"Całkowite wstrzymanie dostaw gazu jest możliwe. Kryzys Niemiec kryzysem Polski"

Europejska solidarność względem Niemiec - czy jest możliwa?
Europejska solidarność względem Niemiec - czy jest możliwa?
Liczyć się trzeba z różnymi scenariuszami, nawet całkowitym wstrzymaniem dostaw rosyjskiego gazu dla Europy. Konsekwencje byłyby odczuwalne na całym kontynencie. Także w Polsce, choć jesteśmy dobrze przygotowani. Kryzys niemieckiej gospodarki odciśnie piętno na Polsce – mówi w wywiadzie dla Salonu24 Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny Biznes Alert.

Mamy do czynienia z szantażem gazowym ze strony Gazpromu wobec Europy Zachodniej. Jakie jest znaczenie tej sytuacji dla Europy?

Wojciech Jakóbik: Nie warto spoglądać na działania Rosji z punktu widzenia kolejnych pretekstów do dalszego ograniczenia dostaw gazu. Warto założyć, że Rosjanie celowo dążą do eskalacji kryzysu na rynku surowców. Chodzi o to, by Europa przestała się angażować na Ukrainie i przestała Ukrainę wspierać. Liczyć się można z różnymi scenariuszami, nawet całkowitym wstrzymaniem dostaw rosyjskiego gazu dla Europy.

Przeczytaj też:

Lider Lewicy: Jestem wierzący, ale kary za obrazę uczuć religijnych zniechęcą do Kościoła

Co w praktyce oznaczałoby wstrzymanie dostaw tego surowca?

Konsekwencje byłyby odczuwalne w całej Europie. Jesteśmy systemem naczyń połączonych. Odczulibyśmy to również w Polsce i to pomimo tego, że jesteśmy dość dobrze przygotowani, a dywersyfikacja dostaw energii postępuje. Jednak kryzys niemieckiej gospodarki, to także bardzo poważny kryzys w Polsce.

Mogą np. wystąpić problemy z dostępnością węgla w naszym kraju oraz szereg innych kłopotów. Dlatego wskazane jest to, by całkowicie porzucić gaz z Rosji na własnych warunkach, przełamać opór Niemiec i wprowadzić embargo na gaz rosyjski. To jest oczywiście plan maksimum, ponieważ większość Europejczyków boi się wyjścia ze strefy komfortu, w której się znajduje. Powszechny jest strach przed tym, że z powodu wojny wywołanej przez Władimira Putina na Ukrainie, może zabraknąć wielu produktów. Dopiero zakończenie inwazji przyniesie ulgę.

Pojawiły się pomysły, by Polska dzieliła się obowiązkowo swoim gazem z Niemcami. Z jednej strony jak Pan wspomniał, kryzys niemieckiej gospodarki byłby też katastrofą dla Polski. Z drugiej strony, to polityka Niemiec przez lata wzmacniała pozycję energetyczną Gazpromu.

Przepisy regulujące wspólną reakcje państw członkowskich na kryzys gazowy zostały wyśrubowane przy walnym udziale Polski, która w 2017 roku forsowała je po to, by Niemcy musieli Polsce pomóc w sytuacji kryzysowej. Paradoksalnie, dziś dzięki tym przepisom, teraz Polska pomoże Niemcom. Jesteśmy w systemie naczyń połączonych. Dzielenie się zapasami gazu w razie kryzysu leży w naszym wspólnym interesie. Nie oznacza to, że nie możemy od Niemców egzekwować pewnych działań z uwagi na to, że to w dużej mierze przez politykę Berlina znaleźliśmy się w tak trudnym położeniu.

Czego Polska powinna się domagać?

Należy oczekiwać, że Niemcy nie będą blokować renesansu energetyki jądrowej w Europie. Że dadzą taryfę ulgową polskiemu węglowi tak, jak dali taryfę ulgową węglowi niemieckiemu. Wreszcie oczekiwać należy, że odpuszczą te najbardziej ambitne postulaty polityki klimatycznej, która w modelu proponowanym przez Niemcy opalana była pozornie tanim węglem z Rosji, za który dziś słono płacimy politycznie i ekonomicznie.

Zapadła decyzja o ograniczeniu zapotrzebowania na gaz w Unii Europejskiej o 15 proc. Co w praktyce oznacza ta decyzja?

Zapadła decyzja o dobrowolnym ograniczeniu popytu gazu, ale są od niej wyjątki. Choćby dla państw mogących mieć problem z dostępem do kontynentu, przykładem jest Malta. Ale też dla państw, które mają zapełnione magazyny. Tak jest w przypadku Polski, która nie będzie zmuszana do ograniczania popytu na gaz. Ale sama już go ogranicza.

Według ośrodka Breugel, w 2022 roku ograniczyła ten popyt o 15 proc. Po prostu gaz z winy Rosji jest tak drogi, że konsumenci sami ograniczają popyt. W interesie całego kontynentu jest to, by robić to obić już teraz. Tak, by zapasów gazu starczyło na zimę: tę i następną, bo nie wiemy, ile potrwa wojna. 

W ostatnim czasie doszło do ważnych zmian w polskim rządzie. Ministra Piotra Naimskiego, odpowiedzialnego za politykę energetyczną, zastąpił Mateusz Berger. Jak ocenia Pan tę zmianę?

Na pewno negatywnie oceniam dymisję Piotra Naimskiego, która nastąpiła w przededniu rozstrzygnięć losu atomu w Polsce. Takie rewolucje nigdy nie służą wielkim projektom. Jednak w dojrzałych demokracjach nigdy nie jest tak, że wielkie projekty zależą wyłącznie od jednej osoby.

Miejmy nadzieję, że tu też tak będzie, że państwo udźwignie swój program atomowy, niezależnie od zawirowań kadrowych wynikających ze sporów politycznych wewnątrz formacji rządzącej. Doświadczenie biznesowe Mateusza Bergera będzie teraz weryfikowane w branży energetycznej, która ma swoją charakterystykę. Za mało wiem na jego temat, by prognozować, jak poradzi sobie na stanowisku pełnomocnika do spraw infrastruktury energetycznej.

Przeczytaj też:

Senator opozycji: TO interesuje mnie bardziej, niż wygrana z PiS

Największe zagrożenie dla Polski. Prof. Antoni Dudek: Słono zapłacimy za spory polityczne


Lubię to! Skomentuj60 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka