Było ono "sprawdzam" dla Porozumienia wicepremiera Jarosława Gowina i jego posłów. Było też sprawdzam dla PiS - czy ma ono większość w izbie niższej, która będzie niezbędna w najbliższych miesiącach do procedowania ustaw związanych z Polskim Ładem.

Prezes PiS wie już, że bez Gowina i jego posłów nie ma większości w Sejmie. Jednocześnie pokazał, że w sytuacjach najwyższej partyjnej wagi jego ludzie są w stanie zbudować odpowiednie poparcie, ale jest to karkołomne i kosztuje sporo wysiłku. Trudno będzie funkcjonować tak przez najbliższe dwa lata do wyborów parlamentarnych.

Prezes Kaczyński może liczyć na lojalność koła Kukiz’15 - Demokracja Bezpośrednia. Przed głosowaniem w Sejmie pisaliśmy, że w umowie programowej między Kukizem a Kaczyńskim jest m.in. zapis, że kukizowcy są zobowiązani głosować w sprawach personalnych tak jak PiS. Sam Paweł Kukiz stawia jednak warunki.

W znacznej części potwierdziły się też inne informacje Salon24 sprzed kilku dni. Pisaliśmy, że wkrótce w Sejmie może powstać nowe koło poselskie, na czele którego stanie poseł Łukasz Mejza. Nowy podmiot na scenie politycznej ma współpracować z obozem Zjednoczonej Prawicy. Oficjalnie potwierdzili to już dwaj posłowie, którzy ogłosili powstanie nowego stowarzyszenia Centrum. Oprócz Mejzy, drugim politykiem jest Zbigniew Ajchler, członek PO, który dostał się do parlamentu w miejsce Killiona Munyamy, który wygrał konkurs na stanowisko w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych. Pozostał jednak posłem niezrzeszonym, ale zadeklarował chęć pozostania w Platformie Obywatelskiej.

Czytaj więcej: Kulisy gry o RPO. Jak PiS buduje większość w Sejmie dla Lidii Staroń

W Senacie jest większość

W Prawie i Sprawiedliwości są przekonani, że większość dla swojej kandydatki już zbudowali. PiS ma w izbie wyższej 48 senatorów, z których dwaj to ludzie Gowina: Tadeusz Kopeć i Józef Zając. O ewentualnych wyborze Lidii Staroń na RPO zdecydują więc głosy dwóch senatorów Porozumienia i koło senatorów niezależnych, w którym poza Staroń, są jeszcze Krzysztof Kwiatkowski i Wadim Tyszkiewicz.

- Tak, bezwzględnie, oczywiście. Uważam, że to jest najlepszy kandydat. Martwię się tylko, czy cały Senat sprosta temu zadaniu, żeby poprzeć swoją koleżankę. Mam nadzieję, że senatorowie opozycji jednak zagłosują za Lidią Staroń i w końcu będzie wybrany bardzo dobry RPO - powiedział w rozmowie z Wpolityce.pl senator Kopeć.

Jego partyjny kolega może natomiast nie poprzeć Staroń, co wynika z jego deklaracji, ale decyzja zapadnie tuż przed głosowaniem. - Mam swoje preferencje w tej sprawie, ale jako lojalny członek Porozumienia będę musiał się podporządkować decyzji szefa - powiedział senator Józef Zając. W PiS są zdania, że ostatecznie poprze on koleżankę z Senatu.

Z medialnych wypowiedzi, a także z zakulisowych deklaracji wynika, że senator Kwiatkowski, były szef NIK, poprze Staroń, z którą zna się dobrze, publicznie bronił jej braku wykształcenia prawniczego, co jest dobrze widziane u RPO. Z naszej jedno źródłowej informacji wynika, że oboje spotkali się poza parlamentem jeszcze przed głosowaniem w Sejmie. Inna wieść głosi, że senator Kwiatkowski nie weźmie udziału w dzisiejszym posiedzeniu z powodów osobistych. Głos "za" lub nieobecność i tak pomoże koleżance z koła senackiego, bo obniży pułap wymaganych głosów.

Kontrolowana niesubordynacja

Wśród polityków, w tym obozu władzy, krąży jednak alternatywny scenariusz. Celowa porażka w senackim głosowaniu, ręcznie sterowana przez prezesa Kaczyńskiego, a wynikająca ze zwykłej kalkulacji politycznej.

Dlaczego wicepremier Kaczyński miałby nie chcieć wygranej senator i wyboru jej na RPO?

Jedna z obaw to jej niesterowalność. Oczywiście nierzadko ma ona podobne spojrzenie na wiele spraw jak PiS, ale nie byłaby żołnierzem, którego prezes PiS mógłby być pewny w każdej sytuacji. Nasi rozmówcy mówią o “Banasiu w spódnicy”. Większość obserwatorów sceny politycznej wie jakie trudności ma PiS z prezesem Najwyższej Izby Kontroli.

Inne wątpliwości dotyczą tego, że według większości komentatorów politycznych, wybory uzupełniające do Senatu w Olsztynie (po wyborze Staroń byłyby konieczne) obóz władzy na pewno by przegrał. Byłaby to kolejna wizerunkowa porażka w krótkim odstępie czasu, po tym jak w Rzeszowie został wybrany prezydentem miasta kandydat opozycji Konrad Fijołek.  

Wygrana opozycji w Olsztynie sprawiłaby, że PiS straciłby kolejny głos w Senacie, w którym i tak ustępuje oponentom politycznym. Ponadto, pojawiają się głosy, że w wyborach uzupełniających mógłby wystartować Roman Giertych, Szymon Hołownia, a wcześniej nawet mówiło się o Donaldzie Tusku. Wygrana Staroń w Senacie doprowadziłaby do tego, że Kaczyński wpuściłby do Senatu jednego ze swoich najbardziej zaciekłych przeciwników.

Żeby u Staroń nie wzbudzać wrogości, prezes PiS po przegranym głosowaniu może powiedzieć, że jego formacja starała się zbudować dla niej większość, ale nie udało się, jak wcześniej w przypadku Piotra Wawrzyka i Bartłomieja Wróblewskiego, ponieważ to opozycja ma większość w izbie wyższej.

Jak twierdzą nasi rozmówcy, za chwilę i tak skończy się przygoda Adama Bodnara z funkcją Rzecznika Praw Obywatelskich. Trybunał Konstytucyjny ogłosił bowiem w kwietniu, że przepis ustawy o RPO, który pozwolił Bodnarowi pozostawać na stanowisku do czasu wyboru nowego rzecznika, jest niezgodny z konstytucją. - Przepis ten traci moc obowiązującą po upływie trzech miesięcy od opublikowania wyroku w Dzienniku Ustaw - ogłosiła wówczas prezes TK Julia Przyłębska. Termin minie pod koniec lipca.

Komentował to sam Bodnar: - To potencjalnie oznacza dwie sytuacje: albo parlament wybierze nowego rzecznika, albo uchwali nową ustawę i doprowadzi do wyboru kogoś, kto będzie pełnił rolę komisarza, nie RPO, co z perspektywy tej instytucji nie jest najlepsze.

Prezes Kaczyński mógłby wtedy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Przejąć kolejną instytucję i powołać w pełni oddanego i sterowalnego żołnierza, a także zachować status quo w Senacie, wytrącając karty z rąk opozycji.

Marcin Dobski

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka