„Wystarczy jedna opinia w mediach społecznościowych i łatwo nam wyprzeć się Jezusa”

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay
Wystarczy głos kolegi czy koleżanki z pracy, wystarczy opinia w mediach społecznościowych i łatwo jest nam wyprzeć się Jezusa. A swoją drogą, nie jestem pewien, czy brakuje wśród nas typowych Judaszy, a zatem ludzi, którzy za garść srebrników gotowi są sprzedać Boga – mówi Salonowi 24 ksiądz Profesor Paweł Bortkiewicz.

Czy nie jest trochę tak, że o ile w życiu codziennym typowych „Judaszy”, jest niewielu, tak każdy z nas ma w sobie coś z chwiejnego i tchórzliwego Piłata, czy przerażonych uczniów, którzy Jezusa się zaparli?

Z pewnością żyjemy w czasach, w których łatwo jest ulec rezygnacji z prawdy w imię pewnej koniunktury, kompromisu czy uległości presji opinii społecznej. Istotnie nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że taka uległość ma niejednokrotnie w sobie coś z gestu umycia rąk przez Piłata. Jeszcze częściej boimy się głosu o sile nośności takiej, jaką miała ewangeliczna służąca na dziedzińcu arcykapłana, która przeraziła Piotra. Wystarczy głos kolegi czy koleżanki z pracy, wystarczy opinia w mediach społecznościowych i łatwo jest nam wyprzeć się Jezusa. A swoją drogą nie jestem pewien, czy brakuje wśród nas typowych Judaszy, a zatem ludzi, którzy za garść srebrników gotowi są sprzedać Boga.

Jest jeszcze wątek społeczny, trudny do zrozumienia. Jak to się stało, że Jezus witany jak bohater, wg współczesnego języka „idol”, uwielbiany przez tłum, po kilku dniach jest przez ten sam tłum lżony, obrażany, a ludzie wolą ocalić życie mordercy, a nie Jezusa?

Och, myślę że ten wątek mógłby być przedmiotem współczesnych badaczy psychologii tłumu. I sądzę, że mieliby oni materiał badawczy bardzo obszerny. Wzięty nie tyle z analizy tekstów biblijnych, co z doświadczeń współczesnej psychologii tłumu. Tak radykalne zmiany nastrojów społecznych odczuwamy przecież w naszej rzeczywistości niejednokrotnie. Ból po śmierci papieża Jana Pawła II, poczucie osamotnienia i osierocenia bardzo szybko przerodziło się nie tylko w kontestację, ale swoistą nienawiść wobec jego osoby, pogardę jego nauczania. Zupełnie bezpodstawną, niczym nieuzasadnioną. Solidarność wytworzona 10 kwietnia 2010 roku wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu, która wydawało się, że scementuje nasz naród w jedną wspólnotę, bardzo szybko uległa podziałom do dzisiaj trwającym, nie zabliźnionym. Nie potrafię tego wytłumaczyć, wskazują tylko na to, że przejście od "hosanna" do "ukrzyżuj" także dzisiaj jest niezwykle mocno obecne w życiu społecznym.

Tu mówimy cały czas o wymiarze ludzkim. Jest też jednak wymiar duchowy, religijny. Tu wielu ludzi zadaje sobie pytanie czy faktycznie Zmartwychwstanie było faktem historycznym, a jeśli odpowiedź jest twierdząca – jakie jest znaczenie tego faktu dla świata, ludzi, każdego z nas?

Zmartwychwstanie jest faktem historycznym. Dowodem na to są choćby dzieje Kościoła. Z garstki ludzi, którzy w obliczu radykalnej próby stchórzyli, zdradzili i zaparli się, bali się głosu służącej na dziedzińcu arcykapłana, z tej garstki ludzi rodzi się Kościół, którego członkowie oddają życie. Oddają życie za co? Za ideę, której gotowi byli się wyprzeć za byłe co, czy oddają życie za Osobę, której śmierć oglądali, a którą spotkali żywą? Trzeba przy tym bardzo mocno podkreślić, że zmartwychwstanie nie jest reanimacją, przywróceniem do życia obumarłego ciała. Zmartwychwstanie jest nowym życiem. Chrystus zmartwychwstały wykazuje z jednej strony realizm ludzkiej kondycji, ale wykazuje też cechy, które nie dotyczą człowieka w jego obecnej cielesności. Zmartwychwstanie jest zatem słowem przyszłości człowieka. Jest projektem Boga na naszą nieskończoność. Projektem, który został uwiarygodniony przez Jezusa Chrystusa.

Ostatnia kwestia – tegoroczny Wielki Tydzień przypada w czasie krwawej wojny. Do Polski przyjechały dwa miliony Ukraińców. Część z nich zostaje. Można powiedzieć, że mamy święta razy dwa, bo uchodźcy są wiernymi obrządków wschodnich również grekokatolicy uznający papieża, mają Wielkanoc później. Czy pojawienie się nowej, odrębnej grupy ludzi, którzy mają swoje tradycje, zwyczaje, obrzędy, będzie jakąś inspiracją dla katolików, Jak widzi Ksiądz współistnienie dwóch kultur także pod kątem religijnym?

Kiedy społeczność ukraińska będzie przeżywała swoją Wielkanoc, my będziemy przeżywać niedzielę Bożego Miłosierdzia. Oni będą odradzać się w swojej nadziei zmartwychwstania, powrotu do życia. My będziemy utwierdzać się w naszej postawie i czynach miłosierdzia. To tak jakby Bóg sam pisał scenariusz naszego współistnienia, tego, czego realnie potrzebujemy. Myślę, że dla obu naszych narodów obecna sytuacja stanowi ogromną szansę. Ukraińcy mogą potraktować tę wojnę, swoją martyrologię, swoje bohaterstwo i swoją nadzieją przyszłości jako realny „mit założycielski” nowego państwa, nowego narodu. My możemy ponownie odbudować naszą wspólnotę narodową, która była budowana w dobie solidarności, pontyfikatu Jana Pawła II, doświadczenia katastrofy smoleńskiej. Dziś budowana jest w oparciu o solidarność z narodem, z którym łączą nas bogate i złożone relacje. Piękne i bolesne. Etos miłosierdzia jest stanie nadać tym relacjom nową jakość. To jednak od obu naszych narodów zależeć będzie to, czy współistnienie zarówno wewnątrz naszej ojczyzny, jak i w relacjach międzypaństwowych uzyska rzeczywiście nową jakość.

Przeczytaj też:


Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo