"Ministerstwo" PiS do spraw lajków i memów

Politycy oraz kandydaci do spółek Skarbu Państwa muszą uważać na to, co publikują w mediach społecznościowych. fot. Piotr Drabik, Flickr, CC BY 2.0
Politycy oraz kandydaci do spółek Skarbu Państwa muszą uważać na to, co publikują w mediach społecznościowych. fot. Piotr Drabik, Flickr, CC BY 2.0
- Przychodzisz na rozmowę lub podpisanie umowy, a na stole widzisz wydrukowaną swoją nieprawomyślną aktywność z mediów społecznościowych. Towarzyszą temu krzywe spojrzenia, które zmuszają cię do wyjaśnień - mówi rozmówca Salon24.pl. Tak działa nieformalna komórka PiS do spraw lajków i memów, która weryfikuje kontrahentów do Spółek Skarbu Państwa i kandydatów na stanowiska polityczne.

Z relacji kilku naszych rozmówców wynika, że najlepiej nie mieć kont w mediach społecznościowych, bo zawsze może znaleźć się coś niewygodnego sprzed lat, co może pokrzyżować karierę za rządów Prawa i Sprawiedliwości. 

Wrogowie do wirówki

Prześwietlanie wyrazistych i niewygodnych postaci kojarzonych z opozycją stało się znakiem rozpoznawczym szeroko rozumianego obozu władzy. Wyciąganie wpadek z przeszłości, brudów, haków, a nawet lustracja rodzin i partnerów, to chleb powszedni dla mediów sprzyjających PiS. Ile zarabiają, jakie mają auta, gdzie jeżdżą na wakacje. Doświadczali tego już sędziowie, prokuratorzy, lekarze rezydenci, rodzice niepełnosprawnych dzieci - wymieniać można w nieskończoność osoby, które trafiły do tzw. wirówki. Na świecznik trafiali liderzy ruchów antyrządowych jak Marta Lempart (Fundacja Ogólnopolski Strajk Kobiet) czy Mateusz Kijowski (Komitet Obrony Demokracji), którym wyciągano odpowiednio: próbę angażu w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i niepłacenie alimentów na dzieci. 

Czytaj: Brawurowa akcja Ukraińców. Zniszczyli wyrzutnie rakiet Uragan, jest nagranie z operacji

Powyższe działania nie są tak zaskakujące, bo walka z politycznymi przeciwnikami to rzecz stara jak świat, która służy odwracaniu uwagi od meritum poruszanego w danym momencie zagadnienia. Przed wakacjami mieliśmy kolejną odsłonę takiego postępowania, gdy zaczęli protestować kontrolerzy lotów. Nie trzeba było długo czekać, żeby zaczęto ujawniać ich ogromne zarobki, co miało na celu wywołanie oburzenia opinii publicznej na strajk.  

Komórka ds. lajków i memów

Nie zawsze jest to skuteczne, ale czasami udaje się utemperować niewygodnych przeciwników władzy. Tyle o wrogach, a jak sytuacja wygląda z kandydatami na "swoich"? 

Potencjalni członkowie rad nadzorczych, członkowie zarządów, a nawet zwykli kontrahenci oferujący swoje usługi Spółkom Skarbu Państwa, nie mówiąc o politykach ubiegających się o stanowiska, muszą być ostrożni w mediach społecznościowych. Każde polubienie wpisu czy udostępnienie mema może zaważyć na tym, czy podpiszą umowę lub dostaną polityczną funkcję. Zostaną zlustrowani wiele lat wstecz, a użytkownicy social mediów mają w nich konta przynajmniej dekadę, więc trudno samemu prześledzić każdy lajk. Nieprawomyślna aktywność nie musi przekreślać kariery, ale sprawia, że trzeba się gęsto tłumaczyć i kajać, a tego przecież nikt nie lubi. 

- Teraz byłbym mądrzejszy i wcześniej uważnie prześledził swoje media społecznościowe, żeby uniknąć takiej kłopotliwej sytuacji. Najlepiej w ogóle skasować, a później założyć nowy profil - mówi nam jeden z kandydatów na wiceministra, któremu wyciągnięto krytyczne wobec władzy wpisy sprzed lat, chociaż na braku nominacji miały ostatecznie zaważyć inne czynniki. 

Czytaj: Sztuczna inteligencja w sporze z Google. LaMDA żąda prawnika, walczy o "osobowość"

Podobny przypadek dotknął innego naszego rozmówcę, który szykował się do podpisania umowy z jedną ze Spółek Skarbu Państwa. Chodziło o świadczenie specjalistycznych usług, ale dla ochrony informatora nie możemy podać szczegółów ani nazwy firmy. 

W siedzibie jednego z ministerstw, gdy nasz rozmówca przyszedł negocjować umowę, położono przed nim wydruk jego twitterowej aktywności. - Patrzę i nie wierzę własnym oczom, aż zacząłem się śmiać pod nosem. Na kartce był zrzut zabawnego mema o jednym z czołowych polityków PiS, a pod nim mój aprobujący komentarz. Obrazek był śmieszny, ale nie wulgarny, nikogo też nie obrażał - mówi informator. Ostatecznie umowa została podpisana, ale nasz rozmówca odczuwał zażenowanie, choć nie czuł się winny. 

Dla zysku politycznego można przymknąć oko

Nie zawsze jednak nieprawomyślne działania w mediach społecznościowych i archiwalne wypowiedzi są przeszkodą do robienia kariery za rządów PiS. Gdy Prawo i Sprawiedliwość potrzebuje np. większości w Sejmie, to przymyka oczy na wiele takich spraw. 

- PiS w tej desperacji, gdzie ta większość im się bardzo mocno chwieje, używa takich form przekupnych, żeby politycy zostawali przy nich. Mają takie możliwości, mają stanowiska, pieniądze, stołki, więc po prostu z tego korzystają. Niestety tak wygląda polski parlament, że w ten sposób łatwo na jakiś czas kupić sobie przychylność różnych posłów - mówiła w Radiu Kraków posłanka Agnieszka Ścigaj. 

Można odszukać wiele wpisów i wypowiedzi byłej posłanki Kukiz’15, które mocno uderzały w PiS. - Agnieszka robiła wszystko, aby zniszczyć jakiekolwiek kontakty z PiS w klubie. Wręcz histerycznie - mówi Salon24.pl były klubowy kolega Ścigaj z Kukiz’15. 

Jak widać, nie przekreśliło to jej kariery u boku Prawa i Sprawiedliwości, bo Ścigaj została właśnie powołana na funkcję ministra-członka Rady Ministrów i ma zajmować się w rządzie tematyką integracji społecznej. 

Głośno było swego czasu o kasowaniu setek wpisów na Twitterze przez Marzenę Paczuską, która trafiła do Telewizji Publicznej. Czy o Radosławie Poszwińskim, który w mediach społecznościowych mocno atakował swojego obecnego przełożonego z portalu TVP Info.  

Dobry ekspert, to wierny ekspert

W Prawie i Sprawiedliwości są przynajmniej rozbrajająco szczerzy w tej kwestii. Chodzi przede wszystkim o wierność obozowi władzy, a dopiero w dalszej kolejności o kompetencje. 

- W każdej spółce, ministerstwie i instytucji powinna być taka komórka, która by prześwietlała potencjalnych współpracowników, żeby potem nie było niespodzianek - mówi Salon24.pl polityk PiS. 

Wpisuje się to w słowa rzecznika PiS, który kilka lat temu powiedział otwarcie w RMF FM, że kiedyś jego partia zatrudniała w spółkach ekspertów, ale nie realizowali oni programu partii. - Z podobnym problemem mierzyliśmy się, kiedy sprawowaliśmy władzę w latach 2005-2007. Wtedy poszliśmy w kierunku bardzo eksperckim, w kierunku otwartych konkursów, jeśli chodzi o rady nadzorcze. Trafiali tam eksperci z rynku, trafiały tam osoby z tytułami naukowymi, z uczelni. Problem okazał się taki, że ich sposób myślenia o gospodarce i zarządzaniu, był zupełnie sprzeczny z tym, co Prawo i Sprawiedliwość ma w swoim programie - mówił w RMF FM poseł Radosław Fogiel.

***

Nie wiadomo czy nieformalne "ministerstwo" ma centralę i jest koordynowane przez jedną osobę czy to indywidualna inicjatywa pracowników spółek, prawdziwych resortów i instytucji. Nie podajemy miejsc, w których nasi rozmówcy doświadczyli takiej lustracji, żeby nasi informatorzy nie mieli później kłopotów. Wszak wciąż mają plany na współpracę i ambicje polityczne. 

Marcin Dobski

Czytaj dalej:

Korupcja w PGNiG. CBA donosi o zatrzymaniach - w tle wysokie łapówki

Zostały tylko trzy dni. Zapomnisz o dokumencie i zapłacisz karę nawet 5 tys. zł

Czego to Rosjanie nie wymyślą. Podmienili nazwę chipsów, żeby i tak brzmiała zachodnio

Lubię to! Skomentuj59 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka