PiS, czyli PPS III RP

Jakub.zabinski, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons
Jakub.zabinski, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons
W parlamencie powstało koło PPS. Ale prawda jest przecież taka, że spadkobiercy dawnej Polskiej Partii Socjalistycznej już w naszym Sejmie są. I to od dawna. Nazywają się Prawo i Sprawiedliwość.

Zobacz: Tusk reaguje na publikację o wypadku Szydło. "Zrobili tak całej Polsce!"

Formalnie tamta PPS utknęła potem w tłustym brzuchu dawnego SLD. Warto jednak zauważyć, że ciosy po których „lewica postsolidarnościowa” podporządkowała się postkomunie pochodziły… od swoich. Czyli od antykomuny. A konkretnie od tej części, która stała się zaczynem dzisiejszych formacji liberalnych czyli Gazety Wyborczej i Unii Demokratycznej. Dlaczego liberałowie zniszczyli postsolidarnościową lewicę? To proste, bo była dla nich konkurencją – tak w walce o wyborców, jak i o (niebagatelne wtedy) zasoby i poparcie ze strony lewicowych organizacji z Zachodu. Liberałowie z Solidarności nie mieli najmniejszej ochoty być jedną z sił walczących o władzę w ramach nowego systemu. Oni chcieli być systemem. Arbitrem tworzącym reguły gry obowiązujące innych. Ci, co stali na drodze do tego celu (czyli właśnie hegemonii) musieli zostać usunięci. Warto zauważyć, że dokładnie ten sam mechanizm został wówczas przez liberałów zastosowany wobec innych niechcących się podporządkować hegemonii Michnika, Geremka czy Kuronia. To znaczy wobec przyszłej „prawicy” spod znaku Jana Olszewskiego albo Jarosława Kaczyńskiego. 

Jeśli spróbujecie znaleźć dziś ludzi tworzących tamtą PPS to może was czekać ciekawe odkrycie. Nieliczni - faktycznie - idą drogą samotną i symetrystyczną. Jak człowiek-instytucja Piotr Ikonowicz czy Cezary Miżejewski rozwijający z sukcesami oddolną spółdzielczość w Polsce. Ale bardzo wielu dawnych towarzyszy współtworzy dziś projekt PiSu. A przynajmniej się z nim mocno identyfikuje. To ludzie tacy jak Tomasz Truskawa (komentator związany ze środowiskiem Gazety Polskiej), Krzysztof Karwowski (dziś ambasador RP w Maroko), Adrian Stankowski (częsty komentator Wiadomości TVP) albo Jacek Pawłowicz (dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL). I wielu innych. 

I chyba tylko „Newsweek” piórem mecenasa Dubois może próbować przekonywać naiwnych, że dziś lewica powinna być w AntyPiSie. 

Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj76 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka