Zychowicz: Nawet mocarstwo nie może sobie pozwolić na tyle konfliktów, co PiS

Piotr Zychowicz, historyk i publicysta. Fot. screen Telewizja Republika
Piotr Zychowicz, historyk i publicysta. Fot. screen Telewizja Republika
- Musimy na nowo ułożyć stosunki z Niemcami i z całą Unią Europejską. Dla Berlina jesteśmy bliskim sąsiadem, do tego mamy z nimi kolosalną wymianę handlową, są naszym głównym partnerem gospodarczym. Należę do wyznawców zasady, że należy wrogów szukać daleko, zaś sojuszników blisko - analizuje w rozmowie z Salonem 24 Piotr Zychowicz, historyk, publicysta „Do Rzeczy”.

Wyraził Pan radość na Twitterze z powodu wyjazdu prezydenta RP do Chin oraz ministra spraw zagranicznych do Rosji. Dlaczego cieszy się Pan, że nasi najważniejsi urzędnicy państwowi będą gośćmi totalitarnych reżimów?

Piotr Zychowicz: Cieszę się nie dlatego, że odwiedzą reżimy, ale dlatego, że mam nadzieję na bardziej realne podejście do polityki zagranicznej ze strony naszego rządu. Po pierwsze, polityka ta nie może opierać się na wzniosłych frazesach, ale na interesie narodowym. Po drugie, nie może być jednowektorowa, czyli prowadzona w oparciu o jednego sojusznika. Taka polityka zawsze bowiem prowadzi do zmiany statusu – z partnera na wasala. 

Autor filmu TVP o Pawle Adamowiczu: "Nie damy się zastraszyć" [WYWIAD]

Polityka prowadzona przez Rzeczpospolitą Polską w ostatnich latach była niestety rozpaczliwa. Polska całkowicie zawierzyła swój los odległym Stanom Zjednoczonym, co przyniosło fatalne w skutkach zawody - na czele z amerykańska zgodą na Nord Stream 2. W dyplomacji konieczny jest zdrowy rozsądek, a nie porywy serca, realna ocena sytuacji, a nie chciejstwo. Chodzi wreszcie o wielowektorowość, więc grę z wieloma partnerami.

Przeczytaj też:

Były senator: Na zgodę w Polsce nie widać szans. Polityka ma cechy wręcz sekciarskie

Sojusz z USA wydaje się logiczny. To najpotężniejsze państwo świata, do tego wydawało się, że mogą postawić na Polskę, jako głównego partnera w Europie?

Nikt nie neguje tego, że relacje z USA są dla Polski bardzo istotne. Ale to nie znaczy, że mamy godzić się na pełną podległość wobec Waszyngtonu. Trzeba oddzielić frazesy od realnych interesów. Donald Trump podczas wizyty w Warszawie pięknie mówił o powstańcach. Umiejętnie podbijał nam patriotyczny bębenek, co oszołomiło wielu naszych polityków. Amerykanie nas kochają! I co się stało?

Wkrótce potem Amerykanie i tak postawili na sojusz z Berlinem. A brak asertywności sprawił, że Pani Georgette Mosbacher, ambasador amerykańska w czasach Donalda Trumpa, poczynała sobie w Polsce niczym ambasadorowie carycy Katarzyny II. Niestety, krajowa dyplomacja sama prosiła się o takie traktowanie. Skłócając się z pozostałymi sojusznikami, zdała się całkowicie na USA. Zamknęła sobie drogę do gry. A pomysł, że Amerykanie wybiorą nas jako głównego sojusznika w Europie i zdetronizują z tej pozycji Niemcy, był od początku całkowicie nierealny.

Polska jest lojalnym sojusznikiem, do tego ma spory potencjał, jest dużym krajem w środku Europy?

Lojalność nie jest walutą w polityce. Podczas II wojny światowej Polska była ultra lojalna wobec Wielkiej Brytanii i niewiele nam to pomogło. Walutą w polityce jest siła. I tu wystarczy porównać potencjały Polski i Niemiec: Niemcy wytwarzają 25,1 proc. PKB całej Unii Europejskiej, a Polska 3,9 proc. PKB. No to kogo ma wybrać na sojusznika rozsądny polityk w Waszyngtonie – państwo silniejsze czy słabsze? Czwartą potęgę gospodarczą świata, czy małe państwo na dorobku? Pytanie jest oczywiście retoryczne. 

Amerykański prezydent, który wybrałby państwo słabsze, działałby na szkodę interesu narodowego własnej ojczyzny. Nie możemy tego od niego wymagać. Joe Biden jest prezydentem USA, a nie Polski, Amerykanie postawili zatem oczywiście na Niemcy. I żadne sentymenty, żaden Pułaski i żaden Kościuszko, nie mają tu znaczenia.

Co dla nas kluczowe jest kluczowe? Zdecydowanie ułożenie sobie stosunków z Niemcami i z całą Unią Europejską. Dla Berlina jesteśmy bliskim sąsiadem, do tego mamy z nimi kolosalną wymianę handlową, są naszym głównym partnerem gospodarczym. Należę do wyznawców zasady, że należy wrogów szukać daleko, zaś sojuszników blisko.

W tym kontekście akurat Chiny nie są blisko, są przeciwnikiem USA, krajem niedemokratycznym.

Dlatego nie proponuję, żeby jednego zamorskiego sojusznika zastąpić innym zamorskim sojusznikiem. Chodzi o to, żeby rozmawiać i robić interesy ze wszystkimi. Jeżeli oczywiście przynosi nam to korzyści. Chińczycy budują nowy Jedwabny Szlak, który ma być przeciwwagą dla anglosaskiej dominacji na morzach i oceanach. Chodzi o otwarcie kontynentalnej drogi handlowej Azja - Europa.

Polska, z uwagi na swoje kluczowe położenie geograficzne, może być w tym projekcie ważnym elementem. Tym razem to położenie, które przez lata było dla nas przekleństwem, może stać się dla nas błogosławieństwem. To dla nas wielka szansa. Możemy zarobić kolosalne pieniądze, pozyskać chińskie inwestycje w naszą infrastrukturę. Oczywiście, Amerykanie będą próbowali nas nakłonić do tego, żebyśmy tę szansę odrzucili. Musimy się jednak postawić, bo - w tej sprawie - nasze interesy się nie pokrywają.

A jaki sens może mieć podejmowanie jakichkolwiek rozmów z Rosją, która jest państwem nam w zasadzie wrogim?

Lubię to! Skomentuj92 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo