"Mogą zginąć nasi obywatele. Sytuacja śmiertelnie niebezpieczna, grozi klasyczną wojną"

Kuźnica. Fot. PAP
Kuźnica. Fot. PAP
Migranci są przebierani w białoruskie mundury. Gdyby przekroczyli granice, nagle nie wiedzielibyśmy, którzy z nich są migrantami, uchodźcami, a którzy żołnierzami obcego państwa. Na tym polegają wojny Putina, że zaciera się granice między wojskowymi a przebierańcami – mówi Salonowi 24 prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, politolog Uniwersytet Łódzki.

Mamy gorącą sytuację na granicy z Białorusią. Z czym tak naprawdę mamy tam do czynienia patrząc od strony czysto politycznej i dyplomatycznej?

Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski: Patrząc z szerszej perspektywy, mamy do czynienia z próbą rozszerzenia Przez Federacje Rosyjską konfliktu zbrojnego na Ukrainie o elementy wojny hybrydowej, skierowanej przeciwko Polsce i Krajom Bałtyckim. Osoby reprezentowane przez białoruski i rosyjski reżim wyposażyły migrantów w gaz łzawiący. W nocy z 12 na 13 listopada doszło do akcji z użyciem lasera przeciwko polskiej Straży Granicznej. Są to elementy przymusu bezpośredniego. Jeszcze nie wymiana ognia, ale niewątpliwie prowadzona przy użyciu narzędzi, którymi przecież migranci nie dysponują, a które służą atakowaniu naszej granicy.

Przeczytaj też:

Najnowszy banknot kolekcjonerski NBP: „Lech Kaczyński. Warto być Polakiem”

Czy można dziś pokusić się o prognozę, w którą stronę to pójdzie dalej?

Dojdzie do dalszej eskalacji, natomiast akcja będzie prowadzona na wielu bardzo płaszczyznach. Już mamy do czynienia z propagandą prowadzoną pod sztandarami humanitarnymi - mówiącą o ludzkich tragediach, nieszczęściach, tragedii kobiet i dzieci. Biednych ludzi, którzy chcą jedynie przedostać się na Zachód. Będą doniesienia o kolejnych zwłokach, które są znajdowane. Putin mówił ostatnio o polskim wojsku, które strzela z ostrej amunicji nad głowami migrantów.

Jaki jest cel tej narracji prezydenta Federacji Rosyjskiej?

Przypomnę, że tego typu fake newsy towarzyszyły też poprzednim zbrojnym operacjom Rosji. W Gruzji w 2008 roku pojawiły się doniesienia o wymordowaniu przez Gruzinów 5 tysięcy cywilów w Cchinwali. Podczas inwazji na Donbas opowiadano, jak to rzekomo straszni banderowcy ukrzyżowali małego chłopca. Dziś budowanie atmosfery niezbędności pomocy humanitarnej, której Polska rzekomo nie chce udzielić jest sygnałem bez wątpienia bardzo niepokojącym.

Jednak wydaje się, że w przeciwieństwie do ubiegłych lat Zachód ma świadomość zagrożenia?

Temu, co się dzieje, towarzyszy bardzo miękka polityka Zachodu. Przypomnijmy zgodę na Nord Stream2, spotkanie Putin-Biden, New Start na warunkach rosyjskich, zaproszenie Putina na Szczyt Unii Europejskiej i wycofanie się z Afganistanu, które wpłynęło na wizerunek NATO. Znamienna była reakcja państw zachodnich, gdy armia ukraińska użyła dronów przeciwko rosyjskiej artylerii.

Ciężkich, rosyjskich dział w ogóle nie powinno być na tym terenie, bo porozumienia mińskie tego zakazują. A jednak Berlin i Paryż krytykowały nie Rosję za użycie tej artylerii, w wyniku którego zginął ukraiński żołnierz, a Ukrainę za zniszczenie rosyjskiego działa przy pomocy drona. Takie sygnały Moskwa niewątpliwie odbiera. I interpretuje je jako znak słabości i przyzwolenie dla swoich agresywnych działań.

Patrząc całościowo na to, co się dzieje, to mamy do czynienia z sytuacja bardzo niebezpieczna. Owszem, ostatnie wypowiedzi przedstawicieli Zachodu są lepsze niż kilka miesięcy temu, ale wciąż niewystarczające - chodzi o optymistyczne są sygnały ze strony NATO, przyjazd żołnierzy inżynieryjnych z Wielkiej Brytanii do budowy naszych umocnień na granicy. Obecność żołnierzy z mocarstwa NATO będzie mieć bardzo ważne znaczenie symboliczne. Oby takich gestów było więcej, bo sytuacja naprawdę jest bardzo poważna.

Tu samo nasuwa się pytanie o Frontex. Instytucja ta jest zbyt słaba, by zastąpić polską Straż Graniczną. Jednak jej obecność umiędzynarodowiłaby problem, a kryzys graniczny stałby się ogólnoeuropejski. Czy rząd nie popełnił błędu nie decydując się na tego typu wsparcie?

Wydaje się, że nie. Obrona granic jest zbyt poważną sprawą by oddawać ją obcym. Ukraina, która skorzystała z rad zachodu w 2014 roku nie wyszła na tym zbyt dobrze. Owszem, jest tu pewien wybór – czy w imię poprawy wizerunku warto otworzyć drogę do sterowanie przez Unie Europejska obroną naszych granic.

Moim zdaniem nie, szczególnie, gdy główne czynniki w Unii, a Berlin bez wątpienia się do nich zalicza, nie dają gwarancji jak zachowają się w zaistniałej sytuacji. Owszem, są deklaracje pomocy ale ze strony ustępujących władz Niemiec – kanclerz Angeli Merkel i koalicji CDU-CSU. Następca pani Merkel unika odpowiedzi na pytania o kryzys na granicy z Białorusią. A w SPD, która wygrała wybory jest silny nurt prorosyjski.

Czy w takim razie nie należy chociażby w celach wizerunkowych, pozwolić choć na relacjonowanie sytuacji przez media?

Oczywiście, że tak być powinno, jednak musi tu być dobry system akredytacji. Pamiętamy, co robiły niektóre media opozycyjne. Człowiek, który chciał przejść na drugą stronę granicy po to, by zanieść tam reklamówkę z jedzeniem był tam pokazywany jako bohater. A gdyby faktycznie przeszedł, najprawdopodobniej zostałby postrzelony.

Lubię to! Skomentuj78 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo