8 grudnia około 30 wiernych z parafii Fontenelles w podparyskim Nanterre grożono śmiercią jako "niewiernym", oblewano ich wodą i znieważano. Jeden z atakujących rzucił w wiernych płonącą pochodnią. W czasie ataku na procesję padały obelgi i groźby pod adresem duchownych i parafian. Organizatorzy musieli zrezygnować z zaplanowanej trasy procesji - twierdzi "Le Figaro".
Zobacz:
- Olaf Scholz w Warszawie. "Nowy rozdział w relacjach polsko-niemieckich"
- Rafał Woś w obronie skłotersów
- Zmarła słynna pisarka. Autorka kultowej serii o wampirach
Procesja miała wyruszyć z kościoła św. Józefa do kościoła św. Marii w dzielnicy Pablo Picasso i była zatwierdzona przez prefekturę. Kiedy policja przybyła na miejsce ataku, sprawcy uciekli. Procesję wówczas wznowiono.
Prokuratura w Nanterre "wszczęła śledztwo w sprawie groźby śmierci i przestępstw oraz wykroczeń wobec ludzi oraz przemocy na spotkaniach" - stwierdziła w niedzielę. "Czyny te zostały popełnione z powodu przynależności ofiar do religii katolickiej" - wyjaśniał zastępca prokuratora Caroline Gontran.
Minister spraw wewnętrznych Francji Gerald Darmanin potępił na Twitterze ataki na katolików, określając je jako "czyny niedopuszczalne". - W naszym kraju musi być możliwe korzystanie z wolności wyznania. Wsparcie dla katolików we Francji - oznajmił minister.
O zdarzeniu poinformował media katechumen, który jednak z powodu obaw o swoje życie usunął swoje wpisy na ten temat w mediach społecznościowych. Biskup Nanterre poinformował, że w najbliższych dniach odwiedzi zaatakowanych parafian. - Diecezja skontaktowała się z władzami publicznymi w celu zapewnienia im bezpieczeństwa - stwierdzono.
GW




Komentarze
Pokaż komentarze (76)