FOR i Mentzen są jak Grinch. Chcą zabrać Polakom Choinkę

fot. Canva
fot. Canva
Pamiętacie wrednego zielonego włochacza, którego jedyną życiową radością jest zniszczenie dzieciom Bożego Narodzenia? Istnieje w polskiej polityce ponadpartyjna koalicja, która bardzo mi go przypomina.

Ideologia FORu wodą na młyn opozycji

Z jednej strony mamy więc postacie takie, jak niesławny ojciec naszej terapii szokowej Leszek Balcerowicz. A dziś już także cała eskadra jego młodszych wychowanków, spośród których na pierwszy plan wybijają się ostatnio duet Sławomir Dudek (od niedawna prezes balcerowiczowskiej Fundacji Odpowiedzialnego Rozwoju czyli FORu) i Alicja Defratyka. Nie ustają oni w przekonywaniu Polaków, że sytuacja gospodarcza jest fatalna. A Polskę - już zaraz, już za chwileczkę - czeka los „drugiej Grecji”, „trzeciego Zimbabwe” albo „czwartej Wenezueli”. Rysowali ten scenariusz w roku 2015. Potem w 2016, 2017… i tak dalej. Licząc, że w końcu trafią. Na razie nie trafili. No, ale są cierpliwi.

Ich narracja cieszy się sporą popularnością w kręgach antyPiSowskiej opozycji. A politycy gospodarczy PO - w stylu Izabeli Leszczyny - czerpią ze skarbczyka FORu pełnymi garściami. Opowieść FORowców oficjalnie przedstawia się jako obiektywnie słuszna i oparta na wiedzy ekonomicznej. W rzeczywistości jest jednak dokładnie odwrotnie. Dudek, Defratyka czy Balcerowicz nie bardzo śledzą to, co się dzieje w światowej debacie ekonomicznej. Nie interesują ich też w żadnym stopniu lekcje, które możemy czerpać z trwającego od 2008 roku permanentnego kryzysu zachodniego kapitalizmu. Ich przekaz to jest 100-procentowa ideologia. W tym wypadku podszyta konserwatywną niezgodą na zmianę społecznego modelu (więcej równości, mniej wszechwładnego rynku) zapoczątkowaną w Polsce przez PiS. Jest w tym także sporo nieskrywanego społecznego darwinizmu. To jest ideologia, która jakoś tam trafia w potrzeby pewnej części polskiego społeczeństwa - zwłaszcza tej bogatszej, która od roku 2015 czują, że ich dominująca pozycja społeczna chwieje się w posadach.  

Mentzenowska narracja o złym państwie

Z drugiej strony sekunduje im środowisko skupione wokół Partii KORWIN. Ostatnio wzmocnionej odesłaniem na emeryturę samego JKMa, po którym w partii zostało już chyba tylko nazwisko. Jego miejsce zajął Sławomir Mentzen. Młodszy, wygadany i pozujący na statecznego ekonomistę, który powie wam jak jest. Ale grzecznie i kulturalnie. Bez korwinowskiej błazenady. Znakiem rozpoznawczym Mentzena jest prosta libertariańska narracja o tym, że państwo jest złe - i gdyby tylko zostawić sprawy wolnemu rynkowi to wszyscy byliby szczęśliwsi. Rząd PiS jest dla Mentzena złem wcielonym, bo próbuje prowadzić dość aktywną politykę gospodarczą. A ta przecież przecież - z samej definicji - szkodliwa.  Mentzena i innych słucha sporych rozmiarów armia niedojrzałych radykałów („kto nie był za młodu korwinistą ten na starość nie będzie porządnym człowiekiem”), którzy są przekonani, że świat kończy się na czubku ich własnego nosa. Wielu - jak trochę podrośnie - to te korwinizmy- mentzenizmy porzuci. Tak to się u nas od lat kręci.

Grinch też przegrał

Z punktu widzenia reszty społeczeństwa dojście tego sojuszu do realnego wpływu na politykę ekonomiczną byłoby oczywiście tragedią. To trochę jak ze wspomnianym Grinchem, który w przededniu Bożego Narodzenia zabiera ludziom śnieg, choinkę i prezenty. Gdyby bowiem potraktować na serio postulaty FORowców i Korwinowców-Mentzenowców Polska stałaby się na powrót smutnym, biednym i szarym krajem z przełomu lat 80. i 90. XX wieku. Z resztą są to czasy (Wilczek, transformacja) nieprzypadkowo sławione pod niebiosa przez wielu polskich libertarian. Państwo znów odwróciłoby się do swoich obywateli plecami („bo przecież na nic nas nie stać”). Zaś życie społeczne powinno się orientować na wielki wyścig szczurów, w którym zwycięzca bierze wszystko. A reszta? No cóż, jest sama sobie winna, że jej się nie udało.

W ostatecznym rozrachunku te nasze ekonomiczne inkarnacje zielonego Grincha muszą przegrać. Stanie się tak dlatego, że Polacy nie są darwinistami. Na państwo - owszem - nieraz psioczymy. Ale w gruncie rzeczy to je lubimy. I nie chcemy by szło w kierunku modelu Ameryki Łacińskiej z wielkimi nierównościami uniemożliwiającymi istnienie prawdziwej wspólnoty narodowej.

Grinch też przegrał, gdy chciał zabrać ludziom święta i choinkę.  

Rafał Woś

Czytaj też:

Lubię to! Skomentuj114 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka