Afera w "Newsweeku". Na długi urlop "uciekła" szefowa HR, Lis nie wyleciał za mobbing

W maju po 10 latach z dnia na dzień odchodzi z "Newsweeka" redaktor naczelny Tomasz Lis. Fot. YouTube/Tomasz Lis
W maju po 10 latach z dnia na dzień odchodzi z "Newsweeka" redaktor naczelny Tomasz Lis. Fot. YouTube/Tomasz Lis
W cieniu kolejnych oskarżeń o mobbing w tygodniku, na długi urlop poszła dyrektor personalna firmy, do której podwładni Tomasza Lisa zgłaszali nieprawidłowości - ustalił Salon24.pl. RASP twierdzi, że nie ma to związku z kontrolą Inspekcji Pracy. - W firmie huczy, że uciekła na urlop, bo zeznanie prawdy to mogą być kłopoty dla RASP, a zeznanie nieprawdy podlega odpowiedzialności karnej - mówi nam dziennikarz "Faktu".

Ustaliliśmy, że niedawno na trzymiesięczny urlop poszła szefowa HR w RASP (Human Resources, co po polsku oznacza zarządzanie zasobami ludzkimi). To do tej osoby są zgłaszane wszelkie nieprawidłowości, w tym te dotyczące mobbingu.

Zapytaliśmy o to. - Dyrektor personalna jest na wcześniej planowanym i uzgodnionym dłuższym urlopie, a nieobecność nie ma związku ze sprawą, o której pan pisze - przekazała Salon24.pl Agnieszka Skrzypek-Makowska, Kierownik Komunikacji Zewnętrznej RASP, gdy zapytaliśmy czy ma to związek z kontrolą Państwowej Inspekcji Pracy.  

Dziennikarze o atmosferze w "Newsweeku"

Każdy tydzień przynosi opinii publicznej nowe odsłony afery, która rozpoczęła się od zwolnienia redaktora naczelnego Newsweeka, Tomasza Lisa. Przyczyny zwolnienia nie były jasne, dopóki nie okazało się, że podwładni oskarżają popularnego dziennikarza o mobbing, co opisała Wirtualna Polska. Kilka dni temu ujawniła się redaktor Renata Kim, która poinformowała, że to ona była jedną z ofiar Lisa i zawiadomiła w tej sprawie dyrektor personalną i związki zawodowe. To jednak nie koniec, bo w środę były dziennikarz "Newsweeka", Wojciech Staszewski, ujawnił, że był mobbingowany przez… Kim.

"Z tego co wiem, wyleciał za coś znacznie gorszego"

Wojciech Staszewski pisze tak: "Krótko o Tomku Lisie. Był moim szefem w Newsweeku między 2013 a 2016 r. Jego styl zarządzania sytuuje się gdzieś między chamstwem a charyzmą. Podziwiałem jego wiedzę, zdolności analityczne. A z drugiej strony na cotygodniowych kolegiach siedziałem jak na rozżarzonym stresie, bo nigdy nie było wiadomo, w jakim humorze będzie Tomek, czy mu się spodobają propozycje tematów, jak i komu dopiecze. Tyle o Tomku, bo mój post nie jest o nim. Nie mnie Tomka oceniać. Zwłaszcza w sytuacji, w której nie wiadomo wciąż, za co został zwolniony. Jaki jest ten nieznany nikomu zarzut".

W dalszej części wpisu Staszewski atakuje Kim, kwitując, że był ofiarą mobbingu z jej strony.  "W ostatnim roku mojej pracy stresowała mnie z pewnością bardziej niż Tomek. To od niej doświadczałem przez wiele, wiele miesięcy ignorowania, odzywania się tylko zdawkowo, traktowania przez wiele godzin jak powietrze, bezpodstawnego i nieustającego krytykowania wszystkich tekstów, poprawiania ich do późnego wieczora w piątek, odrzucania i krytykowania wszystkich tematów przesłanych w niedzielę wieczorem, przymuszania do wymyślania kolejnych o 22, 23 wieczorem".

Dziennikarze pokłócili się o mobbing w "Newsweeku". Lecą mocne oskarżenia

Dziennikarz ujawnił, że przez Kim trafił do psychoterapeutki, gdy ta straszyła go zwolnieniem z pracy. "Dopiero potem, po latach układasz sobie te wszystkie koraliki na nitce. I zdajesz sobie sprawę, że to wszystko razem nazywa się mobbing" - napisał red. Staszewski. Jak dodał, napisał to wszystko, bo nie mógł znieść niezasłużonych zachwytów i festiwalu hipokryzji ze strony byłej przełożonej.

Pod wpisem Staszewskiego pojawiły się setki komentarzy, ale naszą uwagę zwróciły te Rafała Kalukina (pisane z profilu żony), który potwierdził mobbing ze strony Lisa, również na Kim, ale też rzucił nowe światło na przyczyny nagłego odejścia redaktora naczelnego.

"Tu Rafał Kalukin, korzystam z konta gościnnie. Podobnie to wszystko pamiętam. Zresztą Kwaśny pewnie opisałby swój epizod w Newsweeku podobnie. Renata była wtedy pod ogromnym wpływem Lisa i w pełni akceptowała jego model zarządzania redakcją. Ale jedna uwaga: za naszych czasów Lis nie osiągnął jeszcze pełni swoich mobberskich możliwości. Bywało różnie, teraz słabo to wspominam, ciekawie zresztą z dystansu porozkminiać strategie dostosowawcze rozmaitych osób. Także Renaty. Ja nigdy nie umiałem zbudować z Lisem normalnej relacji, był jakiś stały komunikacyjny problem, ale przez większość mojej sześcioletniej z nim pracy jakoś to wszystko się kręciło. Potem coś mu przestało pasić, do dziś nie wiem co, i poczułem wtedy dokładnie to samo, co opisujesz - pusto wokół, nieprzyjemnie, ch... wie z jakiego powodu. Wtedy się ewakuowałem. Resztę znam z opowieści, ale z tego co wiem, to seanse metodycznego gnojenia konkretnych osób zaczęły się gdzieś w okolicach 2019-2020. I że Renata była jedną z tych najbrutalniej potraktowanych. Moim zdaniem to dobrze, że się teraz ujawniła, bo nikt nie powie, że tylko anonimy szargają Wielkiego Redaktora. Tyle że zrobiła to po swojemu (To Ja Byłam Ewą) i nie pytając nikogo o zdanie sprywatyzowała zbiorową traumę. Ale gdybym miał to jakoś zważyć, korzyść jest istotniejsza" - czytamy.

Kalukin zasugerował, że prawdziwe przyczyny zwolnienia Lisa były inne. "Tekst Szymona (Jadczaka, autora tekstu WP - red.) trochę więc wprowadzał pod tym względem w błąd. Lis wyleciał za co wyleciał, a my się o tym kiedyś oficjalnie dowiemy bądź nie. Na mojego nosa takie historie wcześniej czy później zawsze jednak wychodzą" - napisał tajemniczo red. Kalukin. W innym komentarzu dodał: "Z tego co wiem, wyleciał za coś znacznie gorszego. Ale nie mnie o tym gadać".

Lubię to! Skomentuj63 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka