11 września, GROM w gotowości. Co robi Sztab Generalny? Opowieść gen. Polko

Atak terrorystyczny na World Trade Center.
Atak terrorystyczny na World Trade Center.
11 września 2001 roku. Zamach na WTC. Szef MON kazał nam być w gotowości. Dzwoni telefon ze Sztabu Generalnego. Z pytaniem, dlaczego żołnierze nie przyszli na sprawdzian z w-f... - wspomina Salonowi 24 gen. Roman Polko, były dowódca jednostki specjalnej GROM.

Jak wspomina Pan dzień 11 września 2001 roku?

Gen. Roman Polko: W chwili, gdy dotarła do mnie wiadomość o ataku na wieże World Trade Centre, byłem w Akademii Obrony Narodowej. Rozmawiałem tam o przyszłości jednostki specjalnej GROM. Mało kto dziś pamięta, że były wówczas pomysły, aby jednostkę zlikwidować, albo przynajmniej ją zredukować liczebnie. Ówczesny szef Sztabu Generalego, gen. Czesław Piątas napisał artykuł, w którym kwestionował sens istnienia jednostek specjalnych typu GROM.

Przeczytaj też:

Symbol ery Merkel. "Jedna ręka ratuje opozycjonistów, druga wspiera reżim, który zabija"

I wtedy nadeszła wiadomość o zamachu?

Tak, odezwał się kolega. Napisał wiadomość, żebym albo włączył telewizor, albo też natychmiast przyjechał do jednostki. Po chwili byłem w kontakcie z ministrem obrony narodowej, który zdecydował, że mamy podnieść gotowość bojową. Ta podwyższona gotowość nie oznaczała, że Polska jest bezpośrednio zagrożona terroryzmem. Chodziło jednak o to, że nie bardzo wiedzieliśmy, w którą stronę sytuacja będzie się rozwijać.

Ale można powiedzieć, że paradoksalnie dzięki tragedii z 11 września, nastawienie Sztabu Generalnego się zmieniło i pomysłów likwidacji GROM już nikt nie zgłaszał?

GROM nie został zlikwidowany, ale reakcja Sztabu Generalnego była znamienna.

To znaczy?

Trwały narady, był ogłoszony stan gotowości, a w tym czasie dostałem telefon ze Sztabu Generalnego z pytaniem, dlaczego żołnierze nie przyszli na zajęcia z W-F!

Odpowiedziałem, że sytuacja jest dramatyczna, że realizujemy polecenia ministra obrony. W sztabie zapytali: „Naprawdę? A może pan przesłać potwierdzenie na piśmie?”. Powiedziałem zatem, że skoro nie wiedzą co się dzieje, to żeby włączyli telewizor. Kompletny absurd! Mamy atak na największe mocarstwo NATO, zagrożenie o skali globalnej, podwyższamy stan gotowości, gdy tymczasem oficerowie ze Sztabu Generalnego patrzą na jakieś procedury, wcześniejsze plany.

Przed telewizorem siedzieli chyba wszyscy na świecie. Potem mieliśmy interwencję NATO w Afganistanie i Iraku. Jednak z obu państw wojska wycofano. W Iraku powstało ISIS, do Afganistanu wrócili talibowie. Czy z perspektywy czasu to w ogóle miało sens?

Można stawiać tak pytanie. Albo uznać, że akcje wojsk zakończyły się klęską. Spójrzmy też inaczej: jak wyglądałby świat, gdyby żadnych misji nie podjęto?  Gdyby pozwolono islamskim radykałom realizować cel w postaci zbudowania nowego kalifatu?

Dzięki obecności w Iraku i Afganistanie zajęto czas terrorystów. Oczywiście, do zamachów w Europie nadal dochodziło. Jednak otwarte jest pytanie, do ilu takich zamachów by doszło, gdyby interwencji NATO w ogóle nie było. Osobną kwestią jest obecność w tych interwencjach Polski. Przed 2001 rokiem, nasi żołnierze mieli pewne doświadczenie z misji pokojowych, chociażby z Bośni. Ale prawdziwe realne sprawdzenie bojowe nastąpiło właśnie w Iraku i Afganistanie. Nasza armia jest po tych dwudziestu latach zupełnie inna niż przed 2001 - decydowanie bardziej przygotowana do rozmaitych zagrożeń.

Co jednak było przyczyną porażki w Iraku i Afganistanie?

Decyzje zamiast wojskowych podjęli politycy. W Iraku problemem było to, że w ogóle nie zamierzano odtwarzać armii irackiej. W efekcie spora część żołnierzy przeszła do ISIS. W Afganistanie z kolei armię stworzono, ale bez odpowiedniej weryfikacji. Sam byłem przerażony tym, kogo my jako Zachód szkolimy. I to się dziś mści.

Świat po 11 września 2001 roku bardzo się zmienił. Na ile jest dziś mniej bezpiecznym miejscem?

Niedawno wspólnie z małżonką wydaliśmy książkę pt. „Bezpiecznie już było”. Wskazujemy tam na szereg zagrożeń, także terrorystycznych. Choć akurat z polskiego punktu widzenia tym największym jest nadal to płynące ze Wschodu. Sytuacja, w której reżim taki jak Łukaszenki zarządzać próbuje kryzysem uchodźczym, a w przyszłości może też inspirować działalność terrorystyczną, stanowi poważne zagrożenie, którego nie wolno lekceważyć.

Przeczytaj też:

Morawiecki w niemieckiej prasie: "Żadne państwo nie będzie nam dyktowało ustaw"

„Słowa Terleckiego to zapowiedź dyplomatycznej zdrady stanu! Polexit byłby katastrofą”

Ziobro o decyzji Komisji Europejskiej: To kolejny przejaw agresji wobec Polski

Co dzieje się w Krynkach i Usnarzu Górnym? Relacja ze stanu wyjątkowego


Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka