Polska stoi przed niezwykle istotnym wyborem. Chodzi o naszą przyszłość

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay
Polska znajduje się w bardzo trudnej i skomplikowanej sytuacji. Ale czy nam się to podoba czy nie, musimy wybrać. Albo sojusz z Niemcami albo z Rosją. Konflikt na oba fronty jest niemożliwy do wygrania. A nie można przecież prowadzić polityki, która jest z góry skazana na klęskę – mówi Salonowi 24 Piotr Zychowicz, historyk, publicysta, redaktor naczelny Historia Do Rzeczy.

Ale czy w takim razie nie należałoby budować swojej pozycji na tyle silnej, by móc stawić czoła zarówno Rosji, jak i Niemcom?

Żebyśmy się dobrze zrozumieli – na pytanie, czy chciałbym, aby Polska była super-mocarstwem, które samodzielnie wygra wojnę z Rosją i jednocześnie zwycięży w ekonomicznej rywalizacji z Niemcami, odpowiadam - tak! Oczywiście byłbym zachwycony gdyby tak było. Problem w tym, że tak nie jest i tak nie będzie. Trzeba zejść na ziemię. Polityka jest sztuką możliwości, a nie chęci. W polityce nie można kierować się chciejstwem, tylko realną oceną sytuacji. A ona jest taka, że oba wspomniane państwa są silniejsze od Rzeczypospolitej. I - powtarzam to jeszcze raz - nie możemy sobie pozwolić na konflikt z obydwoma z nich jednocześnie. Jeżeli chcemy obronić się przed Rosją - musimy mieć dobre relacje z Europą Zachodnią. Oczywiście jest też inna droga: możemy uznać Zachód i Niemcy za główne zagrożenie. Ale wtedy trzeba jechać do Moskwy i porozumieć się z Putinem. Alternatywa jest właśnie taka. Przypomnę analogię historyczną. Ostatni raz nasze władze uznały, że Polska jest „mocarstwem” w 1939 roku. Jak to się skończyło - wiemy. Polska została rozebrana między Niemcy i Związek Sowiecki, a odlegli sojusznicy zostawili nas na lodzie. Nie powtarzajmy błędów przeszłości.

Czy komentatorzy troszkę nie wyolbrzymiają znaczenia tej wypowiedzi prezesa PiS o IV Rzeszy?

Gdyby ta wypowiedź stała w sprzeczności z linią polityczną obozu rządzącego - można by ją uznać za żart. Ale niestety tak nie jest. Polska ma obecnie złe stosunki z Niemcami i z Rosją. Gdybyśmy żyli w okresie spokoju, to od biedy można by nad tym przejść do porządku dziennego. Ale problem w tym, że spokojnie nie jest. Wszyscy widzimy co się dzieje na świecie. Napięcie na arenie międzynarodowej wzrasta. Nie można wykluczyć, że Polska znajdzie się w stanie otwartego konfliktu z Rosją. Jakieś ograniczone starcie na Przesmyku Suwalskim, może wymiana ognia na granicy z Białorusią. To może eskalować do - odpukać - konfrontacji zbrojnej z Federacją Rosyjską. I co wtedy? Przecież Bałtyk zostanie natychmiast zablokowany. I jedyne wsparcie dla naszych wojsk od sojuszników z NATO - amunicja, broń, zaopatrzenie - będzie mogło dotrzeć tylko przez Niemcy. Podobnie jest z myśliwcami F-35, które mają wejść na wyposażenie naszej armii. Aby uniknąć scenariusza, jaki spotkał Sowietów w 1941 roku, czyli zniszczenia całego lotnictwa w pierwszej fazie wojny, samoloty te będą musiały zostać przebazowane na teren Niemiec. I stamtąd będą startować aby toczyć bitwę o panowanie nad polskim niebem. W takiej sytuacji konfliktowanie się z Niemcami uważam za błąd.

Wróćmy do tematu federacji europejskiej. Ona nie musi oznaczać końca niepodległości Polski, bo nasz kraj był potęgą właśnie w ramach federacji, wszystko zależy od tego, jak ta federacja będzie wyglądać. Ale środowiska konserwatywne z kolei wskazują na problem lewicowej ideologii, która w Unii coraz bardziej dominuje?

Kiedyś planetą ziemia rządziły mocarstwa europejskie. Obecnie rywalizacja o dominację globalną toczy się między mocarstwami Nowego Świata. Ameryką, Chinami, być może dołączą do tego Indie. Swoją imperialną grę toczy Rosja. Stary kontynent znalazł się zaś w cieniu. Istnieje ryzyko, że Europa stanie się wkrótce skansenem. Wielkim muzeum, do którego będą przylatywać turyści z USA i Chin, aby robić sobie zdjęcia na tle rozsypujących się zabytków. Część europejskich polityków uważa, że jedynym sposobem na powrót do wielkiej gry jest ściślejsza federacja. Stworzenie europejskiego imperium, które podjęłoby rywalizację z innymi wielkimi mocarstwami. Bez wątpienia to założenie jest słuszne. Zjednoczona Europa byłaby potęgą. Nasz wspólny potencjał jest olbrzymi. Problem tylko w tym, czy ta koncepcja jest realna. Czy to nie jest utopia? Po pierwsze występuje niespójność, różnice interesów poszczególnych państw. Czy na przykład dumni Francuzi zgodzą się na super-państwo, w którym kluczową rolę będą odgrywać Niemcy? A druga sprawa, to kwestia o której Pan wspomniał. Czyli bardzo mocne zideologizowanie, pójście w lewo, instytucji europejskich. Ja też mógłbym zaakceptować ściślejszą federację, gdyby przyniosło to nam ekonomiczne korzyści - mam zbyt dobre zdanie o Polakach, aby obawiać się, że „roztopią się” w europejskim morzu i wyrzekną własnej kultury. Ale federacja taka powinna być oparta na współpracy gospodarczej, politycznej i militarnej (to ostatnie staje się bardzo ważne w kontekście wycofywania się Amerykanów z Europy). A nie na radykalnej ideologii, która jest sprzeczna z moim światopoglądem. I światopoglądem dużej części Europejczyków.

Podsumowując Polska znajduje się w bardzo trudnej i skomplikowanej sytuacji. Ale czy nam się to podoba czy nie, musimy wybrać. Albo sojusz z Niemcami albo z Rosją. Konflikt na oba fronty jest niemożliwy do wygrania. A nie można przecież prowadzić polityki, która jest z góry skazana na klęskę.


Czytaj dalej:

Polityczne spięcie Elona Muska. Komu chciałby zabronić ważnych stanowisk

Morawiecki w BBC: Chcemy wzmocnić niezależność polskiego sądownictwa

Warsaw Summit w ogniu krytyki. Polityk PO nie przebiera w słowach

Warsaw Summit. Ostra krytyka unijnych instytucji. „Chcemy Europy ojczyzn”

Agrounia została partią. Będzie "sprzątać" supermarkety i wyśle polityków na emeryturę


Lubię to! Skomentuj287 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo