Kontrola cen? To da się zrobić

Tej inflacji nie pokonają podwyżki stóp procentowych. Potrzebna jest bardziej aktywna rola rządu. Na przykład w formie czasowej kontroli niektórych cen. Bo wiele firm na pandemii zarabia stanowczo zbyt dobrze.

Argument drugi. Podniosła go niedawno na łamach londyńskiego „Guardiana” ekonomistka Isabella Weber. Która gościła z resztą nie tak dawno na łamach Salonu24.

Czytaj: Dlaczego Chińczycy nie mieli terapii szokowej

Weber dowodzi, że ponieważ obecny kryzys inflacyjny jest inny, to nieszablonowe muszą być także środki zaradcze. A przecież obecna inflacja związana jest właśnie z tym, że pandemia zatkała wiele łańcuchów globalnych dostaw. I właśnie dlatego szereg firm dostrzegło wielką szanse właśnie na zwiększenie swojej rentowności. To dlatego szwedzka Ikea ogłosiła właśnie 10-proc. podwyżkę cen. Robi tak, bo chce wykorzystać fakt, że nie ma w tym momencie wielkiej konkurencji i ludzie są „skazani” na jej produkty. Podobnie czyni Gazprom dyktujący nową wyższą cenę rozchwytywanego na całym świecie gazu. Odpryskiem tego samego zjawiska są wspomniane na początku podwyższone marże polskiej spożywki czy budowlanki.

To, że firmy chcą wykorzystać kryzys do zwiększenia swoich zysków nie oznacza jednak, że musimy się temu bezczynnie przypatrywać. Zwłaszcza, jeśli zależy nam by inflacja nie przekroczyła jednak magicznych 10 proc. Sposobem na zatrzymanie cen mogłaby więc stać się ich kontrola. Dopuszczająca podwyżki tylko do pewnego - społecznie akceptowalnego - poziomu. Jakie ceny należy regulować i w jakim czynić to trybie, jest oczywiście tematem do rozważenia i zastosowania w zależności od sytuacji.

Kontrola cen

I wreszcie po trzecie. Weber przypomina, że takie rzeczy jak kontrola cen się już w historii kapitalizmu zdarzały. I tak na przykład w czasie wielkiego kryzysu lat 30. administracja prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta kontrolowała ceny szeregu towarów. Od surowej stali po mleko. Oczywiście było to zadanie o ogromnym rozmachu - w szczytowym okresie dla rządowej agencji kontroli cen pracowało 160 tysięcy ludzi). Ale z drugiej strony cel został osiągnięty. Ameryka podniosła się z największe kryzysu w historii, wygrała II wojnę światową, a następne trzy dekady (do lat 70. XX wieku) uchodzą za złoty okres rozwoju i demokratycznej prosperity.

W swoim tekście w „Guardianie” Weber przekonuje, by kontrola niektórych cen stała się narzędziem do radzenia sobie także z obecnym - też bezprecedensowym - kryzysie pandemicznym.

Ten kierunek warto rozważyć także u nas. To dobrze, że polski rząd próbuje przy pomocy tarczy antyinflacyjnej osłaniać słabszym gospodarstwom domowym skutki wzrostu cen. Trzeba jednak pamiętać, że sama tarcza nie rozwiąże nam jednak problemu problemu inflacji. Jego szczytem ma być - wedle większości przewidywań - drugi kwartał właśnie rozpoczętego 2022 roku. Oczywiście przy założeniu, że nie pojawią się kolejne groźniejsze mutacje koronawirusa i nie będzie znów trzeba mrozić życia ekonomicznego i społecznego w formie forsownych „lock-downów”.

Wszystko to sprawia, że temat inflacji będzie nas zajmował przez wiele najbliższych miesięcy. A wiele pomysłów, które dziś wydają się ekscentryczne, już jutro może wejść do obiegu jako coś możliwego - albo wręcz zupełnie oczywistego. Z kontrolą cen też tak będzie. Miejmy nadzieję. 

Polecamy:



Lubię to! Skomentuj136 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka